USA zredukowały personel swojej ambasady w Jemenie

USA zredukowały obsadę swojej ambasady w stolicy Jemenu, Sanie, z powodu politycznego chaosu, który skłonił do dymisji proamerykańskie władze tego kraju - poinformował amerykański Departament Stanu w czwartek (czasu miejscowego).

Ambasada jest nadal otwarta i będzie funkcjonowała bez zmian, choć przy zredukowanym personelu - przekazał proszący o anonimowość wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiego resortu.

USA na bieżąco monitorują sytuację i oceniają pod względem bezpieczeństwa; obecnie nie przewiduje się zamknięcia placówki w Sanie - dodał.

Reklama

Liczba pracowników jemeńskiej ambasady USA została zmniejszona po raz kolejny. Nie wiadomo, ilu pracowników opuściło placówkę, ani ilu w niej pozostało.

W czwartek prezydent Jemenu Abd ar-Rab Mansur al-Hadi, sojusznik USA w walce z lokalnym odgałęzieniem Al-Kaidy, oraz premier Chalid Bahah i jego rząd podali się do dymisji.

W Sanie od kilku dni dochodziło do starć między siłami rządowymi a rebeliantami z Huti, szyickiego ruchu, który oskarża Hadiego o autokratyczne rządy i od lat żąda autonomii dla będących jego ostoją obszarów na północy Jemenu. Huti od wtorku oblegali stolicę i pałac prezydencki; nie ma jasności, kto obecnie rzeczywiście pełni kontrolę nad krajem.

Jemen jest jednym z najuboższych państw arabskich i matecznikiem Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego (AQAP). U jemeńskich wybrzeży przebiegają szlaki żeglugowe, którymi przewozi się znaczną część ropy naftowej eksportowanej przez Arabię Saudyjską i inne państwa regionu Zatoki Perskiej.

Liczący 25 milionów mieszkańców Jemen wciąż nie może odzyskać wewnętrznej stabilności po wieloletnich rządach dyktatorskiego prezydenta Alego Abd Allaha Salaha, obalonego w 2011 r. przez społeczną rewoltę.

Władze w Waszyngtonie obawiają się, że AQAP wykorzysta polityczny zamęt w Jemenie do wzmocnienia swojej pozycji i przeprowadzenia kolejnych ataków na zachodnie cele. AQAP przyznał się do niedawnych ataków terrorystycznych we Francji, w których zginęło 17 osób.

Zdaniem byłego przedstawiciela amerykańskiej administracji, przywołanego przez agencję Reutera, obecne wydarzenia w Jemenie na krótką metę "na pewno" doprowadzą do ograniczenia ataków dronów i operacji antyterrorystycznych prowadzonych przez USA w Jemenie za zgodą dotychczasowych władz. Jeśli Huti przejmą całkowicie rządy w kraju, jest nieuniknione, że zażądają całkowitego wstrzymania tych działań - ocenił rozmówca agencji.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje