​Turcja: Erdogan ostrzega przeciwników politycznych

Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan ostrzegł w niedzielę swoich politycznych przeciwników, których oskarża o wykorzystywanie przeciw niemu zataczającego coraz szersze kręgi skandalu korupcyjnego, że ukarze ich, jeśli będą "zastawiać pułapki" na jego rząd.

Podczas spotkania z sympatykami swojej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w prowincji Giresum nad Morzem Czarnym Erdogan zapewniał, że "połamie ręce" tym, którzy "ośmielą się nas krzywdzić i siać zamęt".

Od wybuchu skandalu związanego ze śledztwem w sprawie korupcji premier powtarza, że dochodzenie to jest z góry zaplanowaną akcją polityczną i "brudną operacją", która ma zdyskredytować jego rząd. W niedzielę nazwał je "międzynarodowym spiskiem" przeciw jego gabinetowi.

Reklama

Erdogan zaprzeczył jednak pogłoskom, że rząd stara się zatuszować skandal. "Postawimy przed sądem każdego, kto okrada państwo, nawet gdyby to byli nasi bracia" - powiedział do zwolenników AKP.

Tymczasem w Stambule przeciwnicy Erdogana wyszli na ulice i starli się z policją, która użyła gazów łzawiących i armatek wodnych, by rozproszyć tłum liczący kilkadziesiąt tysięcy osób.

Afera korupcyjna wybuchła w ubiegłym tygodniu; początkowo zatrzymano ponad 50 osób. W sobotę sąd nakazał zwolnienie 33 osób, w tym burmistrza jednej ze stambulskich dzielnic oraz syna ministra środowiska. W niedzielę do dymisji podał się minister spraw wewnętrznych Muammer Guler, którego syn również został aresztowany w ramach tego dochodzenia.

W związku ze sprawą rząd usunął z wysokich stanowisk kilkudziesięciu komendantów policji, odpowiedzialnych między innymi za walkę z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Zarzucono im nadużycia władzy i zatajanie śledztwa.

Skandal korupcyjny, w który zamieszani są ludzie z najbliższego otoczenia Erdogana, wybuchł na kilka miesięcy przed wyborami lokalnymi uważanymi za test dla szefa rządu i jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Wielu politologów uważa, że śledztwo to może być elementem walki politycznej między rządem a wpływowym duchownym tureckim, mieszkającym w USA Fetullahem Gulenem, którego ruch o nazwie Hizmet (Służba) popierał partię premiera od 2002 roku, ale ostatnio zerwał ten sojusz. Uważa się, że Hizmet ma istotne wpływy w policji oraz sądownictwie.

Według AFP znawcy tureckiej sceny politycznej nie mają wątpliwości, że przeciwnicy, których mówi Erdogan i autorzy "brudnej operacji" to właśnie Hizmet i "jego bardzo wpływowe bractwo".(

Dowiedz się więcej na temat: Recep Tayyip Erdogan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje