Tym razem niebezpiecznie w Pampelunie

Tragiczny bilans szóstego biegu San Fermin, w Pampelunie, na północy Hiszpanii. Do szpitala trafiło 7 uczestników wyścigu, 3 z nich jest w ciężkim stanie. Była to jedna z najniebezpieczniejszych i najbardziej przerażających gonitw od lat.

Kiedy poprzednie biegi kończyły się jedynie potłuczeniami, weterani ostrzegali, że "byki nadrobią zaległości". Wydaje się, że zrobiły to dzisiaj. Po otwarciu zagrody zwierzęta ruszyły w tłum tak szybko, że od razu wywołały panikę.

Reklama

Ataki rozpoczęły się w połowie 850-metrowej trasy biegu. Najpierw pierwszy byk ranił w brzuch 20-letniego Amerykania, potem inny przebił ramię 42-letniemu mieszkańcowi Barcelony. Na koniec ostatnie, ważące 600 kg zwierzę, zaatakowało 31-letniego mieszkańca Castellon. Mężczyzna ma trzy głębokie rany w obu nogach i jest na oddziale intensywnej terapii. Na jednej z ulic czarny byk powalił na ziemię młodego mężczyznę i przez 30 sekund atakował go.

Bieg trwał prawie 5 minut, a drugie tyle zajęło organizatorm zagonienie do zagrody ostatniego byka. Zwierzęta należą do hodowli Pilar i niegdy dotąd nie zdarzylo się, żeby były tak agresywne.

Od 1911 roku, gdy rozpoczęto prowadzenie statystyk, w biegach z bykami w Pampelunie poniosło śmierć 15 osób. Rannych jest zawsze o wiele więcej, tym bardziej, że nieodzownym elementem pampeluńskiej fiesty jest nocna zabawa do upadłego, a do biegów zgłaszają się ludzie jeszcze podochoceni alkoholem.

Początki fiesty ku czci św. Fermina, patrona Nawarry, sięgają XIV wieku. W trakcie trwających tydzień obchodów odbywają się zabawy, parady, koncerty i tańce, ale najważniejszą atrakcją są gonitwy z bykami. Zostały one rozsławione na świecie dzięki wydanej w 1926 roku powieści Ernesta Hemingwaya "Słońce też wschodzi".

Tegoroczna fiesta ku czci św. Fermina potrwa do niedzieli.

IAR/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Pampeluna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje