Tajemnicza śmierć Polki we włoskim kurorcie

Włoska policja wszczęła dochodzenie w sprawie tajemniczej śmierci 39-letniej Magdaleny J. W połowie marca Polka zginęła po upadku z piątego piętra hotelu Panorama w miejscowości Olbia. Magdalena J. wynajmowała tam pokój razem z partnerem Marco M.

O sprawie piszą gazety "La Nuova Sardegna" i "Sardinia Post". 15 marca Magdalena J. i o pięć lat starszy Marco M. wynajęli pokój w hotelu. Jak twierdzą świadkowie, przez cały dzień z pomieszczenia dobiegały odgłosy kłótni i krzyki. O godzinie 6.45 kłótnie umilkły. Przed hotelem leżało nagie ciało Magdaleny J., a jej partner miał krzyczeć": "Dlaczego to zrobiłaś?".

Reklama

Wstępne oględziny wykazały, że przyczyną śmierci był najprawdopodobniej upadek z dużej wysokości. Dodatkowo, na ciele Polki odkryto inne obrażenia, wynikające z fizycznej walki. Podobne miał włoski partner zmarłej. Marco M. zaprzecza jednak, że przyczynił się do śmierci Madaleny J. Twierdzi, że w chwili gdy kobieta miała wyskoczyć z hotelowego pokoju, znajdował się w łazience.

Prokuratura na razie wstrzymała się z postawieniem Włochowi jakichkolwiek zarzutów. Śledczy czekają na wyniki sekcji zwłok i dokładne badania toksykologiczne - w pokoju hotelowym znaleziono kokainę, tragicznego dnia para miała również pić alkohol.

Włoskie media piszą, że związek Magdaleny J . i Marco M. był bardzo burzliwy. Polka miała kilkukrotnie trafić do szpitala z obrażeniami spowodowanymi przez partnera. Magdalena J. miała również szukać pomocy w ośrodku zdrowia psychicznego, bo rzekomo cierpiała na depresję.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje