Rosyjskie media: Merkel przegrała, ale Putin nie wygrał

Na pierwszy rzut oka rezultaty wyborów w Niemczech wyglądają jak triumf polityczny Moskwy, ale w rzeczywistości zmuszają one do poważnego zastanowienia się nad koniecznością modyfikacji strategii Rosji w Europie - ocenia dziennik "Moskowskij Komsomolec".

"Partia, którą kieruje główna w Niemczech stronniczka utrzymania i wzmocnienia sankcji wobec Rosji, osiągnęła w wyborach najgorszy rezultat od 1949 roku. Trzecią pod względem wielkości frakcją w parlamencie niemieckim są teraz zwolennicy jak najszybszej normalizacji relacji z Rosją" - zauważa dziennik w komentarzu opublikowanym w poniedziałek po południu.

Reklama

Jednak - jak podkreśla "MK" - patrząc na wyniki wyborów przez pryzmat interesów Rosji, można się mocno pomylić i wyciągnąć zasadniczo błędne wnioski. W rzeczywistości bowiem rezultaty wyborów do Bundestagu "są istotnym powodem, by poważnie pomyśleć o wnikliwym przeformatowaniu linii politycznej Moskwy w Europie" - ocenia dziennik.

Wskazuje, że trzecie miejsce uzyskane przez Alternatywę dla Niemiec (AfD) nie zmieni na lepsze relacji między Moskwą i Berlinem, gdyż partia ta będzie w Bundestagu "blokowana ze wszystkich stron".

"MK" ocenia ten przypadek jako kolejny przykład tego rodzaju. Przypomina, że stosunki między Francją i Rosją nie zmieniły się, gdy w wyborach prezydenckich we Francji drugie miejsce zajęła szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen, w którą Rosja przecież zainwestowała "niemało kapitału politycznego". "Czy wybraliśmy właściwy obiekt dla naszych inwestycji politycznych?" - zastanawia się gazeta.

Jako polityków w Unii Europejskiej, których łączą dobre relacje z prezydentem Władimirem Putinem, "MK" określa premierów Grecji i Węgier Aleksisa Ciprasa i Viktora Orbana. Teoretycznie któryś z nich mógłby "zburzyć mechanizm sankcji" w UE, gdyż decyzja o przedłużeniu sankcji podejmowana jest przez konsensus, jednak tego nie czynią - zauważa "MK". "Do decyzji takiej rangi potrzeba nie tych, którzy +są na skrzydle+, lecz tych, którzy są w centrum - polityków rangi kanclerz Niemiec" - ocenia gazeta.

"Sztuka dyplomacji polega nie na tym, by dogadywać się z tym, kto nam się podoba i z kim się zgadzamy. Polega na czymś wprost przeciwnym. Jeśli ktoś o tym zapomniał, to rezultaty wyborów do niemieckiego Bundestagu można uznać za bardzo mocne przypomnienie" - podsumowuje "MK".

Z Moskwy Anna Wróbel 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy