Turcja: Nie słuchano apeli o bezpieczną strefę na granicy z Syrią

Turcja starała się przekonać świat, że ustanowienie bezpiecznej strefy wzdłuż granicy z Syrią pomoże powstrzymać falę uchodźców z ogarniętego wojną kraju, ale nikt nie słuchał tych apeli - powiedział w piątek premier Turcji Ahmet Davutoglu.

Szef rządu wystąpił podczas spotkania ministrów finansów i szefów banków centralnych państw G20 w Ankarze, powtarzając w dużej mierze czwartkowe deklaracje tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

Reklama

Kancelaria premiera Davutoglu wydała też w piątek komunikat, w którym zapewnia, że Turcja jak dotychczas będzie nadal przyjmować uchodźców i wzywa kraje europejskie, by wzięły na siebie "część tego ciężaru".

Davutoglu już w czwartek, gdy świat obiegły zdjęcia syryjskiego chłopca, który utonął podczas przeprawy do Europy, oświadczył, że jego kraj zachowa otwarte drzwi dla nielegalnych imigrantów. Od początku konfliktu w Syrii w 2011 roku Turcja przyjęła około 2 mln uciekinierów z tego kraju; stała się też państwem tranzytowym dla wielu imigrantów, którzy starają się przedostać do Europy.

W raporcie z marca ONZ podała, że wielu z prawie 4 mln syryjskich uchodźców, którzy znaleźli schronienie w krajach sąsiednich, zdecydowało się szukać lepszych warunków życia w Europie w przekonaniu, iż konflikt w ich kraju nie ma szans na rychłe rozwiązanie. W ciągu czterech lat wojny w Syrii zginęło ponad 215 tys. ludzi, a 11,4 mln musiało opuścić swoje domy.

Władze w Ankarze domagają się od dawna utworzenia strefy buforowej wzdłuż granicy turecko-syryjskiej; latem porozumiały się w tej sprawie z USA. Turcja zaangażowała się też walkę z Państwem Islamskim (IS), a pod koniec sierpnia jej siły powietrzne po raz pierwszy wzięły udział w nalotach na cele IS w Syrii, prowadzonych przez koalicję pod przywództwem USA.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje