W. Brytania: Polacy mogą być siłą polityczną w wyborach do PE

W Wielkiej Brytanii w wyborach do PE i organizowanych równolegle wyborach lokalnych Polacy są potencjalną siłą polityczną, ale na ogół czekają, by brytyjskie partie pierwsze do nich wyszły - ocenia Jakub Krupa, koordynator akcji "Głosuj! Jesteś u siebie".

W rozmowie z PAP zauważa, że Polacy na Wyspach są "dużym elektoratem do zagospodarowania", zarówno dla brytyjskich partii politycznych, jak i animatorów polskiego lobby. "Chcą głosować, ale nie wiedzą jak i w związku z tym będą się wahać" - mówi Krupa. Zauważa: "Polacy tradycyjnie głosujący na konserwatystów, kojarząc tę partię z prawicą i antykomunizmem, tym razem pokazują im żółtą kartkę. Mówią sobie: 'Zawsze myśleliśmy, że możemy się z nimi dogadać, a tu Cameron zrobił nam taki numer'". Chodzi o wypowiedź brytyjskiego premiera Davida Camerona o tym, że Polacy nadużywają zapomogi rodzinnej, bo wielu z nich pobiera ją na dzieci w Polsce.

Reklama

Z sondażu wśród Polaków na Wyspach opublikowanego na stronach Polish City Club wynika, że ok. 50 proc. spośród 550 ankietowanych ma zamiar głosować 22 maja w wyborach do Parlamentu Europejskiego i nieznacznie mniej w wyborach lokalnych. W stosunku do poprzednich wyborów do PE z 2009 r., w których głosowało niespełna kilkanaście tysięcy Polaków, jest to "liczba fantastyczna" - mówi Krupa.

"To szczególnie ważne w świetle dużej liczby Polaków deklarujących zamiar pozostania w W. Brytanii na stałe (72 proc.), zainteresowanych naturalizacją (40 proc.) i rozważających zamiar włączenia się w pracę społeczną dla lokalnych organizacji charytatywnych (60 proc.)" - tłumaczy działacz.

Krupa zwraca uwagę, że sondaż jest reprezentatywny dla postaw Polaków w Wielkiej Brytanii. Objął kobiety i mężczyzn (w proporcji 57 proc. do 43 proc.), różne grupy wiekowe oraz Polaków w całej Wielkiej Brytanii (z czego ok. 40 proc. z Londynu i 60 proc. z innych rejonów, co faktycznie odzwierciedla zasięg geograficzny imigracji).

"Do liczby 50 proc. zdecydowanych na wzięcie udziału w głosowaniu należy podchodzić z pewnym dystansem, ale trzeba zrobić wszystko, by rzeczywiście tak się stało. Ważne nie jest to, by Polacy zagłosowali jednym głosem, lecz to, by głosując zaznaczyli swoją obecność" - argumentuje Krupa.

Według niego Polacy "zdecydowanie oczekują, że ktoś (spośród brytyjskich polityków - red.) do nich wyjdzie i powie:+Słuchajcie, rozumiemy wasze problemy, chcemy z wami rozmawiać+. Tymczasem mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym - jeśli Polacy będą zamknięci w sobie, to dla brytyjskich polityków będą niewiadomą poza zasięgiem ich politycznych radarów" - wyjaśnia Krupa.

Z kolei zdaniem dr. Michała Garapicha z wydziału nauk społecznych uniwersytetu w Roehampton w południowo-zachodnim Londynie sondaże takie jak ten przeprowadzony przez Polish City Club przy udziale ośrodka badania opinii Ipsos warte są uwagi, ponieważ "wykrywają tendencje".

W ocenie Garapicha adekwatny jest wynik sondażu mówiący o 72 procentach Polaków deklarujących zamiar pozostania na stałe w Wielkiej Brytanii. Reszta imigrantów "żyje na dwie nogi między Polską a Anglią" - zaznacza badacz.

Z faktu, że 60 proc. respondentów gotowych jest włączyć się w wolontariat, a 40 proc. chce się naturalizować, Garapich wyprowadza wniosek, że Polacy się zadomawiają i mają za sobą pierwszy, trudny okres przystosowania się do życia w obcym kraju.

"Na pewno jakieś zainteresowanie wyborami do PE i lokalnymi wśród Polaków występuje. Kilku Polaków ubiega się o mandat w wyborach do rad dzielnicowych, bardzo aktywne w namawianiu do udziału w wyborach są brytyjskie związki zawodowe. Wybory są także sposobem na to, by Polacy mający polityczne ambicje dali się poznać" - ocenia.

"Niechętne wypowiedzi czołowych brytyjskich polityków przeciwko imigrantom dały argument politycznie aktywnym Polakom na rzecz szerszej politycznej mobilizacji rodaków. Niewątpliwie ważne jest to, by Polacy mieli jak największe doświadczenie tutejszych mechanizmów politycznych" - mówi Garapich.

Zaznacza, że Polacy w Wielkiej Brytanii nie tylko mają poglądy polityczne "od prawa do lewa", ale także rozwarstwiają się społecznie i materialnie. Stąd mówienie o "społeczności polskiej" jako takiej nie ma według niego większego sensu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy