Szukanie winnych awarii

Władze kanadyjskie obciążały dzisiaj winą za gigantyczną awarię energetyczną elektrownię atomową w stanie Pensylwania. Natomiast władze amerykańskie wskazują na winę strony kanadyjskiej, która miała nagle bez uprzedzenia zwiększyć pobór energii z sieci elektrycznej stanu Nowy Jork. 

Sieci obu krajów współpracują ze sobą i w miarę potrzeby importują nawzajem energię elektryczną. - Przyczyną awarii, która sprawiła, że przez prawie dobę pozostawały bez prądu obszary zamieszkane przez 50 milionów osób w północno-wschodniej części USA i południowo-wschodniej Kanadzie, było przeciążanie elektrowni atomowej w Pensylwanii, w USA - oświadczył dzisiaj premier Kanady Jean Chretien.

Reklama

To była "reakcja łańcuchowa" z powodu nagłego zwiększenia poboru mocy z sieci nowojorskiej przez Kanadyjczyków - replikuje burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg.

Hydro-One, publiczne przedsiębiorstwo kanadyjskie zajmujące się dystrybucją energii elektrycznej w prowincji Ontario ogłosiło, że nie ma "żadnych konkretnych dowodów" na to, iż awaria wystąpiła z winy Kanadyjczyków.

Blisko 24 godziny po tym, jak zgasły światła w domach 50 milionów Amerykanów i Kanadyjczyków, nie wiadomo nic konkretnego na temat przyczyn awarii.

Radio i telewizja kanadyjska cytowały wielokrotnie wypowiedź Billa Richardsona, gubernatora amerykańskiego stanu Nowy Meksyk i byłego sekretarza ds. energetyki w rządzie prezydenta Billa Clintona: "Jesteśmy supermocarstwem z siecią dystrybucji energii elektrycznej jak z Trzeciego Świata".

W ponad 12 godzin po największej w dziejach USA awarii systemu energetycznego znaczna część aglomeracji nowojorskiej była dzisiaj rano (wczesnym popołudniem czasu polskiego) nadal pozbawiona prądu.

Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg poinformował, że jedna osoba zmarła na zawał serca i jeden strażak został poważnie ranny w czasie gaszenia pożaru w Nowym Jorku w czasie gigantycznej przerwy w dostawach prądu. Strażacy interweniowali wczoraj po południu i w nocy ponad 5 tysięcy razy, aby pomóc osobom, które ucierpiały na skutek awarii. W mieście wybuchło 60 poważnych pożarów, najczęściej spowodowanych przez korzystanie ze świeczek.

Ponad 800 ludzi uwolniono z zatrzymanych na skutek awarii wind.

Nowojorska giełda oraz elektroniczna giełda NASDAQ rozpoczęły dzisiaj normalną pracę. O godzinie 9.30 czasu lokalnego (15.30 czasu polskiego) przystąpiono do giełdowych transakcji. W giełdowy dzwon uderzył osobiście burmistrz Nowego Jorku. Inne rynki w Nowym Jorku oraz Chicago również pracują normalnie.

Powoli przywraca się funkcjonowanie poszczególnych części systemu, ale wiele dzielnic i przedmieść Nowego Jorku wciąż nie ma elektryczności. Zabrakło wody w domach, zasilanych przez elektryczne pompy wodociągowe.

Przewożące zwykle 7 milionów pasażerów dziennie nowojorskie metro jest nadal unieruchomione. Rzecznik przedsiębiorstwa New York City Transit oświadczył, że wznowienie kursowania kolei podziemnej nastąpi nie wcześniej niż po południu (późnym wieczorem czasu polskiego). - Mamy nadzieję, że ludzie zastosują się do zalecenia burmistrza i pozostaną w domu - powiedział wiceprezes New York City Transit do spraw kontaktów publicznych Paul Fleuranges.

W razie wznowienia dostaw prądu dla metra pełne uruchomienie pociągów potrwa od sześciu do ośmiu godzin.

Dzisiaj rano tętniący zwykle życiem Manhattan pogrążony był w letargu. Wiele osób wciąż jeszcze spało pod gołym niebem na prowizorycznych legowiskach z gazet, tektury i własnych ubrań, w miejscach, gdzie po południu poprzedniego dnia ugrzęźli w drodze z pracy. Niektórzy mieli za wezgłowia własne teczki. W przytulisko przekształcił się episkopalny kościół świętego Bartłomieja przy Park Avenue. Z nadejściem poranka otwarto nieliczne kawiarnie, które zaczęły zapełniać się klientami.

W pobliżu dworca kolejowego Grand Central dziennikarz Reutera usłyszał od jednego z przechodniów: "Każdy jest dzisiejszej nocy bezdomny. Teraz możecie poczuć, czym jest bezdomność". Na szczęście dla koczujących noc była ciepła, z temperaturą ok. 20 stopni Celsjusza, która w ciągu dnia ma wzrosnąć do 30 stopni.

Nowojorska giełda poinformowała, że zostanie otwarta o zwykłej porze, ale nie jest jasne, czy maklerzy będą w stanie dotrzeć na Wall Street.

Wszystkie trzy nowojorskie lotniska - Kennedy, La Guardia i Newark - są otwarte, jednak w nocy nie przyjęły żadnych samolotów. Funkcjonują niektóre linie kolejowe. Jedyne środki komunikacji, którym awaria energetyczna w ogóle nie zaszkodziła, to autobusy i promy.

Mimo wszystko burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg zapowiedział, że piątek będzie w mieście "normalnym dniem".

Nie ma informacji, by w nocy doszło do poważniejszych zakłóceń porządku publicznego. Z Brooklynu doniesiono o aresztowaniu łącznie 26 osób, uczestniczących we włamaniach do trzech różnych sklepów.

- Do poniedziałku sytuacja w Nowym Jorku ma być w pełni unormowana - zapowiedział burmistrz Bloomberg.

W Waszyngtonie nie zgasło światło

Specjalny system antyawaryjny uchronił stolicę Stanów Zjednoczonych (Dystrykt Kolumbia) przed skutkami gigantycznego black-outu, wskutek którego 50 milionów Amerykanów i Kanadyjczyków pozostawało od czwartku bez światła.

Jak poinformował dziennik "Washington Post", sieć przesyłowa, która zaopatruje w prąd Waszyngton, wyposażona jest w system, który "izoluje awarię w taki sposób, aby nie mogła się rozszerzyć na ten obszar".

Na 179 kilometrach kwadratowych Dystryktu Kolumbia znajdują się: Biały Dom, Kongres, ministerstwa rządu federalnego i ambasady ponad 200 krajów. W pobliżu nich są również Pentagon, Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA), lotnisko krajowe i dwa międzynarodowe.

Jak 11 września

Gigantyczna awaria sieci elektrycznej sparaliżowała północno-wschodnią część USA i południową krawędź Kanady. To jedna z największych w historii awaria tego typu. Prąd przestał płynąć wczoraj około godziny czwartej po południu czasu miejscowego (ok. 22. czasu polskiego).

Bez prądu zostało co najmniej 50 milionów ludzi. Światło zgasło w kilku tysiącach miast i miejscowości od Detroit na zachodzie po Nowy Jork na wschodzie i Ottawę na północy. W Nowym Jorku przestała działać komunikacja. Stanęły autobusy, pociągi i metro. Tysiące ludzi zostało uwięzionych w wagonach kolei podziemnej stojących w całkowitych ciemnościach. W wieżowcach przestały działać windy. Linie telefoniczne, także telefonia komórkowa, natychmiast były przeciążone i zaczęły szwankować.

Sceny przekazywane przez telewizję na żywo z Nowego Jorku i innych miast przypominały wydarzenia z 11 września 2001 roku. Jak wtedy, kiedy samoloty uderzyły w wieże World Trade Center, ludzie nie wiedzieli, co się dzieje.

Pani Hanna Karasewicz, Polka mieszkająca w New Jersey, dziesięć kilometrów od Manhattanu, z którą rozmawiało radio RMF opisała ten moment, gdy nagle zrobiło się ciemno w biurze, w którym pracuje. Najczęściej powtarzana wersja wydarzeń jest taka:

Bush: brak prądu to nie dzieło terrorystów

Prezydent George W. Bush powiedział, że rząd USA pracuje razem z władzami stanowymi i lokalnymi nad jak najszybszym przywróceniem dopływu prądu w miastach, w których zabrakło go po wielkiej awarii systemu energetycznego na wschodzie Stanów Zjednoczonych. Prezydent zapowiedział, iż władze przeprowadzą dochodzenie, aby ustalić co było powodem awarii. - To nie był akt terrorystyczny - powiedział Bush reporterom. - Powoli, ale konsekwentnie rozwiązujemy ten ogromny problem kraju - dodał Bush. Podkreślił, iż jest przekonany, że awaria zostanie usunięta i wszystko zacznie dobrze działać.

Co było przyczyną awarii?

Trwa ustalanie przyczyn awarii. Według jednej z hipotez przyczyną awarii mogło być przeciążenie sieci energetycznej Niagara Mohawk, co spowodowało przerwy w dopływie prądu na dużym obszarze, i automatyczne wyłączenie elektrowni w Nowym Jorku. Niektórzy mówią zaś, że to piorun uszkodził jedną z siłowni w USA, co spowodowało, że zaczęły się problemy z kolejnymi elektrowniami.

W nowojorskiej elektrowni Con Edison w ogniu stanął transformator, donosiły agencje. Bryan Lee, rzecznik Federalnej Komisji ds. Regulacji Energetyki powiedział zaś, że "uważamy, że to pożar w elektrowni na Manhattanie zdestabilizował" całą sieć. Kolejno następowały awarie w sieci wokół Wielkich Jezior i w Kanadzie.

Wśród sugerowanych powodów awarii pojawiły się też sugestia, że mogła być ona wynikiem działania wirusa komputerowego LoveSan. Zainfekował on już nawet 200 tysięcy komputerów na całym świecie.

Wirus, który uaktywnił się w poniedziałek, atakuje komputery z systemem operacyjnym Windows NT, Windows 2000 i Windows XP, wykorzystując lukę w oprogramowaniu. Eksperci ostrzegają, że pojawiły się już pierwsze mutacje tego wirusa.

Jeśli przyczyną awarii rzeczywiście jest usterka w systemie energetycznym, będzie to druga tego rozmiaru katastrofa w historii Stanów Zjednoczonych. W listopadzie 1965 roku awaria w systemie przekazywania prądu między węzłem Niagara i Nowym Jorkiem spowodowała zanik prądu w niemal dokładnie tych samych, co dziś, miastach USA i południowej Kanady.

Ożywają lotniska

Jak poinformował Federalny Urząd Lotnictwa, rząd USA zniósł wszystkie ograniczenia w ruchu lotniczym dotyczące portów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, które dotknęła jedna z największych w historii awaria systemu energetycznego. Wszystkie trzy lotniska w rejonie Nowego Jorku mogą wznowić normalne funkcjonowanie. Podobnie lotniska w Cleveland, Toronto i Ottawie.

Tysiące pasażerów utknęło na lotniskach w całych Stanach Zjednoczonych, gdy odwołano lub opóźniono odloty, bo w portach docelowych zabrakło prądu i przestały działać systemy sprzedaży biletów, urządzenia do kontroli pasażerów i bagażu.

Wszystkie wieże kontroli lotów i ośrodki kierowania ruchem lotniczym przeszły na zasilanie awaryjne i żaden z samolotów znajdujących się w powietrzu nie był zagrożony, twierdzą władze lotnicze.

Wśród ofiar LoveSana jest między innymi urząd komunikacji w amerykańskim stanie Maryland, jeden z największych banków Finlandii i azjatyckie linie lotnicze.

W Toronto stopniowo przywracane są dostawy prądu

W Toronto, finansowej stolicy Kanady, stopniowo przywracane są dostawy prądu - podała agencja France Presse. Miasto to, a także Ottawę i północny wschód USA dotknęła gigantyczna awaria energetyczna.

Na obrzeżach czteromilionowego Toronto dostawy prądu przywrócono dzisiaj o godzinie 2.45 (8.45 czasu warszawskiego), lecz premier prowincji Ontario Ernie Eves uprzedził przez radio, że przerwy w dostawach elektryczności mogą jeszcze wystąpić. Eves zaapelował do mieszkańców, aby dzisiaj zrobili sobie wolne i nie poszli do pracy, co ograniczy pobór energii elektrycznej.

Według stacji radiowej CBS, w Toronto noc przebiegła spokojnie, przerywana jedynie licznymi syrenami alarmowymi. Z kolei w stolicy Kanady, Ottawie, zanotowano grabieże pozbawionych alarmów i oświetlenia sklepów.

Premier kanadyjskiej prowincji Ontario Ernie Eves, dotkniętej wczoraj po południu awarią energetyczną, która objęta także Ottawę i część wschodniego wybrzeża USA, zarządził stan wyjątkowy w prowincji i zwrócił się do obywateli o pozostanie dzisiaj w domach.

W miejscowości Sudbury, 330 km na północ od Toronto ponad 100 górników kopalni niklu Falconbridge utknęło pod ziemią, gdyż z powodu braku prądu nie działają windy. Kierownictwo kopalni zapewniło, że górnicy mają wystarczającą ilość powietrza i ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Przy nieczynnych z powodu odcięcia energii sygnalizacjach świetlnych na części ruchliwych skrzyżowań w Toronto ruchem ulicznym kierowały prywatne osoby. - Kieruję ruchem od 45 minut, ponieważ nie ma tu nikogo innego, kto mógłby to robić - powiedział dziennikarzom ubrany w marynarkę i krawat mieszkaniec Toronto, Peter Carayiannis.

Nie działały lotniska w Ottawie i Toronto. Giełda w Toronto, największym mieście Kanady, ogłosiła, że będzie dzisiaj czynna i w razie konieczności przejdzie na zasilanie awaryjne.

Rosjanie chcą pomóc

Rosyjski koncern Zjednoczone Systemy Energetyczne Rosji (RAO JES Rossiji) gotów jest pomóc amerykańskim energetykom w likwidacji największej w historii USA i Kanady awarii energetycznej.

- Problem polega na tym, że są kłopoty z łącznością telefoniczną z dotkniętymi awarią rejonami USA. Konkrety plan pomocy możemy opracować, gdy tylko uda nam się z nimi nawiązać kontakt i otrzymamy informacje - powiedziała rzeczniczka prasowa koncernu Tatiana Miliajewa.

BA i Virgin ofiarami awarii

W wyniku wielogodzinnej awarii w dostawach prądu w kilku stanach USA i Kanady, na brytyjskich lotniskach zapanował dzisiaj chaos. Niektóre samoloty musiały powrócić z drogi do USA, inne nie mogły odlecieć.

Na lotnisku Johna Kennedy'ego w Nowym Jorku linie British Airways odwołały 7 lotów, z lotniska w Toronto - 2. Lecący nad Atlantykiem samolot Virgin Atlantic po trzech godzinach lotu został zmuszony do powrotu na Heathrow. Wyczerpanych pasażerów umieszczono na noc na koszt przewoźnika w hotelu. Niektóre loty, których nie można było cofnąć - skierowano na zastępcze lotniska.

Dzisiaj rano wycofano pięć lotów British Airways z Heathrow do Nowego Jorku, Filadelfii, Toronto i Montrealu. Rzeczniczka Virgin Atlantic powiedziała, że przez cały piątek należy liczyć się z opóźnieniami lotów.

Trzy loty Virgin do Newark, Miami i Bostonu zostały dzisiaj rano opóźnione o ok. 90 minut, choć w miastach tych nie ma przerw w dostawach prądu. Samoloty, które miały odlecieć z USA do Londynu wczoraj, będą mogły ruszyć w drogę dopiero dzisiaj.

Brytyjscy przewoźnicy uaktualniają na bieżąco informacje o lotach do USA na swych internetowych stronach, a także przez telefon.

INTERIA.PL/RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje