Turcja: PKK przyznało się do zamachu w Cizre

Do dzisiejszego samobójczego zamachu bombowego w Cizre na południowym wschodzie Turcji, w którym zginęło jedenastu policjantów, a 78 osób zostało rannych, przyznała się Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) - poinformował rząd w Ankarze.

Trzy ranne osoby to cywile - sprecyzowały z kolei w wydanym oświadczeniu władze sąsiadującej z Irakiem i Syrią prowincji Sirnak, gdzie leży Cizre. Turecki minister zdrowia Recep Akdag mówił wcześniej, że obrażenia odniosło ponad 70 osób, ale liczba ofiar śmiertelnych nie została jeszcze ustalona.

Reklama

Według państwowej agencji prasowej Anatolia, wyładowany materiałami wybuchowymi samochód ciężarowy eksplodował na posterunku kontrolnym w Cizre w odległości ok. 50 metrów od gmachu komendy policji, który został bardzo poważnie uszkodzony. Ministerstwo zdrowia Turcji poinformowało, że na miejsce zdarzenia wysłano 12 karetek pogotowia ratunkowego i dwa śmigłowce sanitarne.

Od początku tureckie władze podejrzewały o atak PKK. Ta zdelegalizowana w Turcji organizacja przyznała się do zamachu po kilku godzinach - wynika z oświadczenia zamieszczonego na stronie internetowej związanej z tą grupą. PKK podała również, że "nieumyślnie" przeprowadziła dzień wcześniej atak z bronią na lidera tureckiej opozycji. Konwój z szefem opozycyjnej Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP) Kemalem Kilicdaroglu został w czwartek zaatakowany w mieście Artvin w północno-wschodniej części Turcji, o co władze oskarżyły Kurdów. Politykowi nic się nie stało.

Separatystyczna PKK od ponad 30 lat prowadzi walkę zbrojną o kurdyjską autonomię, a odkąd rok temu załamały się rozmowy pokojowe z tureckim rządem, bierze udział w niemal codziennych walkach z siłami bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach PKK przeprowadziła serię ataków na cele policyjne i wojskowe.

Turecki wicepremier Numan Kurtulmus napisał dzisiaj na Twitterze, że dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS), kurdyjscy rebelianci i kurdyjscy bojownicy w Syrii dopuszczają się ataków na Turcję, by do własnych celów wykorzystać udaremnioną próbę przewrotu wojskowego w tym kraju z 15 lipca.

Wczoraj turecki minister spraw wewnętrznych Efkan Ala oskarżył bojowników PKK o atak na konwój wiozący Kemala Kilicdaroglu, przywódcę największego ugrupowania opozycyjnego, Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP).

Reuters zauważa, że do zamachu w Cizre doszło dwa dni po ofensywie tureckich sił zbrojnych w północnej Syrii przeciw IS i kurdyjskiej milicji YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony). Zdaniem obserwatorów jednym z celów ofensywy było powstrzymanie Kurdów z YPG od zajęcia strategicznie położonego na zachodnim brzegu Eufratu syryjskiego miasta Dżarabulus.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje