Turcja: Zatrzymania po tragedii w internacie

Turecka policja zatrzymała sześć osób podejrzanych o zaniedbania, które doprowadziły do tragedii w Aladag, w prowincji Adana, w południowej części kraju. W pożarze, który wybuchł w internacie, zginęło co najmniej dwanaście osób, w tym jedenaście uczennic, a dwadzieścia dwie zostały ranne.

Wśród zatrzymanych jest dyrektor internatu. Służby badające sprawę twierdzą, że większość dziewcząt zginęła na najwyższych piętrach budynku, ponieważ nie mogły otworzyć drzwi wyjścia awaryjnego, aby uciec przed płomieniami.

Turecka agencja informacyjna Dogan podała, że większość ofiar będzie identyfikowana po testach DNA. Jedną z nich jest czteroletnia córka kierownika internatu.

Najprawdopodobniej przyczyną pożaru było zwarcie elektryczne. Ogień rozprzestrzenił się w błyskawicznym tempie ze względu na drewniane konstrukcje budynku i wykładziny na podłogach.

Uczennice, które zginęły w pożarze, miały nie więcej niż czternaście lat. Pozostałe odniosły obrażenia, kiedy wyskakiwały z okien płonącego budynku albo na skutek zatrucia dymem.

W internacie mieszkały dzieci z ubogich rodzin z pobliskich wiosek, w których nie było szkół. Był on prowadzony przez wspólnotę religijną znaną jako "Suleymanci" - jedną z największych w Turcji i mającą znaczny wpływ na politykę.

W placówce mieszkały 34 uczennice.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje