Tybetański mnich zmarł po samopodpaleniu

Tybetański mnich podpalił się we wtorek w Katmandu najprawdopodobniej na znak protestu przeciwko represyjnej polityce władz Chin wobec Tybetu - poinformowała nepalska policja. Desperat zmarł krótko po przewiezieniu do szpitala.

Do aktu samopodpalenia doszło w godzinach rannych w pobliżu stupy Bodnath w stolicy Nepalu. W stanie krytycznym mężczyzna został odwieziony do pobliskiej kliniki uniwersyteckiej - poinformowała przedstawicielka policji Shiva Giri.

Reklama

Stupa (typ budowli religijnej, głównie buddyjskiej, pełniącej funkcje relikwiarza) Bodnath jest jednym z najświętszych miejsc dla wyznawców buddyzmu. To w jej okolicy mieszka większość z ok. 20 tys. tybetańskich uchodźców.

Był to trzeci w ostatnich latach desperacki akt dokonany przez Tybetańczyka w Nepalu. W lutym inny tybetański mnich podpalił się w tym samym miejscu, wykrzykując - jak relacjonowali świadkowie - antychińskie hasła; zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń. Z kolei Tybetańczyk, który podpalił się w listopadzie 2011 roku, przeżył.

Wbrew zakazowi władz w Katmandu żyjący w Nepalu Tybetańczycy czasami protestują przeciwko polityce Pekinu. Nepalski rząd nie zgadza się na to, by w kraju dochodziło do działań wymierzonych w "jakiekolwiek państwo, z którym utrzymywane są przyjacielskie stosunki".

Ogółem ponad 100 osób podpaliło się od 2011 roku w proteście przeciwko represyjnej polityce władz Chin wobec Tybetu lub apelując o powrót swojego duchowego przywódcy dalajlamy z uchodźstwa. Chiny oskarżają go o podżeganie do tych desperackich działań.

Zdaniem tybetańskich działaczy samopodpalenia są odpowiedzią na twardą politykę chińskich władz w tybetańskich regionach.

Dowiedz się więcej na temat: Tybet | mnich | samospalenia | tybetański mnich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje