USA: Donald Trump potajemnie nagrał szefa FBI?

"James Comey powinien liczyć na to, że nie znajdą się taśmy z naszymi rozmowami, zanim zacznie puszczać przecieki do prasy" - zagroził na Twitterze prezydent USA Donald Trump.

Dzień wcześniej Trump powiedział, że Comey zapewnił go, iż szef państwa nie jest objęty śledztwem dotyczącym powiązań z Rosją.

Reklama

Jak komentują agencje i prasa w USA, tweet prezydenta wydaje się być ostrzeżeniem dla byłego szefa FBI, którego Trump zwolnił nieoczekiwanie we wtorek; przywodzi też na myśl prezydenta Richarda Nixona, który w Białym Domu w tajemnicy nagrywał spotkania i rozmowy telefoniczne oraz zwolnił prokuratora specjalnego badającego wysunięte przeciw niemu zarzuty.

Trump udzielił w czwartek wywiadu sieci NBC, który wywołał falę komentarzy. Zapewnił w nim, że Comey powiedział mu trzykrotnie, iż nie jest on objęty śledztwem w sprawie kontaktów osób z otoczenia prezydenta z przedstawicielami władz rosyjskich.

Komentarz Białego Domu

Rzecznik Białego Domu Sean Spicer powiedział w piątek podczas konferencji prasowej, że nic mu nie wiadomo o tym, by Donald Trump nagrał rozmowę z Jamesem Comeyem. 

Na pytanie o to, czy ktokolwiek posiada nagranie rozmowy prezydenta z Comeyem, która miała miejsce w Białym Domu w styczniu, Spicer odpowiedział, że nic o tym nie wie. "Prezydent nie ma nic do dodania w tej sprawie" - podkreślił.

Pytany o to, czy Trump nagrywa obecnie rozmowy toczące się w gabinecie owalnym, Spicer odparł: "Bez komentarza".

Spicer powiedział podczas briefingu, że wpis prezydenta na Twitterze nie był ostrzeżeniem dla Comeya przed kontaktowaniem się z prasą. "Tweet mówi sam za siebie" - dodał rzecznik.

Sieć CNN podała w piątek po południu, powołując się na anonimowe źródło, że były szef FBI "nie martwi się żadnymi taśmami". Rozmówca CNN dodał: "Jeśli istnieje nagranie, to nie ma na nim nic, czym Comey mógłby się martwić".

Spicer powiedział też, Trump nie zażądał od Comeya obietnicy lojalności. O tym, że prezydent zapytał podczas tego spotkania ówczesnego szefa FBI, czy ma zagwarantowaną jego lojalność poinformowało dwóch współpracowników Comeya, których zacytował "New York Times". 

Spicer obiecał też, że jeszcze w piątek lub w trakcie weekendu rozpoczną się przesłuchania kandydatów na stanowisko szefa FBI.

Dwie wersje wydarzeń

W czwartek wieczorem "New York Times" zamieścił na swych stronach internetowych wypowiedzi dwóch współpracowników Comeya, którzy przedstawili inną wersję wydarzeń niż Trump.

Według prezydenta Comey spotkał się z nim podczas obiadu w Białym Domu, ponieważ zabiegał o zachowanie swego stanowiska; wtedy też, oraz podczas dwóch rozmów telefonicznych były szef FBI miał odpowiedzieć na pytanie Trumpa w tej sprawie: "Nie jest pan objęty śledztwem".

Comey nie potwierdził słów Trumpa.

Były wysoki rangą urzędnik FBI zapewnił jednak, że Comey nigdy nie powiedziałby prezydentowi, że nie jest objęty dochodzeniem. Również pełniący obowiązki szefa FBI Andrew McCabe powiedział przed komisją Senatu ds. wywiadu, że nie jest "standardową praktyką" FBI informowanie osób zainteresowanych czy są, czy też nie są objęte śledztwem.

Ponadto, według rozmówców "NYT", spotkanie w Białym Domu odbyło się na zaproszenie administracji Trumpa; prezydent miał wtedy zapytać, czy Comey może mu obiecać "lojalność"; szef FBI odmówił takiej gwarancji i odparł, że może zaoferować "uczciwość".

Trump powiedział również, że to on podjął decyzję o zwolnieniu Comeya; nazwał go "pyszałkiem i megalomanem". Dodał, że gdy postanowił go usunąć ze stanowiska, miał na uwadze dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w ubiegłoroczne wybory w USA, nadzorowane przez Comeya.

Rekomendacja prokuratora generalnego

Comey został zwolniony we wtorek; miało to być oficjalnie następstwem rekomendacji jego przełożonego, prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa.

Jednak w wywiadzie dla NBC Trump powiedział, że to on sam zadecydował o dymisji szefa FBI. Jak podkreślają amerykańskie media, Trump zdezawuował w ten sposób liczne osoby ze swej administracji, które przedstawiły wcześniej inną wersję wydarzeń i podkreślały, że zwolnienie Comeya jest następstwem źle przeprowadzonego śledztwa FBI w sprawie Hillary Clinton, która jako sekretarz stanu USA posługiwała się prywatnym mailem do przesyłania poufnych informacji.

Jak pisze Associated Press, nawet wiceprezydent USA Mike Pence przedstawił takie argumenty, które Trump następnie zdyskredytował.

Sam Comey liczy na to, że będzie mógł przedstawić własną wersję zdarzeń, być może podczas wystąpienia w Kongresie - podaje agencja AP, powołując się na współpracownika byłego szefa FBI.

Kilka dni przed zwolnieniem go z funkcji szefa FBI Comey poprosił o przyznanie dodatkowych funduszy na przyspieszenie śledztwa w sprawie ingerencji Rosji w amerykańską kampanię wyborczą. Przedmiotem dochodzenia jest też ewentualna "koordynacja" działań - jak to ujął Comey - między stroną rosyjską a sztabem wyborczym Trumpa.

Co myślą Amerykanie?

"Washington Post" pisze w piątek, że wobec kroków podjętych przez Trumpa rodzi się pytanie, czy nie doszło do utrudniania działań wymiaru sprawiedliwości, a to prowadzi "do spekulacji na temat impeachmentu". Dziennik ostrzega jednak, że spekulacje takie mogą być przedwczesne ze względu na wynik najnowszego sondażu Gallupa, z którego wynika 84 proc. republikanów popiera prezydenta.

Większość ankietowanych Amerykanów - 54 proc. - uważa wprawdzie, że zwolnienie Comeya było niewłaściwym posunięciem, a oskarżenia dotyczące kontaktów ludzi z otoczenia Trumpa z Rosjanami są bardzo poważne - pisze dalej "WP".

Jednak, jak wynika z sondażu Gallupa, ponad 75 proc. republikanów uważa te zarzuty za nieistotne, a blisko 50 proc. sądzi, że zwolnienie Comeya nie ma związku ze śledztwem dotyczącym kontaktów z przedstawicielami Rosji i jest związane ze sprawą maili Hillary Clinton.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje