Theresa May podsumowuje wizytę w Waszyngtonie

"​Prezydent Donald Trump obiecał mi, że preferencje, z jakich korzysta Wielka Brytania w handlu z USA jako państwo członkowskie UE, będą utrzymane także po wyjściu z Unii" - oświadczyła w sobotę brytyjska premier Theresa May, podsumowując swą wizytę w Waszyngtonie.

W komunikacie wydanym przez Downing Street w sobotę podkreślono, że prezydent USA Donald Trump i premier Wielkiej Brytanii Theresa May dyskutowali o sposobach wypracowania nowego porozumienia handlowego pomiędzy oboma krajami podczas lunchu w piątek.

Reklama

Zgodnie z powziętymi wówczas ustaleniami obie strony podejmą na najwyższym szczeblu rozmowy mające pomóc w określeniu kształtu przyszłego porozumienia, a także sprawdzeniu, co można będzie wprowadzić już w okresie przejściowym - poprzedzającym ostatecznie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Premier May zależałoby na podpisaniu przez Wielką Brytanię układu o wolnym handlu z USA, z którymi obroty handlowe wynoszą 180 mld dolarów rocznie - wskazują eksperci. Jednak zawarcie takiego porozumienia jest utrudnione faktem, iż rząd brytyjski nie może zawierać tego typu umów do czasu swojego wyjścia z UE, co zabierze co najmniej dwa lata - zaznaczają.

"Mam przyjemność potwierdzić, że łączy nas z prezydentem Trumpem wspólna ambicja: chcemy, by udało się nam wypracować ramowe porozumienie o negocjacjach handlowych, z którego dobrodziejstw nasze państwa będą mogły korzystać jeszcze przed ostatecznym wyjściem Wielkiej Brytanii z UE" - oświadczyła brytyjska premier.

"To krok naprzód, który podkreśla naszą determinację w wykorzystaniu wszelkich możliwości, jakie otwiera przed nami Brexit, aby zbudować prawdziwie i globalnie liczącą się Wielką Brytanię, zwiększyć udział wolnego i uczciwego handlu oraz poprawić specjalne relacje łączące nasze wielkie kraje" - oceniła Theresa May.

Premier Theresa May i prezydent USA Donald Trump rozmawiali o specjalnej relacji łączącej ich kraje, o wolnym handlu oraz roli NATO w trakcie piątkowej wizyty premier Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie. Podczas spotkania poruszyli też kwestię sankcji wobec Rosji.

Bezpośrednio po spotkaniu May poinformowała, że tematem jej rozmowy z Trumpem były praktyczne kroki, jakie można poczynić, aby ułatwić wymianę handlową między USA a Wielką Brytanią. Oznajmiła też, że chce wraz z prezydentem USA rozbudować relacje handlowe i militarne, jakie łączą oba państwa. Przywódcy omawiali też wspólną walkę z terroryzmem.

Prezydent Trump powiedział po spotkaniu z May, że Brexit "będzie dla Wielkiej Brytanii fantastyczną rzeczą", ponieważ da jej "tożsamość". "Gdy Brexit zrealizuje się, będziecie mieli swoją własną tożsamość i będziecie mieli tych ludzi, których chcecie w swym własnym kraju" - mówił Trump.

Dodał: "Będziecie mogli zawierać umowy o wolnym handlu, nie mając nikogo, kto by was nadzorował i obserwował, co robicie (...) Ostatecznie Brexit będzie wspaniałym atutem, a nie wielkim hamulcem". Kilka dni przed swą inauguracją Trump powiedział, że chciałby "szybko zawrzeć" porozumienie handlowe z Wielką Brytanią. 

May: Nie zgadzam się z tym dekretem

Kancelaria brytyjskiej premier Theresy May podała w nocy z soboty na niedzielę, że szefowa rządu "nie zgadza się" z dekretem prezydenta USA Donalda Trumpa, który radykalnie ogranicza napływ uchodźców i imigrantów z siedmiu muzułmańskich krajów Bliskiego Wschodu.

Jak podkreśliły służby prasowe Downing Street, premier będzie interweniowała, jeśli nowa legislacja - wprowadzona w życie w piątek, zaledwie kilka godzin po tym, jak szefowa rządu opuściła Waszyngton po rozmowach z Trumpem - dotknie np. brytyjskich obywateli posiadających również obywatelstwo krajów objętych zakazem.

W krótkim oświadczeniu dla prasy wydanym niespodziewanie po północy zaznaczono, że "polityka imigracyjna Stanów Zjednoczonych pozostaje w gestii rządu Stanów Zjednoczonych, tak samo jak polityka imigracyjna tego kraju (Wielkiej Brytanii) powinna być ustalana przez nasz rząd".

Jednocześnie dodano jednak, że "nie zgadzamy się z takim podejściem (jak zapisanym w dekrecie Trumpa - PAP) i my nie zamierzamy go przyjmować". "Badamy ten nowy dekret, aby zobaczyć, jakie są jego konsekwencje prawne, w szczególności wobec obywateli Wielkiej Brytanii" - podkreślono.

Podpisany w piątek przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa dekret zawiesił przyjmowanie przez USA uchodźców m.in. z Syrii. Na okres 90 dni wstrzymane zostało także wydawanie wiz obywatelom siedmiu krajów, których większość mieszkańców stanowią muzułmanie: Iraku, Iranu, Syrii, Sudanu, Libii, Jemenu i Somalii. Osoby, które już znajdowały się w podróży, zostały zatrzymane tuż po przylocie do Stanów Zjednoczonych i zawrócone do kraju wyjazdu.

W sobotę podczas konferencji prasowej w Ankarze, gdzie brytyjska premier poleciała po zakończeniu wizyty w Stanach Zjednoczonych, May trzykrotnie odmówiła udzielenia jednoznacznego komentarza na temat nowych amerykańskich przepisów. Po czwartym pytaniu odparła, że "to Stany Zjednoczone są odpowiedzialne za politykę Stanów Zjednoczonych wobec imigracji, a Wielka Brytania - za politykę Wielkiej Brytanii".

Jej odmowa potępienia dekretu amerykańskiego prezydenta wywołała krytykę komentatorów i polityków, w tym także posłów rządzącej Partii Konserwatywnej, którzy w mediach społecznościowych komentowali dekret Trumpa.

"To szokująca, groteskowa, oburzająca i szalona decyzja. Jeśli robisz coś nieprawdopodobnie głupiego, twoi najbliżsi przyjaciele powinni ci zwrócić uwagę. Na tym właśnie polega specjalna relacja" - napisał konserwatywny poseł David Warburton, odwołując się do "specjalnej relacji" pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi.

W podobnym tonie wypowiedziała się posłanka Partii Konserwatywnej Heidi Allen, która podkreśliła, że "silne przywództwo oznacza brak strachu, aby powiedzieć komuś wpływowemu, że nie ma racji" oraz poseł, James Cleverly, który nazwał legislację wprowadzoną przez Trumpa "nie do obrony, nieskuteczną i niemal na pewno niekonstytucyjną". Z kolei liderka Partii Konserwatywnej w Szkocji Ruth Davidson oceniła, że dekret jest "zły sam w sobie i jest bardzo niepokojącym prognostykiem na przyszłość".

Z kolei przywódca opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn napisał na Twitterze, że May "powinna bronić Wielkiej Brytanii i naszych wartości przez potępienie jego (Trumpa) działań". "Fakt, że się na to nie zdecydowała, powinien zasmucić nas wszystkich" - dodał.

Przewodnicząca komisji ds. wewnętrznych w Izbie Gmin Yvette Cooper z Partii Pracy poinformowała także w sobotę, że skierowała list do brytyjskiej premier, domagając się informacji, czy szefowa rządu "wyraziła swoje obawy wobec podejścia prezydenta do uchodźców i muzułmanów podczas spotkania w Białym Domu w piątek".

"Jestem pewna, że zrozumie Pani jak istotne jest dla Brytyjczyków, aby mieli jasność, czy podczas odbywających się w Dzień Pamięci o Holokauście rozmów z prezydentem Stanów Zjednoczonych o tym, co nas łączy, nasza premier nie mówi, ani nie akceptuje w żaden sposób dalece kłopotliwych środków, które wprowadził Trump" - podkreśliła.

Według mediów, nowe ograniczenia mogą objąć m.in. urodzonego w Somalii biegacza i jednego z najwybitniejszych brytyjskich lekkoatletów, czterokrotnego złotego medalistę olimpijskiego Sira Mohameda "Mo" Faraha, a także urodzonego w Iraku posła Partii Konserwatywnej ze Stratford-on-Avon Nadhima Zahawiego. Obaj posiadają podwójne obywatelstwa brytyjskie i swoich państw urodzenia.

"Jestem brytyjskim obywatelem, bardzo dumnym z tego, jak zostałem przyjęty w tym kraju. Przykro mi słyszeć, że będę miał zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych ze względu na kraj, w którym się urodziłem" - napisał na Twitterze Zahawi.

Z Londynu Jakub Krupa 

Dowiedz się więcej na temat: Theresa May | Donald Trump

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje