Turcja przekazała Niemcom listę podejrzanych o terroryzm

Władze tureckie przekazały składającej wizytę w Ankarze delegacji niemieckiej kolejne informacje o osobach, które - według Ankary - mają powiązana z ugrupowaniami terrorystycznymi - pisze w środę Reuters, powołując się na źródła w niemieckim MSW.

Według agencji dpa materiały te na początku marca otrzymała w Ankarze sekretarz stanu w niemieckim MSW Emily Haber. Zostały one przekazane do analizy niemieckiej Federalnej Policji Kryminalnej (BKA) i Federalnemu Urzędowi Ochrony Konstytucji (BfV - kontrwywiad).

Reklama

W lutym br. turecki wywiad MIT przekazał szefowi niemieckiego wywiadu BND listę ponad 300 nazwisk domniemanych sympatyków mieszkającego w USA kaznodziei Fethullaha Gulena, oskarżanego przez Ankarę o inspirowanie próby puczu, do której doszło w Turcji w lipcu 2016 roku. Przekazano też listę ponad 200 powiązanych rzekomo z Gulenem związków, szkół i innych instytucji.

Agencja dpa pisze, że Haber otrzymała informacje o domniemanych sympatykach Gulena, a także o osobach oskarżanych przez Turcję o terroryzm. Nie wiadomo na razie, kto zebrał te informacje.

Rzecznik niemieckiego MSW powiedział w środę, że Turcja pozostaje ważnym partnerem w walce z islamistycznym terroryzmem. Zastrzegł, że wymiana informacji musi się odbywać "przy poszanowaniu minimum wymogów państwa prawa", ale - jak podkreślił - ta wymiana jest ważna i będzie kontynuowana. Dodał, że "jest czymś całkiem normalnym", że podczas podróży służbowych, także do innych krajów, wymieniane są takie informacje.

W końcu marca br. niemiecka prokuratura federalna wszczęła śledztwo przeciwko tureckiemu wywiadowi MIT w związku z podejrzeniem o szpiegostwo. Przedmiotem śledztwa są niewymienieni z nazwiska pracownicy MIT. Niemiecki kontrwywiad podejrzewa, iż MIT na wielką skalę szpiegował w Niemczech sympatyków Gulena.

Z ustaleń gazety "Sueddeutsche Zeitung" oraz nadawców NDR i WDR wynika, że na liście MIT przekazanej w lutym niemieckiemu wywiadowi są adresy, numery telefonów komórkowych i stacjonarnych, a także fotografie. Okazało się, że wiele z tych fotografii zostało wykonanych potajemnie.

Niemieckie służby podkreślają, że rząd Turcji nie dostarczył dotąd żadnego dowodu, że za ubiegłoroczną próbą puczu stał Gulen.

Po tej próbie puczu tureckie władze przystąpiły do czystek na niespotykaną dotąd skalę w urzędach, wymiarze sprawiedliwości, wojsku, policji, oświacie i mediach. Według oficjalnych danych aresztowano ponad 43 tys. osób, a ponad 100 tys. straciło pracę lub zostało zawieszonych w obowiązkach.

Zachód krytykuje posunięcia tureckich władz, szczególnie aresztowania dziennikarzy, czystki wśród sędziów, zamykanie niezależnych redakcji czy sugestie przywrócenia kary śmierci.

16 kwietnia Turcy mają odpowiedzieć w referendum, czy popierają zmiany w tureckiej konstytucji wprowadzające system prezydencki. Władze w Ankarze twierdzą, że system prezydencki jest konieczny do zapewnienia stabilności państwa wobec takich wyzwań jak niepewna sytuacja bezpieczeństwa, spowolnienie gospodarcze i trwający konflikt zbrojny w sąsiedniej Syrii, w który zaangażowane są wojska tureckie.

Zamysł wzmocnienia politycznej pozycji prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana niepokoi jego przeciwników, którzy oskarżają go o autorytaryzm, zwłaszcza od czasu czystek po udaremnionej próbie puczu.

Mieszkający w Niemczech Turcy głosują już w tym referendum. Do głosowania, które potrwa do 9 kwietnia, uprawnionych jest 1,4 mln Turków w Niemczech. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy