Trybunał: Niemcy mogą odmówić świadczeń imigrantom z innych krajów UE

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł we wtorek, że Niemcy mogą odmówić imigrantowi z innego kraju UE pewnych świadczeń socjalnych, jeśli osoba ta nie pracowała w Niemczech i nie usiłuje znaleźć zatrudnienia.

Wtorkowy wyrok Trybunału w Luksemburgu jest ważnym sygnałem dla całej UE, gdzie toczą się spory o swobodę przepływu osób i związaną z tym nieodłącznie kwestią świadczeń socjalnych dla imigrantów z innych krajów Unii.

Reklama

Trybunał w sposób otwarty przyznał bowiem, że mimo zasady równego traktowania obywateli z całej UE, w kwestiach socjalnych kraje członkowskie mogą w pewnych okolicznościach traktować imigrantów z innych państw unijnych inaczej niż swoich obywateli. Daje to możliwość odmowy - tak jak to miało miejsce w Niemczech - przyznania świadczeń socjalnych zapewniających tzw. godne życie. Świadczenia te pokrywają bezrobotnym zakwaterowanie, wyżywienie, ogrzanie mieszkania oraz dodatkowe potrzeby. Prawo niemieckie przewiduje odmowę takich świadczeń, jeśli osoba udała się do Niemiec wyłącznie w celu skorzystania z takich świadczeń lub w celu poszukiwania pracy.

Orzeczenie dotyczy sporu pomiędzy obywatelką Rumunii Elisabetą Dano, która razem z pięcioletnim synem mieszka od czterech lat w Lipsku, a urzędem w tym mieście, który odmówił Dano przyznania świadczeń z zakresu podstawowego zabezpieczenia na pokrycie kosztów utrzymania.  

Dano nigdy nie pracowała zawodowo ani w Niemczech ani w Rumunii i nie ma żadnego wyuczonego zawodu. Mieszka u siostry, która zapewnia jej wyżywienie, a z akt sprawy wynikało, że choć ubiegała się o świadczenia zastrzeżone dla osób poszukujących pracy, to nigdy nie próbowała szukać pracy w Niemczech.

Sąd socjalny w Lipsku zwrócił się do unijnego Trybunału z pytaniem, że decyzja o odmowie pani Dano przyznania podstawowych świadczeń socjalnych była zgodna z unijnym prawem.     

  

Już wydana w maju opinia rzecznika generalnego Trybunału w Luksemburgu zasygnalizowała, że decyzja lipskiego urzędu była zgodna z prawem unijnym.

Wtorkowy wyrok potwierdza tę opinię. Według Trybunału urząd w Lipsku ma pełne prawo odmówić pani Dano świadczeń z zakresu podstawowego zabezpieczenia ("Grundsicherung") zapewniającego podstawowe utrzymanie, skoro nie przybyła do Niemiec, aby szukać tam pracy, a jedynie z zamiarem wykorzystania systemu opieki społecznej.

Trybunał potwierdził, że prawo unijne nie stoi na przeszkodzie regulacjom krajowym, które wyłączają korzystanie przez obywateli innych państw członkowskich z niektórych "specjalnych nieskładkowych świadczeń pieniężnych", podczas gdy są one zagwarantowane obywatelom krajowym znajdującym się w tej samej sytuacji. Ustawodawca krajowy może określać, kogo objąć takim świadczeniem.

Sędziowie orzekli także, że w odniesieniu do możliwości dostępu do niektórych świadczeń socjalnych obywatele innych państw członkowskich mogą się domagać traktowania na równi z obywatelami przyjmującego państwa, jeśli ich pobyt spełnia wymogi dyrektywy dotyczącej praw obywateli UE. Zgodnie z tym prawem przyjmujące państwo nie jest zobowiązane do przyznawania świadczeń pomocy społecznej w ciągu pierwszych trzech miesięcy pobytu.

Jeśli pobyt jest dłuższy niż trzy miesiące, ale krótszy niż pięć lat to - zgodnie z dyrektywą - prawo pobytu jest uzależnione od tego, czy nieaktywne zawodowo osoby dysponują wystarczającymi środkami własnymi. To ma zapobiec wykorzystaniu systemu opieki społecznej przyjmującego państwa członkowskiego przez obywateli Unii.

Wyrok wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niektórych wyborców w  bogatszych państwach UE takich jak np. Niemcy, Wielka Brytania czy Holandia. Obawa przed wyłudzeniem świadczeń socjalnych jest wykorzystywana przez polityków w tych krajach do postulowania ograniczeń w przepływie pracowników w Unii - jednego z filarów rynku europejskiego i podstawy funkcjonowania Unii.

Ten konkretny przypadek imigrantki z biedniejszej części Europy  nie jest jednak reprezentatywny dla fali emigracji zarobkowej z Europy Środkowej i Wschodniej, w którą może jednak uderzyć. Wyrok ten, choć dotyczy Niemiec i osoby nieaktywnej zawodowo, może ułatwić brytyjskiemu premierowi Davidowi Cameronowi przeprowadzenie zmian w systemie świadczeń socjalnych imigrantów, także tych z UE.

We wrześniu na fali topniejącego poparcia wyborców Partii Konserwatywnej i wzrostu popularności eurosceptycznej i antyemigracyjnej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), której celem jest doprowadzenie do opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, Cameron zapowiedział, że będzie domagał się reformy unijnych zasad swobody przemieszczania się, bo chce kontroli migracji nie tylko spoza UE, ale też tej z wewnątrz Unii. Była to odpowiedź na argumenty eurosceptyków, którzy krytykują falę imigracji zarobkowej z biedniejszych krajów UE, w tym Polski, po rozszerzeniu w 2004 r.

Choć imigranci z UE pobierają na ogół mniej świadczeń socjalnych niż rodzima ludność, to w czasach ekonomicznej stagnacji i triumfu eurosceptycznych partii są często tematem populistycznych oskarżeń wysuwanych przez polityków.

Według raportu University College London (UCL), imigranci z krajów UE zapłacili w latach 2001-2011 w podatkach o 20 mld funtów (ok. 108 mld zł) więcej, niż otrzymali w świadczeniach od Wielkiej Brytanii. Raport był krytykowany zarówno przez rząd brytyjski jak i przez niektórych ekspertów, zarzucających mu, że jest przestarzały i nie bierze wszystkich czynników pod uwagę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy