Spotkanie Trumpa z Kimem: Nadzieje na pokój i denuklaryzację

We wtorek przywódcy USA i Korei Płn. po raz pierwszy spotkają się twarzą w twarz. Wyczekiwany szczyt prezydenta Donalda Trumpa i Kim Dzong Una w Singapurze rodzi powszechne nadzieje na pokój i denuklearyzację, ale nie brakuje też głosów sceptycznych.

"Cały świat przygląda się szczytowi KRLD i Stanów Zjednoczonych Ameryki" - zauważył Kim podczas niedzielnego spotkania z premierem Singapuru Lee Hsien Loongiem. Trump przed wylotem do tego państwa-miasta mówił, że wybiera się na "misję pokojową" i oceniał, że obaj przywódcy będą tam mieli "jednorazową okazję" na porozumienie.   

Wysoka stawka spotkania

Reklama

Stawka spotkania jest wysoka: USA chcą całkowitej denuklearyzacji północnokoreańskiego reżimu, który w ubiegłym roku przeprowadził próbę potężnej bomby termojądrowej oraz szereg testów międzykontynentalnych rakiet balistycznych, po czym ogłosił się mocarstwem atomowym, zdolnym do ataku na całe kontynentalne terytorium Stanów Zjednoczonych. W reakcji na te działania Pjongjangu Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła na reżim najsurowsze w historii sankcje.    

Eksperci przestrzegają jednak przed zbytnim optymizmem i podkreślają, że nawet jeśli Kim zgodzi się na denuklearyzację, bardzo ciężko będzie weryfikować konkretne jej postępy w Korei Północnej. Zarówno dziadek Kim Dzong Una, Kim Ir Sen, jak i jego ojciec, Kim Dzong Il, publicznie obiecywali wstrzymanie prac nad bronią nuklearną, ale kontynuowali je w tajemnicy. Swoją pierwszą próbę atomową reżim przeprowadził w 2006 roku, za rządów Kim Dzong Ila.    

Trump, który często chwali się swoimi zdolnościami negocjacyjnymi nabytymi w biznesie, ocenił, że już "w ciągu pierwszej minuty" spotkania zorientuje się, czy intencje Kima są szczere. Jeśli nie, "nie będę marnował swojego czasu i nie chcę marnować jego czasu" - mówił prezydent.   

Oczekiwania

"Trump jest bardziej zainteresowany 'nastrojem' i poznaniem Kima. Spodziewam się, że rozmowy będą dotyczyły raczej ogólnych intencji, niż opracowania konkretnego, szczegółowego grafiku (denuklearyzacji)" - skomentował dla PAP ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych z uniwersytetu Lingnan w Hongkongu, znawca spraw koreańskich Brian Bridges.   

Jego zdaniem Kim będzie chciał to wykorzystać i w zamian za ogólne obietnice denuklearyzacji będzie próbował uzyskać od Trumpa konkretne ustępstwa. "Będzie oczekiwał od USA zniesienia najsurowszych sankcji, szczególnie tych wpływających na handel zagraniczny" - ocenił Bridges.    

Kim może też żądać utworzenia biura łącznikowego USA-Korea Płn., co byłoby krokiem w stronę dyplomatycznego uznania jego reżimu, oraz przystąpienia Waszyngtonu do starań o układ pokojowy pomiędzy Koreą Płn. a Koreą Płd., który zakończyłby formalnie wojnę z lat 1950-1953.  

"Jeden z powodów, dla których Kim zgodził się spotkać z Trumpem, był fakt, że nigdy nie był on zupełnie pewny, co Trump może zrobić" - wskazał ekspert. Doradcy Kima byli w stanie przewidywać ruchy administracji Baracka Obamy, ale nie mogli wykluczyć, że Trump zrealizuje swoje zapowiedzi o "ogniu i furii" - dodał, nawiązując do tytułu biografii Trumpa "Ogień i Furia" autorstwa Michaela Wolffa.    

Prezydentowi USA towarzyszy w Singapurze m.in. sekretarz stanu Mike Pomepo oraz znany z twardej postawy wobec Korei Płn. doradca ds. bezpieczeństwa John Bolton. Niedawno niewiele brakowało, aby jego uwagi na temat "libijskiego modelu" denuklearyzacji doprowadziły do zerwania rozmów między Waszyngtonem a Pjongjangiem. 

Obserwatorzy oceniają, że Kim Dzong Un z pewnością chciałby uniknąć losu przywódcy Libii Muammara Kadafiego, który w 2003 roku zgodził się porzucić ambicje atomowe, a kilka lat później zginął z rąk wspieranych przez Zachód rebeliantów.    

Jeszcze w ubiegłym roku Trump i Kim obrzucali się wzajemnie wyzwiskami i grozili sobie użyciem siły. Trump nazywał Kima "małym człowiekiem od rakiet" i obiecywał użycie "całej niedoścignionej potęgi wojskowej" USA przeciwko reżimowi, jeśli uzna to za konieczne.   

Nadzieja na złagodzenie napięć

Nagły zwrot polityki Pjongjangu i podjęta przez niego w tym roku ofensywa dyplomatyczna wzbudzają jednak nadzieje na złagodzenie napięć. W marcu północnokoreańska delegacja przekazała Trumpowi w Białym Domu niespodziewane zaproszenie na spotkanie z Kimem twarzą w twarz. Od zakończenia wojny koreańskiej w 1953 roku żaden z prezydentów USA nie rozmawiał z przywódcą Korei Płn., nawet przez telefon.   

"Zwykle spotkania pomiędzy światowymi przywódcami kończą się podpisaniem jakiegoś porozumienia czy dokumentu opracowanego z wyprzedzeniem przez urzędników (...). Ale nie jest jasne, czy urzędnicy z USA i Korei Północnej mieli dosyć czasu, by przygotować poważny wspólny dokument" - ocenił Bridges. 

Jego zdaniem po spotkaniu w Singapurze należy się spodziewać co najwyższej wspólnego komunikatu prasowego, a nie szczegółowego porozumienia ramowego.    

Zgodnie z planem spotkanie Trumpa z Kimem ma się rozpocząć we wtorek o 9 rano czasu miejscowego w hotelu Capella na wyspie Sentosa w południowej części Singapuru. Obaj przywódcy przybyli już do tego państwa-miasta w Azji Południowo-Wschodniej w niedzielę. 

Według premiera Singapuru organizacja szczytu będzie kosztować ok. 20 mln dolarów singapurskich (prawie 55 mln zł).   

Z Singapuru Andrzej Borowiak (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje