Szef MSZ Serbii o podwójnych standardach wobec Katalonii i Kosowa

Szef serbskiej dyplomacji Ivica Daczić oskarżył we wtorek światowe potęgi o stosowanie podwójnych standardów, skoro nie chcą zaakceptować referendum niepodległościowego w Katalonii, a przyjęli w 2008 roku separację serbskiej prowincji Kosowa.

Deklarację niepodległości Kosowa uznały Waszyngton i większość państw Unii Europejskiej, ale Belgrad i jego sojusznicy jej nie zaakceptowali.

Reklama

W niedzielę Katalończycy poparli w referendum, na które Hiszpania nie wyraziła zgody, niepodległość swojego regionu. Madryt uznał głosowanie za niekonstytucyjne. Dzień później Niemcy wyraziły zatroskanie referendum w Katalonii, a inne państwa zaniepokoiły się skłanianiem się własnych społeczności ku separatyzmom.

"Martwią mnie podwójne standardy społeczności międzynarodowej" - powiedział we wtorek Daczić publicznemu nadawcy RTS. UE nigdy nie powie, że pomyliła się z uznaniem Kosowa, ale decyzja ta będzie miała nieprzyjemne skutki. Otwarto puszkę Pandory".

Stanowisko Serbii w sprawie Kosowa jest jedną z głównych przeszkód w przyjęciu jej do UE. Bruksela utrzymuje, że Belgrad musi poprawić stosunki z Prisztiną i przestać blokować dążenie Kosowa do przyjęcia go do międzynarodowych wspólnot.

W poniedziałek prezydent Serbii Aleksandar Vuczić wezwał do siebie na rozmowy ministrów i szefów służb bezpieczeństwa po stwierdzeniu przez rzecznika Komisji Europejskiej Margaritisa Schinasa, że nie można porównywać Hiszpanii i Serbii, ponieważ Kosowo ogłosiło swoją niepodległość "w bardzo specyficznym kontekście".

Komentując słowa Schinasa, że stanowisko w sprawie Kosowa wynikło z "różnych rezolucji ONZ i wspólnoty międzynarodowej", Daczić oznajmił: "Kosowo nie może być odrębnym i specyficznym przypadkiem. Nie ma żadnych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ oprócz rezolucji nr 1244, która mówi o terytorialnej integralności i suwerenności Serbii. (...) To, co zrobiono w sprawie Serbii, to naruszenie prawa międzynarodowego. Zdarzyło się to, przed czym ostrzegaliśmy, i Katalonia nie będzie jedynym przykładem takich separatystycznych tendencji w Europie".

"Żal nam Hiszpanii, ponieważ jest to nasz zaprzyjaźniony kraj, ale puszka Pandory została otwarta. Na przykładzie Kosowa powiedziano: 'Możliwe są jednostronne kroki i wtedy będziecie zależeć od przychylności wielkich mocarstw'. Tu nie ma prawa międzynarodowego, to jest polityka siły" - zaznaczył szef serbskiej dyplomacji.

Z kolei Vuczić w poniedziałek, po spotkaniu w Belgradzie ze swoim greckim odpowiednikiem Prokopisem Pawlopulosem, retorycznie zaznaczył: "Jak to możliwe, że w Katalonii referendum jest nieważne, a w Kosowie (niepodległość) obyła się bez niego?". Vuczić powtórzył, że Serbia "popiera integralność terytorialną i suwerenność Hiszpanii", i przypomniał jednocześnie, że 22 państwa unijne wzięły stronę Kosowa po ogłoszeniu jego niezależności w 2008 roku.

"Jak to jest, że w Katalonii referendum (niepodległościowe) nie jest ważne, a w Kosowie może być nawet (możliwa niezależność) bez referendum?" - pytał. Dodał, że kiedy (politycy unijni - PAP) decydowali i myśleli, że mogą zmieniać granice na Bałkanach, bo nie należały one do UE, igrali z losami tych państw". Ocenił, że "to najlepszy chyba przykład podwójnych standardów i hipokryzji światowej polityki".

Podkreślił również, że Serbia jest "wdzięczna" Hiszpanii, Grecji, Słowacji, Rumunii i Cyprowi, czyli tym krajom UE, które nie uznały suwerenności Kosowa.

Kosowo, dawna prowincja serbska zamieszkana w większości przez etnicznych Albańczyków, proklamowało w 2008 roku niepodległość od Serbii. Uznała to większość światowych mocarstw, jak Stany Zjednoczone i większość członków UE, ale nie Serbia, Hiszpania, Rosja, Chiny czy Indie.

Przyjęta w 1999 r. rezolucja 1244 upoważniła siły międzynarodowe do wejścia do Kosowa i oddawała je pod administrację Narodów Zjednoczonych, pozostawiając jednak w obrębie Serbii.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje