W ciągu 16 miesięcy do Kolumbii przybył ponad milion migrantów z Wenezueli

Ponad milion osób wyemigrowało w ciągu ostatnich 16 miesięcy z Wenezueli do Kolumbii. Większość z nich ucieka przed polityczno-gospodarczym kryzysem - podała w nocy ze środy na czwartek AFP, przytaczając dane rządu w Bogocie.

Zgodnie z opublikowanymi w środę statystykami prawo pobytu w Kolumbii ma prawie 442,5 tys. Wenezuelczyków, a blisko 376,6 tys. go nie ma. Do tych ok. 819 tys. Wenezuelczyków należy dodać ok. 250 tys. Kolumbijczyków, którzy w ostatnich 16 miesiącach wrócili z Wenezueli do kraju.

Reklama

Prawie 119 tys. z tego w sumie ponad miliona osób stanowią dzieci i młodzież.

AFP podkreśla, że jedynie 181,5 tys. z policzonych przez kolumbijskie władze Wenezuelczyków ma pozwolenie na pracę w Kolumbii.

Kolumbia zmaga się obecnie z największą falą imigrantów w swojej historii, w związku z poważnym kryzysem w Wenezueli. Kraje dzieli długa na 2 219 km granica, przez którą - jak zauważa AFP - przemycane są znaczne ilości narkotyków, paliwa i innych towarów.

Poza zliczeniem migrantów rząd kolumbijskiego prezydenta Juana Manuela Santosa uruchomił program, którego celem jest zaspokojenie podstawowych potrzeb migrujących do Kolumbii Wenezuelczyków; w programie udział bierze ONZ oraz Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji (IOM).

Santos winą za kryzysową sytuację w sąsiedniej Wenezueli obarczył tamtejszego prezydenta Nicolasa Maduro, którego reelekcji nie uznał. Kolumbijski szef państwa zwrócił się do Maduro z prośbą o utworzenie korytarza humanitarnego, którym można by wysyłać pomoc dla Wenezuelczyków "cierpiących z powodu niedostatku i głodu".

W majowych wyborach w Wenezueli - nieuznawanych m.in. przez UE, USA i większość państw Ameryki Południowej - Maduro ponownie został wybrany na prezydenta. Przez przeciwników i społeczność międzynarodową oskarżany jest jednak o podważanie demokracji. W ciągu czterech miesięcy niemal codziennych demonstracji organizowanych przez opozycję do połowy 2017 r. zginęło 125 osób. Domagano się przedterminowych wyborów, pomocy humanitarnej w odpowiedzi na dotkliwy brak leków i deficyt żywności w kraju, a także poszanowania parlamentu i uwolnienia więzionych działaczy politycznych. 

Protesty zaczęły zamierać wraz z powołaniem do życia prorządowej konstytuanty, potężnej broni politycznej w służbie obozu rządzącego, z praktycznie nieograniczonymi kompetencjami. Organ w ubiegłym roku przejął prerogatywy parlamentu.

Jednocześnie od 2014 r. Wenezuela pogrążona jest w ostrym kryzysie gospodarczym, do którego doszło z powodu braku walut m.in. pod wpływem załamania cen ropy naftowej, z której Wenezuela czerpie 96 proc. swoich dochodów. W ciągu pięciu lat PKB zmniejszył się o 45 proc., a inflacja wzrosła do niemal 13 800 proc. Dalszy spadek PKB przewidywany jest również w roku bieżącym. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje