Turcy otoczyli Kurdów w Afrin? Ci zaprzeczają

Turecka armia poinformowała we wtorek, że wraz ze swymi sojusznikami otoczyła kurdyjską enklawę Afrin na północnym zachodzie Syrii, co jest istotnym postępem w ofensywie Turcji przeciwko kurdyjskim bojownikom z YPG za jej południową granicą. YPG temu zaprzecza.

Nasze siły otoczyły miasto Afrin i również opanowały w poniedziałek "obszary o kluczowym znaczeniu" w regionie - podała w oświadczeniu turecka armia.

Reklama

W poniedziałek rzecznik rządu Turcji powiedział, że tureckie siły zbrojne przejęły kontrolę nad ponad połową enklawy Afrin i wezwał do oczyszczenia miasta Afrin z bojowników.

Kurdyjska milicja w Syrii o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) oświadczyła we wtorek, że tureckie siły ostrzeliwują wszystkie drogi prowadzące do Afrinu. Zaprzeczyła zaś - jak to określiła - propagandowym informacjom, że armia Turcji otoczyła miasto.

"Nie ma sposobu, żeby swobodnie wejść do Afrinu. Wszystkie drogi są celem tureckich ataków" - powiedział agencji Reutera rzecznik YPG Nuri Mahmud. Spytany o doniesienia o otoczeniu miasta, Mahmud wyjaśnił, że Afrin od dawna jest okrążony "ze wszystkich kierunków". Dodał, że turecka armia rozsiewa fałszywe informacje, żeby wzmocnić morale w swoich szeregach.

Tymczasem informacje dotyczące otoczenia miasta Afrin, a także okolicznych 90 wsi przez turecką armię i sprzymierzonych z nią syryjskich rebeliantów potwierdziło Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, organizacja z siedzibą w Londynie monitorująca konflikt w Syrii.

Dyrektor Obserwatorium Rami Abdul Rahman powiedział, że jedyna droga prowadząca z Afrinu znajduje się pod tureckim ostrzałem i dlatego jest nieprzejezdna. Dodał, że w Afrinie oblężonych jest około 700 tys. ludzi.

Turcja od 20 stycznia prowadzi operację w Afrinie, enklawie kurdyjskiej leżącej w graniczącej z Idlibem muhafazie Aleppo na północnym zachodzie Syrii. Ofensywa skierowana jest przeciwko YPG, uważanej przez Ankarę za przedłużenie Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), uznawanej przez Ankarę, Waszyngton i Brukselę za organizację terrorystyczną.

Operacja wywołała napięcie między Turcją a USA, które traktują YPG jako głównego sojusznika w walkach z tak zwanym Państwem Islamskim w Syrii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje