"Sytuacja nie jest łatwa, ale nie katastrofalna"

​- Sytuacja nie jest łatwa, ale nie katastrofalna - powiedział prezydent Białorusi. Aleksander Łukaszenka oświadczył, że jego kraj do tej pory nie wyszedł z kryzysu, ale zapewnił, że zostanie on przezwyciężony. Podkreślił też, że za wszelką cenę należy dbać o kraj.

"Czasy są bardzo trudne zarówno z punktu widzenia gospodarki, jak i w sensie politycznym. Ponownie podkreślę, że podobnie jak wielu naszych sąsiadów do tej pory nie wyszliśmy jeszcze z kryzysu, który wybuchł na świecie" - powiedział Łukaszenka, cytowany przez swoją służbę prasową.

Reklama

Według prezydenta władze kraju na wszelkie sposoby chroniły ludność przed kryzysem i dzięki temu Białoruś bardzo łagodnie w niego wchodziła. Kiedy jednak już było widać wyjście z kryzysu, "nastąpiły okoliczności zewnętrzne", szczególnie pod koniec ubiegłego roku - "załamanie się rosyjskiego rynku, a to połowa naszego eksportu, i spadek kursu rosyjskiej waluty poważnie się odbiły na naszej gospodarce".

"Sytuacja nie jest łatwa, ale nie katastrofalna, a nawet nie krytyczna" - oznajmił Łukaszenka. Dodał, że należy "za wszelką cenę utrzymać kraj", bo "w przeciwnym wypadku stoczymy się do tego, co się dzieje w niektórych państwach, w tym u naszych sąsiadów".

Zaznaczył jednak, że nie można powiedzieć, iż Białoruś czegoś się boi. "Jeśli się boimy, to tylko o swój kraj, o to, by go zachować.(...) Nie boimy się żadnych zagrożeń. Trzeba się bać o normalne życie swojego narodu i istnienie swojego państwa" - podkreślił prezydent.

Łukaszenka zapewnił też, że kraj przezwycięży kryzys i już podjęto bardzo intensywne wysiłki na rzecz dywersyfikacji rynków zbytu. "Odnowiony rząd poważnie działa w tym kierunku" - oświadczył. Przyznał, że nigdy wcześniej zarobki urzędników nie pozostawały w tyle za średnimi zarobkami w przemyśle i średnią pensją w kraju. Zaznaczył jednak, że choć należy im podnosić pensje, to tylko "kosztem optymalizacji i redukowania aparatu państwowego".

W grudniu doszło na rynku walutowym Białorusi do zawirowań związanych z gwałtownym spadkiem kursu rubla rosyjskiego, któremu nie odpowiadała równie znaczna dewaluacja białoruskiego rubla. To spowodowało masowe kupowanie dewiz przez Białorusinów jadących do Rosji na zakupy. Aby powstrzymać popyt na dewizy, od 20 grudnia na Białorusi wprowadzono 30-procentową prowizję na zakup obcej waluty przez ludność. Jednak Bank Narodowy pozostawił przy tym niezmienny kurs przy ich sprzedaży, co spowodowało pojawienie się nielegalnego rynku wymiany.

27 grudnia prezydent zdymisjonował dotychczasowego premiera Michaiła Miasnikowicza, a ponadto m.in. trzech wicepremierów, ministrów przemysłu, gospodarki, ds. podatków oraz oświaty, a także szefową banku centralnego. Po zmianie kierownictwa Bank Narodowy stopniowo obniżał prowizję, a od 9 stycznia zniósł ją całkowicie. W punktach wymiany nadal jednak brakuje dewiz.

Według danych białoruskiego ministerstwu rolnictwa podlegające mu przedsiębiorstwa straciły w ubiegłym roku na dewaluacji rubla rosyjskiego 362 mln dolarów.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje