Szewach Weiss: Możliwy precedens, jak wybór Obamy na prezydenta USA

Po raz pierwszy od wielu lat nikt nie wie, kto będzie nowym premierem Izraela; możliwy jest rząd z partiami arabskimi, co byłoby precedensem porównywalnym z wyborem Baracka Obamy na prezydenta USA - ocenił w rozmowie z PAP Szewach Weiss.

Były ambasador Izraela w Polsce podkreślił, że aby zrozumieć obecną sytuację polityczną w Izraelu, gdzie we wtorek odbywają się wybory parlamentarne, trzeba uświadomić sobie, jaka kultura polityczna panuje w tym kraju.

Reklama

- Nigdy w Izraelu, a są to już dwudzieste wyboru do Knesetu, nie ujawniła się partia, mająca samodzielnie większość. Zawsze istniały duże partie, które miały poparcie na poziomie 40 proc. Przez wiele lat była to Partia Pracy, a później mający wielką siłę na prawicy Likud. Każda z nich do stworzenia większościowej koalicji potrzebowała mniejszego ugrupowanie, którym przeważnie była jedna z partii religijnych - powiedział Weiss.

Zaznaczył, że ostatnia dekada, która przyniosła podziały wewnątrz największych partii, doprowadziła do sytuacji, w której zarówno rządząca obecnie prawica premiera Benjamina Netanjahu, jak i lewicowa opozycja w postaci Bloku Syjonistycznego, mogą liczyć jedynie na około 20 proc. wszystkich głosów.

- Blok Syjonistyczny, składający się z Partii Pracy Isaaka Herzoga i kierowanego przez Cipi Liwni ugrupowania Ruch, powstałego na gruzach Kadimy Ariela Szarona, ma obecnie przewagę jedynie 3-4 mandatów, co w ogólnym rozrachunku niewiele znaczy - uważa Weiss.

Były ambasador podkreślił, że dużą rolę w tworzeniu nowego rządu ma prezydent Izraela Reuwen Riwlin, który po wyborach powierza misję sformowania nowego gabinetu niekoniecznie zwycięzcy wyborów, lecz temu, kto spośród 120 deputowanych Knesetu jest w stanie stworzyć koalicję, zapewniając sobie poparcie innych ugrupowań.

W ocenie Weissa ta sytuacja tworzy kilka możliwych powyborczych scenariuszy. - Bardzo prawdopodobne jest, że Benjamin Netanjahu po tylu latach pełnienia urzędu premiera nie będzie mógł stworzyć koalicji. To dlatego te wybory są tak personalne i bardzo ostre, bo pierwszy raz od 14 lat, kiedy to premierem był polityk lewicy Ehud Barak, premierem Izraela nie zostałby polityk prawicowy - podkreślił.

Jego zdaniem, jeśli wybory wygra Blok Syjonistyczny, to sam Herzog także nie będzie w stanie zbudować większości w Knesecie. - Lider Partii Pracy będzie miał problem, aby znaleźć koalicjanta, który da mu większość. Wśród pozostałych partii jest tylko jedno ugrupowanie lewicowe tj. partia komunistyczna, która jednak nie zagwarantuje Herzogowi większości. Pozostali potencjalni przyszli koalicjanci to albo partie religijne, jak trzeci w sondażach sojusz partii arabskich, który może zdobyć 13-14 proc., albo też ugrupowania o znacznie przeciwnych od Partii Pracy poglądach - zaznaczył.

- Ważne jest rozumieć, co to znaczy być dzisiaj lewicą w Izraelu. Ci, co mają politykę kompromisową względem relacji z Palestyną, nazywani są lewicą, a ci, co ostrzej podchodzą do tego konfliktu, to jest dzisiaj prawica. Sprawy socjalne i gospodarcze to są tylko hasła, Żydzi i Arabowie w Izraelu są w stanie się w tych kwestiach porozumieć i czasami w tych tematach to prawica jest bardziej lewicowa i odwrotnie, podobnie jak to ma miejsce w Polsce - podkreśla Weiss.

W jego ocenie, nawet jeśli Herzog będzie pierwszy w wyborach, to do samego końca trudno przewidzieć, czy stworzy on większościową koalicję. Natomiast kluczem do powyborczej układanki mogą być partie centrowe: Jest Przyszłość, My Wszyscy i partia imigrantów z byłego ZSRR Awigdora Liebermana.

- Dość dużo w ostatnich dniach w Izraelu mówi się o tym, że te trzy partie centrowe mogą stworzyć blok parlamentarny centrum i wtedy będą mieli więcej posłów niż Herzog i Liwni osobno i Netanjahu osobno. Oni mogą mieć szanse stworzyć koalicję zarówno z Herzogiem, jak i z Netanjahu, a to by oznaczało, że jeden z liderów centrowych zostanie wówczas premierem - uważa Weiss.

Inny wariant, który także jest mocno obecny w kampanii to zdaniem byłego ambasadora taki, w którym dojdzie do koalicji Netanjahu z Herzogiem i powołania wspólnego narodowego rządu. Choć - jak dodał Weiss - obecnie obaj politycy taki scenariusz wykluczają.

Zdaniem Weissa istnieje jeszcze jeden możliwy scenariusz, o którym coraz głośniej w Izraelu. Zakłada on stworzenie koalicji lewicy z partiami arabskimi. "Byłby to precedens w historii państwa izraelskiego porównywalny z wyborem pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy. Pytanie tylko, czy obecna klasa polityczna i naród izraelski są na taką niespodziankę gotowi" - powiedział.

W izraelskim systemie reprezentacji proporcjonalnej wyborcy oddają głosy na partie, a nie na indywidualnych kandydatów. W marcu ub.r. izraelski parlament uchwalił kontrowersyjną ustawę podnoszącą próg wyborczy do 3,25 proc., co oznacza, że aby znaleźć się w Knesecie, partia musi zdobyć co najmniej cztery miejsca. Obecnie w parlamencie jest 12 ugrupowań.

Dowiedz się więcej na temat: Izrael

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje