Samoloty wojskowe USA nad spornymi wyspami

​Dwa samoloty wojskowe USA przeleciały wokół spornych wysp na Morzu Wschodniochińskim, nie informując o tym Chin, tzn. przeciwstawiając się ogłoszeniu tego regionu przez Pekin chińską Strefą Identyfikacji Obrony Powietrznej - poinformował we wtorek Pentagon.

"Przeprowadziliśmy operacje w rejonie wysp Senkaku (nazwa japońska; Chiny używają nazwy Diaoyu). W dalszym ciągu stosujemy nasze zwykłe procedury, które nie przewidują zgłaszania planów lotów, informowania przez radio z wyprzedzeniem ani rejestrowania naszych częstotliwości" - powiedział rzecznik Pentagonu pułkownik Steve Warren i dodał, że strona chińska nie zareagowała.

Pekin ogłosił w sobotę, że będzie kontrolował przestrzeń powietrzną nad Diaoyu. Agencja Xinhua opublikowała mapę i współrzędne geograficzne nowo utworzonej Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej Morza Wschodniochińskiego. Pokrywa ona większość tego morza wraz z wyspami, które są przedmiotem sporu terytorialnego z Japonią, a także z Tajwanem. Xinhua przedstawiła również ustalone przez ministerstwo obrony zasady identyfikacji samolotów w tej strefie.

Reklama

Tokio stanowczo zaprotestowało. "Jednostronne ustalenie takiej przestrzeni powietrznej powoduje eskalację sytuacji wokół wysp Senkaku i grozi doprowadzeniem do sytuacji nieoczekiwanej" - podkreślono w oświadczeniu japońskiego MSZ.

Stosunki Chin i Japonii - zajmujących obecnie drugie i trzecie miejsce na liście największych potęg gospodarczych świata - znacznie pogorszyły się, kiedy we wrześniu ubiegłego roku japoński rząd wykupił trzy tworzące sporny archipelag wyspy od prywatnego właściciela. Przez Chiny przeszła wówczas fala ulicznych protestów, przeradzających się również w plądrowanie japońskich firm i atakowanie japońskich obywateli.

Od tego czasu patrolowe okręty i samoloty obu stron wielokrotnie pojawiały się w rejonie wysp, budząc obawy, że mogą to być przygrywki do konfrontacji zbrojnej.

Waszyngton wyraził w sobotę poważne zaniepokojenie wzrostem napięć wokół wysp Senkaku i deklaracją Chin o kontroli przestrzeni powietrznej nad nimi. Szef Pentagonu Chuck Hagel uznał to za próbę naruszenia status quo.

Z osobnym oświadczeniem wystąpił Biały Dom. "Jesteśmy wielce zatroskani sytuacją, która eskaluje napięcia w regionie i ma wpływ na interesy Stanów Zjednoczonych oraz naszych sojuszników. Wyraziliśmy poważne zaniepokojenie działaniami Chin i ściśle współpracujemy z naszymi sojusznikami i partnerami w regionie" - poinformowała rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu Caitlin Hayden.

W poniedziałek przeciwko działaniom Pekinu zaprotestował także Seul. Obszar, który miałby się znaleźć pod kontrolą Chin, częściowo nakłada się na przestrzeń powietrzną kontrolowaną przez Koreę Południową.

Zaniepokojenie rozszerzeniem przez Pekin kontroli powietrznej nad spornym terytorium wyraziła też Australia. Od ambasadora Chin zażądano wyjaśnień.

Chińskie ministerstwo obrony poinformowało w poniedziałek, że złożyło formalny protest w ambasadach USA i Japonii po tym, gdy oba kraje skrytykowały rozszerzenie chińskiej kontroli przestrzeni powietrznej nad sporne terytorium na Morzu Wschodniochińskim. Ministerstwo wezwało USA do zachowania bezstronności w chińsko-japońskim sporze.

We wtorek rząd Japonii zażądał od japońskich linii lotniczych Japan Airlines (JAL) i All Nippon Airlines (ANA), by nie stosowały się do zasad identyfikacji, które usiłuje narzucić Pekin. Obie linie, które w czasie weekendu zaczęły się stosować do chińskich zasad w rejonie Senkaku (loty na Tajwan i do Hongkongu), zapewniły resort transportu, że zaprzestaną tego od środy.

Reuters pisze, że nakłaniając linie lotnicze do ignorowania ogłoszonej przez Pekin strefy, premier Japonii Shinzo Abe chce być może "zmusić Chiny do pokazania kart". Rząd japoński już wcześniej ostrzegał, że egzekwowanie przez Pekin nowych zasad może mieć "nieoczekiwane konsekwencje".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje