USA: Republikanie próbują ograniczyć prawo do aborcji

Wraz z przejęciem kontroli nad Kongresem Republikanie wznowili starania o ograniczenie prawa do aborcji w USA. Chcą zakazu finansowania zabiegów ze środków federalnych i zakazu aborcji po 20. tygodniu ciąży. Ta druga kwestia trafiła na opór kobiet w partii.

W czwartek w USA obchodzona była 42. rocznica legalizacji aborcji. Z tej okazji, jak co roku, w Waszyngtonie odbył się Marsz dla Życia. Tłumy protestujących przeszły waszyngtońskim Mallem pod siedzibę Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, który w 1973 roku wydał wyrok w sprawie znanej jako Roe versus Wade (Roe przeciwko Wade). Sąd uznał prawo do aborcji za "fundamentalne prawo konstytucyjne" każdej kobiety i tym samym usankcjonował w USA aborcję na życzenie.

Z okazji kolejnej rocznicy Izba Reprezentantów przyjęła w czwartek projekt ustawy o zakazie finansowania aborcji ze środków federalnych i udzielania przez państwo wsparcia biedniejszym obywatelom przy wykupie polis ubezpieczeniowych pokrywających zabiegi przerywania ciąży. Za głosowało 247 kongresmenów, 179 było przeciw. Ustawa nie ma jednak szans na wejście w życie, bo Biały Dom natychmiast zapowiedział, że prezydent Barack Obama ją zawetuje.

Reklama

"Administracja zdecydowanie sprzeciwia się przepisom, które niepotrzebnie ograniczają wolność kobiet w podejmowaniu decyzji o posiadaniu dzieci oraz prawo konsumentów do wyboru polis ubezpieczeniowych" - napisano w oświadczeniu Białego Domu.

Znacznie ważniejsza dla Republikanów jest jednak inna ustawa, dotycząca zakazu przerywania ciąży po 20. tygodniu ciąży. Republikanie zgłosili jej projekt już 6 stycznia, natychmiast po przejęciu kontroli nad Kongresem w wyniku jesiennych wyborów.

Opór we własnych szeregach

Niespodziewanie Republikanie natrafili jednak na opór we własnych szeregach. Ku zaskoczeniu męskiego przywództwa partii zastrzeżenie do projektu zgłosiła grupa ok 20. centrystów, w tym wiele kongresmenek. Ich krytykę wywołał zapis, że aborcja byłaby legalna po 20. tygodniu ciąży tylko w przypadku zagrożenia życia kobiety lub jeśli ciąża byłaby skutkiem kazirodztwa lub gwałtu, przy czym wyjątek dotyczący gwałtu miałby zastosowanie tylko pod warunkiem, że kobieta złożyła zawiadomienie na policji.

Tymczasem ministerstwo sprawiedliwości szacuje, że w prawie 70 proc. przypadkach ofiary gwałtu nie zgłaszają się na policję. Republikanki wyraziły obawę, że pozostawienie tego zapisu w obecnej postaci zaszkodzi partii, próbującej przyciągnąć wśród wyborców kobiety oraz młodych.

Z powodu tych nieoczekiwanych podziałów przywództwo partii zrezygnowało z poddania ustawy pod głosowanie już w czwartek. Ustawa wróci na forum Izby, potrzeba tylko więcej czasu na wyjaśnienie kontrowersji - zapewniono.

- Ta walka się nie skończyła. Będziemy pracować dalej, by ta ustawa została przyjęta - powiedział kongresmen Steve Scalise, który pełni wśród Republikanów w Izbie funkcję koordynatora odpowiedzialnego za dyscyplinę podczas głosowań. Także współautor ustawy Republikanin Trent Franks zapewnił, że dostał "słowo honoru" od liderów partii, że ustawa zostanie poddana pod głosowanie. Obaj politycy brali udział w czwartkowym Marszu dla Życia.

Obama na "nie"

Biały Dom z góry uprzedził, że Obama zawetuje także i tę ustawę, jeśli trafi na jego biurko.

Nie jest ona jednak skazana na pewną klęskę, bo aż ośmiu potencjalnych kandydatów na prezydenta USA z ramienia Partii Republikańskiej w wyborach w 2016 roku uważa, że należy zakazać przerywania ciąży po 20. tygodniu. Wśród nich są były gubernator Florydy Jeb Bush, a także senatorowie Rand Paul, Ted Cruz i Marco Rubio.

Sondaże wskazują ponadto, że choć większość Amerykanów nie chce uchylenia prawa legalizującego aborcję w USA, to coraz więcej, bo aż 56 proc. respondentów, opowiada się za ograniczeniem prawa do aborcji po 20. tygodniu ciąży.

W USA od dawna trwa ożywiona debata na temat prawa do aborcji, podsycana przez doniesienia o klinikach dokonujących późnych aborcji. W maju ub. roku na karę dożywotniego więzienia został skazany lekarz z Filadelfii Kermit Gosnell; sąd uznał, że dopuścił się on morderstwa pierwszego stopnia, zabijając nożyczkami trzy noworodki już po porodzie.

W słynnym wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Roe versus Wade sąd zakazał poszczególnym stanom uniemożliwiania aborcji do czasu, kiedy lekarz może stwierdzić, że płód jest w stanie przeżyć poza łonem kobiety. Za ten czas uważa się 24. tydzień ciąży.

Jednak 12 stanów USA przyjęło już prawo zakazujące dokonywania aborcji po 20. tygodniu ciąży lub wcześniej. W trzech stanach te przepisy zostały zablokowane pozwami federalnymi. Jeśli trafią na wokandę Sądu Najwyższego, najpewniej zostaną uznane za niekonstytucyjne w świetle wyroku Sądu Najwyższego sprzed 42 lat.

Zwolennicy aborcji przypominają, że do późnego przerwania ciąży dochodzi niezwykle rzadko. Według Centrum Kontroli i Prewencji Chorób aż 92 proc. aborcji w USA jest wykonywanych przed 14. tygodniem ciąży, a 1,3 proc. po 20. tygodniu. Dlatego utrzymują, że zakaz, jakiego domagają się Republikanie, to nic innego jak początek walki o dalsze ograniczanie prawa do aborcji.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje