USA: Burza śnieżna. Są ofiary śmiertelne

Siedem osób zginęło w północnej części stanu Nowy Jork w USA z powodu burzy śnieżnej, która sparaliżowała ruch na drogach, wielu ludzi uwięziła w ich domach i spowodowała zamknięcie szkół. Tymczasem nad region nadciąga już kolejna fala śnieżnych zamieci.

Śnieżyce, które przeszły nad Wielkimi Jeziorami, pozostawiły zaspy liczące nawet 1,7 m wysokości w regionie miasta Buffalo. Kolejne burze do wieczora w czwartek (czasu miejscowego) mają według prognoz nanieść kolejny metr śniegu.

Reklama

Synoptycy przewidują, że tym w bieżącym tygodniu spadnie tyle śniegu, ile zazwyczaj wynosi roczna średnia dla tego obszaru.

Według meteorologów śnieżyce spowodowane są przez tzw. efekt jezior, kiedy zimny front, któremu towarzyszą silne wiatry, przechodzi nad cieplejszymi Wielkimi Jeziorami.

Siedem osób zginęło - pięć na atak serca, jedna z wypadku samochodowym i jedna na skutek uwięzienia w pojeździe. Dwa kolejne zgony spowodowane przez warunki pogodowe odnotowano także w innych częściach kraju: jeden w stanie New Hampshire i kolejny w Michigan. Ogółem od soboty w kraju zmarło ok. 20 osób.

Wielu mieszkańców stanu Nowy Jork przez śnieg nie dotarło do pracy, a często wręcz nie było w stanie opuścić domu i samochodu. Drużyna koszykarek z Niagara University przez blisko 30 godzin była uwięziona w autobusie i musiała topić śnieg, by mieć coś do picia, a ciężarna kobieta urodziła dziecko na lokalnej komendzie straży pożarnej, bo nie mogła się dostać na czas do szpitala.

Gubernator stanu Andrew Cuomo poinformował, że według stanu na godziny popołudniowe w środę (czasu miejscowego) wszystkie osoby uwięzione w samochodach zostały z nich uwolnione. Według niego cztery do pięciu dni zajmie uprzątnięcie śniegu. Przestrzegł też, że zapowiadane na weekend nieznaczne ocieplenie może doprowadzić do podtopień. Meteorolodzy nie wykluczają, że z końcem tygodnia zacznie padać deszcz.

Dowiedz się więcej na temat: burza śnieżna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy