Turcja: Gulen odpiera zarzuty, by stał za śledztwem w sprawie korupcji

Wpływowy islamski duchowny Fethullah Gulen, którego władze Turcji oskarżają o inspirowanie śledztwa w sprawie korupcji w wysokich kręgach władzy, zaprzeczył w poniedziałek tym oskarżeniom i zapewnił, że nie wydawał rozkazów prokuratorom ani policji.

Mieszkający w USA kaznodzieja i lider ruchu Hizmet (Służba) mówił o tym w wywiadzie telewizyjnym, pierwszym od 16 lat, udzielonym BBC.

Reklama

Gulen odrzucił zarzut, by poprzez tworzone przez Hizmet instytucje budował w Turcji "równoległe państwo", jak mówił premier Recep Tayyip Erdogan. - Nie jest możliwe, by ci sędziowie i prokuratorzy otrzymywali ode mnie rozkazy - oznajmił.

Ocenił, że Erdogan został w tej sprawie wprowadzony w błąd przez swoje otoczenie, a oskarżenia wobec Hizmetu miały odwrócić uwagę i uczynić z ruchu kozła ofiarnego.

Gulen zapewnił, że nie wszyscy prokuratorzy i policjanci, których władze zwalniają teraz ze służby, są jego zwolennikami. Władze "po to, by przejaskrawić sprawę, by pokazać, że istnieje alternatywne państwo, prowadzące wszędzie infiltrację, twierdzą, że wszyscy, których zwalniają, wyznają te same idee" - mówił.

Wyraził przekonanie, że pewne zarzuty o korupcję są uzasadnione, a policja musiała zareagować na "łapówki, korupcję wśród urzędników, nieprawidłowości w przetargach".

BBC zauważa w komentarzu, że Gulen w wywiadzie, jak się wydawało, nie chciał podsycać sporu z Erdoganem. Choć duchowny jest traktowany jak "drugi najpotężniejszy człowiek Turcji", a liczba zwolenników Hizmetu może iść w miliony, to fizyczne siły tego 74-letniego mężczyzny "wydają się topnieć" - relacjonuje portal BBC News. W trakcie wywiadu, przeprowadzonego w domu duchownego w Pensylwanii, Gulenowi mierzono ciśnienie i podawano leki.

Afera korupcyjna wybuchła w Turcji 17 grudnia; początkowo zatrzymano ponad 50 osób, w tym synów kilku ministrów. Erdogan zmuszony był wymienić 10 szefów resortów. Skandal dotyczący m.in. przetargów w budownictwie został ujawniony na kilka miesięcy przed wyborami lokalnymi uważanymi za test dla szefa rządu i jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Od wybuchu afery premier powtarza tezę o zamierzonej z góry akcji politycznej, mającej zdezawuować jego gabinet. Pośrednio oskarża Gulena o utworzenie "państwa w państwie" i wykorzystywanie wpływów w sądownictwie i policji do dyskredytowania rządu.

Dochodzenie w sprawie korupcji podkopało zaufanie do rządu i otoczenia premiera. Erdogan zmuszony był przeprowadzić rekonstrukcję gabinetu, ale odpowiedział też na śledztwo wymianą kadr w wymiarze sprawiedliwości i policji. Usunął ze stanowisk około 2 tys. wyższej rangi funkcjonariuszy policji, wymienił prokuratorów, a czystki dotknęły nawet publiczne media i władze w nadzorze bankowym i telekomunikacyjnym.

Hizmet kontroluje rozległą sieć prywatnych szkół i firm w Turcji, działa też za granicą. Według komentatorów ruch popierał AKP - partię o islamistycznych korzeniach, ale potem ich drogi rozeszły się.

Dowiedz się więcej na temat: Turcja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje