Sąd odrzucił wniosek rodziców Alfiego o wyjazd do Włoch

Sąd rodzinny w Manchesterze odrzucił we wtorek wniosek rodziców niespełna dwuletniego Alfiego Evansa o zgodę na przewiezienie chłopca do Włoch w celu dalszego podtrzymywania jego życia. Sędzia przychylił się do opinii lekarzy, że taki ruch byłby zbyt niebezpieczny dla zdrowia dziecka.

Informację o decyzji sądu podał serwis internetowy BBC.

Reklama

Według relacji lokalnej gazety Liverpool Echo, w trakcie wtorkowej rozprawy sędzia zasugerował, że lekarze mogą rozważyć przeniesienie chłopca do domu. Przedstawiciele szpitala argumentowali jednak, że to byłoby możliwe najwcześniej za kilka dni, a w obecnej atmosferze wrogości wobec szpitala może być wręcz niemożliwe.

23-miesięczny Alfie został w poniedziałek wieczorem odłączony od aparatury podtrzymującej życie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. Opiekujący się z nim zespół medyczny, który reprezentuje przed sądem interesy chłopca, ocenił, że dalsza terapia "nie jest w jego najlepszym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka".

Stanowisko szpitala

Szpital Alder Hay w Liverpoolu poinformował we wtorek wieczorem w oświadczeniu, że brytyjski sąd zdecydował o kontynuacji planu paliatywnego dla Alfiego Evansa, który został przygotowany przez lekarzy, odrzucając możliwość przewiezienia go do Włoch.

Jak podkreślono, sędzia ocenił, że takie rozwiązanie "jest w najlepszym interesie Alfiego". Zgodnie z brytyjskim prawem, lekarze występują jako reprezentanci interesu dziecka, które nie zawsze musi być zbieżne z opinią rodziców.

"Naszym głównym priorytetem pozostaje zapewnienie, że Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje, aby zapewnić zachowanie jego komfortu, godności i prywatności" - napisano, dodając, że takie rozwiązanie "zakłada bliską pracę z (rodzicami dziecka - PAP) Kate i Tomem, którzy spędzają z nim cenny czas".

Jednocześnie szpital zaapelował o "szacunek dla pracowników, a także pacjentów i ich rodzin w tym trudnym czasie", podkreślając, że sytuacja "jest ekstremalnie trudna dla wszystkich, których dotyczy. Łamie serca jego rodziców, ale jest też emocjonalnie trudna dla lekarzy i pielęgniarek zajmujących się jego opieką".

Według upublicznionego zapisu wyroku wcześniejszej sprawy z lutego br. opinię szpitala poparł także szereg powołanych na biegłych niezależnych lekarzy, w tym tych, którzy zostali skonsultowani na wniosek rodziców dziecka. Jak zwracano uwagę, w wyniku choroby doszło do nieodwracalnych i "katastrofalnych" zmian w mózgu, które wykluczają nie tylko powrót do zdrowia, ale jakiekolwiek znaczące przedłużenie życia.

Odnosząc się do proponowanego przewozu chłopca do Rzymu, zespół medyczny szpitala miał z kolei wskazywać m.in. na to, że próba przewiezienia dziecka może doprowadzić do jego zapaści w trakcie podróży i bolesnej śmierci, a rzymski szpital mógłby zaoferować jedynie opiekę paliatywną.

Jednocześnie sędzia Anthony Hayden podkreślił, że Alfie "powinien otrzymać opiekę w ostatnich dniach czy godzinach, jakkolwiek długo to będzie trwało, w hospicjum, domu lub na szpitalnym oddziale", prosząc lekarzy o to, aby "kreatywnie i ambitnie, nawet jeśli to daremna nadzieja, rozpatrzyli wszystkie opcje".

Jak zdecydował, dalsze decyzje powinny być podejmowane w porozumieniu szpitala i lekarzy z rodzicami chłopca. "To ostatni rozdział w sprawie tego nadzwyczajnego małego chłopca" - powiedział.

W zamieszczonym wraz z komunikatem szpitala krótkim tekście prof. Russell Viner, szef Królewskiego Kolegium Pediatrów i Zdrowia Dziecka, zapewnił, że "jako specjaliści w zakresie medycyny zajmujący się noworodkami, dziećmi i młodymi ludźmi, nasz priorytet jest zawsze po stronie dziecka", a "każde działanie i decyzja musi być podjęta w najlepszym interesie dziecka, a decyzje o opiece, także wycofaniu leczenia, są podejmowane przy udziale rodziców".

Jak zaznaczył, ze względów prawnych niemożliwe jest komentowanie specyficznej sytuacji Alfiego, ale dodał, że lekarze uważają, "iż jest istotne, aby opinia publiczna wiedziała, że decyzje o wstrzymaniu lub wycofaniu leczenia dziecka nie są podejmowane z łatwością".

"W Wielkiej Brytanii mamy to szczęście, że istnieje jasne i pełne empatii prawo, które wspiera nas w podejmowaniu działań i które zakłada trzy sytuacje, w których wycofanie podtrzymującej życie terapii może być rozpatrzone" - argumentował.

Jak zaznaczył, są to sytuacje, w których "terapia nie przyniesie lub jest mało prawdopodobne, że przyniesie znaczne przedłużenie życia dziecka", "leczenie może przedłużyć życie, ale wywoła u dziecka nieakceptowalny ból i cierpienie" oraz kiedy "starsze dziecko z ograniczającą zdolności życiowe chorobą wielokrotnie i jasno sugeruje, że nie życzy sobie dalszego leczenia, a jego decyzja ma wsparcie rodziców i lekarzy".

Viner dodał, że takie decyzje są "niestety podejmowane często", a "w znacznej większości spraw decyzja (lekarzy i rodziców) o wycofaniu leczenia jest wspólna i jest rzadkim przypadkiem, kiedy dochodzi do sporu". "To właśnie te sprawy, w których istnieje znaczna różnica zdań przyciągają uwagę mediów" - zaznaczył.

"W tych trudnych sytuacjach oraz wśród wielu głosów i opinii, jest ważne, aby opinia publiczna wiedziała, w jaki sposób te decyzje są podejmowane" - podkreślił.

Komentarz ojca dziecka

Krótko przed publikacją oświadczenia Alder Hey, ojciec Alfiego zamieścił na Facebooku krótki wpis, w którym napisał, że chłopiec "jest od 23 godzin pozbawiony żywności". "W jaki sposób to jest ludzkie, gdzie jest jego godność?" - pytał. Wcześniejsze informacje od lekarzy sugerowały, że dziecko otrzymuje tlen i wodę.

Alfie przebywa w Alder Hey od grudnia 2016 roku. Cierpi na ciężką, niezdiagnozowaną dotąd chorobę neurologiczną.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje