USA: Republikanie apelują do resortu sprawiedliwości

Republikańscy kongresmeni apelują, by dogłębnie zbadać bezprecedensową liczbę przecieków do mediów tajnych informacji dotyczących nowej administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Ich zdaniem, powinien tym się zająć resort sprawiedliwości.

W tym celu przewodniczący wpływowej komisji nadzoru Izby Reprezentantów Jason Chaffetz oraz jego partyjny kolega Bob Goodlatte, który jest przewodniczącym komisji sądownictwa Izby, wystosowali list do inspektora generalnego ministerstwa sprawiedliwości z prośbą o przeprowadzenie śledztwa i wyjaśnienie, "dlaczego tajne informacje nie były właściwie chronione".

Reklama

Inspektor generalny w ministerstwie sprawiedliwości nie podlega bezpośrednio szefowi tego resortu i ma uprawniania pozwalające na przeprowadzenie bezstronnego śledztwa w sprawie poczynań pracowników tego ministerstwa.

Trump podczas konferencji prasowej w czwartek i w licznych wpisach na Twitterze obwiniał autorów przecieków, których nazwał "szumowinami", o doprowadzenie do rezygnacji Michaela Flynna ze stanowiska doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego państwa oraz ujawnienie szczegółów jego rozmów telefonicznych z prezydentem Meksyku Enrique Pena Nieto i z premierem Australii Malcolmem Turnbullem.

Flynn podał się do dymisji po tym, gdy amerykańskie media ze stołecznym dziennikiem "The Washington Post" na czele, powołując się na anonimowe źródła w amerykańskim kontrwywiadzie i wywiadzie, poinformowały, że Flynn w rozmowach telefonicznych z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem miał dyskutować o amerykańskich sankcjach wobec Rosji.

Prezydent Barack Obama wprowadził w grudniu 2016 roku nowe sankcje wobec Rosji w reakcji na rosyjskie cyberataki na system informatyczny Partii Demokratycznej podczas kampanii wyborczej oraz na rosyjskie prowokacje w rejonie Donbasu we wschodniej Ukrainie.

Podczas gdy uwaga mediów koncentruje się ujawnianych w przeciekach informacjach o kontaktach Flynna i innych osób z otoczenia Trumpa z władzami rosyjskimi, w tym rzekomo agentami rosyjskiego wywiadu, prezydent, jego doradcy i wpływowi Republikanie w Kongresie twierdzą, że równie ważne, jeśli nie ważniejsze jest wykrycie i ukaranie osób odpowiedzialnych za przekazanie tajnych informacji dziennikarzom.

"Przecieki mają większe znaczenie niż incydent z generałem Flynnem" - powiedział republikański kongresman Lou Barletta zasiadający w komisji bezpieczeństwa kraju Izby Reprezentantów, wyrażając stanowisko wielu Republikanów.

Prezydent i jego zwolennicy obarczają odpowiedzialnością za przecieki rzeszę biurokratów (często nazywanych przez zwolenników Trumpa "gabinetem cieni" bądź "głębokim rządem"), którzy rozpoczęli pracę w kluczowych dla bezpieczeństwa kraju resortach w czasie ośmioletnich rządów Obamy.

Dziennikarz konserwatywnego portalu "Washington Free Beacon" Adam Kredo, powołując się na anonimowych przedstawicieli wywiadu i byłych pracowników kluczowych dla bezpieczeństwa resortów, argumentuje, że "rezygnacja Flynna była wynikiem prowadzonej przez szereg miesięcy operacji pogrobowców Obamy".

Podobne wyjaśnienia odejścia Flynna pojawiają się w konserwatywnym portalu Breitbart, którego szefem był Steve Bannon, obecnie jeden z najbliższych doradców prezydenta.

Zdaniem zwolenników teorii obstrukcji poczynań Trumpa przez rzeszę zwolenników Hillary Clinton i Baracka Obamy "zakonspirowanych" w kluczowych dla bezpieczeństwa resortach i agencjach federalnych, większość przecieków do mediów pochodziła właśnie od tego "gabinetu cieni".

Takiego zdania jest republikański przewodniczący komisji wywiadu Izby Reprezentantów Devin Nunes. Wspierając stanowisko prezydenta podkreślił on, że najważniejszym zagadnieniem w dochodzeniach prowadzonych przez różne komisje Kongresu powinno być "ujawnienie i ukaranie osób, które przekazały mediom tajne informacje, oraz zbadanie, kto zgodził się na niezgodne z konstytucją podsłuchiwanie obywatela amerykańskiego, jakim jest gen. Flynn".

Przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan, konstytucyjnie trzecia osoba w strukturze władzy, nie bagatelizuje zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju, jakim jest ujawnianie tajnych informacji. W czwartek zgodził się on z Trumpem, że przecieki tajnych informacji powinny być przedmiotem śledztwa kryminalnego, a osoby odpowiedzialne za ujawnienie tajnych informacji powinny zostać ukarane.

Przywódcy mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów argumentują natomiast, że dochodzenia prowadzone przez różne komisje Izby Reprezentantów nie powinny być skoncentrowane wyłącznie na przeciekach, ale powinny objąć wszystkie aspekty "sprawy Flynna", w tym zarzuty, że osoby z otoczenia ówczesnego kandydata Trumpa miały częste kontakty z przedstawicielami rządu i wywiadu rosyjskiego.

Demokraci z Izby Reprezentantów z zazdrością patrzą na współpracę Republikanów i Demokratów w tej dziedzinie w Senacie. Przykładem może być list, jaki przewodniczący senackiej komisji sądownictwa, Republikanin Chuck Grassley i demokratyczna senator Dianne Feinstein wystosowali w tym tygodniu do ministerstwa sprawiedliwości.

W tym liście, ujawnionym w czwartek, oboje poprosili o przedstawienie wszystkich dokumentów związanych z rezygnacją Flynna ze stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, w tym transkryptów podsłuchanych rozmów telefonicznych i informacji, od jakich rosyjskich instytucji Flynn otrzymywał honoraria podczas pobytu w Rosji w roku 2015.

Wpływowa komisja sądownictwa ma szerokie uprawnienia do nadzoru ministerstwa sprawiedliwości i podlegającego temu ministerstwu FBI, które spełnia rolę zarówno policji federalnej, jak i kontrwywiadu.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje