USA: Trump wciąż prowadzi w sondażu

Z sondażu stacji NBC News wynika, że mimo kontrowersyjnego występu w pierwszej wyborczej debacie telewizyjnej, miliarder Donald Trump wciąż prowadzi wśród kandydatów walczących o prezydencką nominację Partii Republikańskiej.

Według sondażu, przeprowadzonego w internecie przez firmę SurveyMonkey między 7 a 8 sierpnia na grupie ponad 3,5 tys. dorosłych, na Trumpa chciałoby głosować 23 proc. wyborców Partii Republikańskiej.

Reklama

Na drugim miejscach w tym sondażu był senator z Teksasu Ted Cruz z poparciem 13 proc., a na kolejnych - emerytowany neurochirurg, Afroamerykanin Ben Carson (11 proc.), była szefowa Hewlett-Packard Carly Fiorina (8 proc.) i senator z Florydy Marco Rubio (8 proc.).

Pierwsze starcie

Sondaż został przeprowadzony już po czwartkowej debacie w telewizji Fox News, która była pierwszym starciem kandydatów walczących o nominację Partii Republikańskiej. Trump, magnat na rynku nieruchomości i gwiazdor telewizyjny, był jedynym uczestnikiem oglądanej przez 24 mln osób debaty, który odmówił zadeklarowania, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny, jeśli nie zdobędzie nominacji Republikanów.

Zgodnie z sondażem nie stanowi to problemu dla ponad połowy zwolenników Trumpa. 54 proc. z nich powiedziało, że zagłosuje na niego, nawet jeśli nie otrzyma nominacji GOP. Około jeden na pięciu respondentów wspierających Trumpa powiedział, że w takiej sytuacji poprze innego kandydata z nominacją Republikanów.

Na drugim miejscu

W odpowiedzi na pytanie, kto wygrał czwartkowe starcie w Fox News, aż 22 proc. wskazało Fiorinę, która wyprzedziła tym samym Trumpa (18 proc.), Rubio (13 proc.) i Cruza (12 proc).

Występ Trumpa, a zwłaszcza jego komentarze (podczas i po debacie) na temat współprowadzącej debatę dziennikarki Megyn Kelly, spotkały się z krytyką ze strony wielu członków samej Partii Republikańskiej. W proteście konserwatyści wycofali zaproszenie dla Trumpa na weekendową imprezę wyborczą w Atlancie.

Trump został podczas debaty w Fox News zapytany przez Kelly, jak ktoś, kto w przeszłości porównywał kobiety do "tłustych świń", może być prezydentem USA. Miliarder, wspierany głównie przez białych mężczyzn, odrzucił to pytanie, twierdząc, że "nie ma czasu na polityczną poprawność". Już po programie zarzucił dziennikarce, że potraktowała go o wiele gorzej niż innych kandydatów, sugerując, że powodem jej zachowania była miesiączka. W poniedziałek w wywiadzie dla NBC tłumaczył, że nie chciał obrazić Kelly i został źle zrozumiany.

Mur na granicy

W debacie powtórzył też swą kontrowersyjną propozycję wybudowania muru na granicy z Meksykiem, by "trzymać nielegalnych imigrantów poza krajem". "Nasi liderzy i politycy są głupi, a meksykański rząd znacznie mądrzejszy, bo wysyła nam tych złych (imigrantów), za których nie chcą płacić i o których nie chcą dbać. Czemu mieliby to robić, skoro głupi przywódcy USA zrobią to za nich" - powiedział.

Większość analityków uważa, że Trump nie ma szans na nominację Republikanów, a jego dotychczasowa popularność też zacznie kiedyś maleć. Przyznają jednak, że jego wypowiedzi szkodzą Partii Republikańskiej, która - jeśli chce przejąć władzę w Białym Domu - musi otworzyć się na elektorat kobiecy, a także mniejszość latynoską.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje