Sylwestrowy koszmar we Włoszech

Miał to być "niezapomniany sylwester, jakiego świat nie widział". Zapamiętało go blisko półtora tysiąca osób, które dały się zwabić obietnicom organizatorów; o to, by i oni go nie zapomnieli, postara się teraz prokurator.

Oferta była zachęcająca: sylwester w słynnym pałacu myśliwskim Stupinigi pod Turynem za sto euro od osoby. Skusiło się na nią prawie 1500 osób, które obiecywały sobie niecodzienną zabawę.

Tymczasem wzięły udział w zbiorowym koszmarze. Zamiast o 23.00, wpuszczono ich do środka tuż przed północą. Nie do pałacyku jednak, lecz do stojącego obok namiotu. Było tam ciasno i zupełnie nieciekawie. Nikt nie wspomina o jedzeniu, wszyscy natomiast zapamiętali toalety. Były tylko dwie, cały czas oblężone i wkrótce nie nadające się do użytku.

Sprawą zainteresowano prokuraturę w Turynie, przed którą organizatorzy nieudanego sylwestra tłumaczą się dość nieudolnie. Miała to być zabawa dla wąskiego grona, zgłosiło się jednak tak wiele osób, że trudno im było zapanować nad sytuacją.

Dowiedz się więcej na temat: Włochy | Sylwester

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje