"W Katalonii możliwy jest brutalny scenariusz"

Dialog Katalonii z Madrytem w obecnej sytuacji byłby trudny; wszystko będzie zależało od władz Katalonii, które najprawdopodobniej ogłoszą niepodległość. Możliwy jest brutalny scenariusz - powiedziała PAP dr hab. Małgorzata Myśliwiec z Uniwersytetu Śląskiego.

Myśliwiec, autorka m.in. publikacji "Katalonia na drodze do niepodległości?", oceniła we wtorek, że po niedzielnym referendum ws. secesji Katalonii, w czasie którego wysłane przez władze centralne siły bezpieczeństwa brutalnie interweniowały, dialog hiszpańskich władz centralnych z rządem Katalonii "raczej byłby trudny".

Reklama

"Obawiam się, że po niedzielnych wydarzeniach woli do dialogu ze strony obecnych władz Katalonii, które w tak zdecydowany sposób dążyły do referendum, może nie być" - mówiła ekspertka z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Możliwie najlepszym politycznie rozwiązaniem sytuacji w Hiszpanii nazwała "jak najszybsze rozpisanie (przez katalońskie władze - PAP) legalnych wyborów do regionalnego parlamentu, przeprowadzonych absolutnie zgodnie z wszelkimi przepisami prawa, w których mieszkańcy Katalonii mogliby się opowiedzieć za programami ugrupowań, które albo popierają, albo nie popierają" niepodległości tego regionu autonomicznego.

Zdaniem Myśliwiec teraz rozwój sytuacji będzie w pełni zależał od postępowania władz regionalnych, które "wyraźnie zapowiedziały ogłoszenie niepodległości". "Podejrzewam - mówiła ekspertka - że najpóźniej jutro będziemy tego świadkami, bo władze regionalne już zapowiedziały, że jutro zbierze się kataloński parlament". Jak tłumaczyła, "ogłoszenie niepodległości nie jest nielegalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego, ale jest nielegalne z punktu widzenia prawa hiszpańskiego". "Pozostaje pytanie - dodała - czy jakiekolwiek państwo na świecie Katalonię uzna, jak zareaguje Madryt i czy ta reakcja znowu nie będzie brutalna".

Myśliwiec wśród "najbardziej czarnych scenariuszy" wymieniła rozwiązania przewidziane w dwóch artykułach hiszpańskiej konstytucji. Jeden z nich to "art. 8, według którego na straży integralności terytorialnej państwa stoi armia". "Byłby to scenariusz czarny, brutalny, aczkolwiek jest on możliwy" - oceniła. Przywołując z kolei o art. 155 ustawy zasadniczej, powiedziała: "Jeżeli władze wspólnoty autonomicznej złamią przepisy konstytucji, a ewidentnie z tym mamy do czynienia, a także nie będą przestrzegały prawa zawartego w innych ustawach, a miało tu miejsce np. naruszenie ustawy o różnych formach referendum, to po uprzednim napomnieniu prezydenta wspólnoty autonomicznej, co także już zostało przez Madryt zrealizowane, rząd centralny może podjąć środki konieczne do ustabilizowania sytuacji". 

Ekspertka tłumaczyła, że jest to "bardzo enigmatyczny zapis" i jego znaczenie "będzie zależało tylko i wyłącznie od (premiera Hiszpanii) Mariano Rajoya". "Jeżeli uzna on za stosowne użycie jakiegoś przymusu bezpośredniego, to i z tym możemy mieć do czynienia" - powiedziała Myśliwiec. W rozmowie podkreśliła jednak, że "zarówno do Katalończyków, jak i do Hiszpanów czuje dużą dozę sympatii" i ma nadzieję, że sytuacja zostanie rozwiązana w inny sposób.

Ekspertka wyjaśniła, że postulaty utworzenia niepodległej republiki katalońskiej "były bardzo żywe już u progu XX wieku", a w okresie II Republiki Hiszpańskiej (1931-1939) Katalończycy otrzymali autonomię, "więc w pewnym sensie zostali ułagodzeni". Później, w czasach rządów generała Francisco Franco "o żadnych tendencjach odśrodkowych nie było mowy".

Zdaniem Myśliwiec obecne nasilenie nastrojów separatystycznych spowodowały dwie kwestie - kryzys ekonomiczny z 2008 roku oraz sprawa statutu Katalonii. "Najbardziej zapalnym punktem" był rok 2006, gdy Katalończycy z socjalistycznym wówczas rządem centralnym opracowali nowy statut autonomii, w którym główne kwestie dotyczyły uznania Katalończyków za naród i negocjowania z politycznym centrum specjalnych warunków rozliczania się z Madrytem. "Statut został zaakceptowany przez regionalny parlament, przez obywateli w referendum, jak również zatwierdzony przez parlament centralny Hiszpanii i podpisany przez króla, (...) jednak (rządząca obecnie) Partia Ludowa skierowała ten statut do Trybunału Konstytucyjnego" - tłumaczyła Myśliwiec.

W 2010 r. Trybunał wydał orzeczenie, uznając wiele przepisów statutu za niekonstytucyjne, "upokarzając Katalończyków; a na to wszystko nałożył się kryzys ekonomiczny z 2008 roku" - oceniła rozmówczyni PAP, dodając, iż jako że Trybunał unieważnił wówczas część zawartych w statucie przepisów, Katalonia ma statut, w którym nie określa się Katalończyków jako naród i który ich zdaniem "nie wygląda tak, jak powinien".

Zapytana, czy niepodległa Katalonia przetrwałaby poza Hiszpanią, Myśliwiec odpowiedziała: "Po odprowadzeniu wszystkich należnych Madrytowi podatków Katalonia ma budżet regionalny na poziomie mniej więcej jednej trzeciej (budżetu) państwa polskiego, przy 7 mln mieszkańców". "Myślę, że przy rozważeniu przypadku, w którym Katalonia nie musiałaby odprowadzać podatków do Madrytu, (...) odpowiedź na to pytanie jest absolutnie jasna" - dodała.

Katalonia oczywiście mogłaby na początku mieć "bardzo poważne problemy gospodarcze" - sądzi ekspertka - m.in. ze względu na ograniczone zaufanie do nowego podmiotu, jego władz, przepisów prawnych, ze względu na znalezienie się poza Unią Europejską. "Nie zmienia to faktu, że takie państwo po trudnym okresie przejściowym mogłoby, przynajmniej ekonomicznie, dosyć dobrze funkcjonować" - oceniła Myśliwiec. Zaznaczyła również, że w "mało prawdopodobnym na tym etapie przypadku", gdyby Katalonia porozumiała się z Madrytem ws. niepodległości, dążenie do pełnej autonomii musiałoby być procesem rozpoczętym od okresu przejściowego, tak jak było wówczas, gdy wspólnoty autonomiczne powstawały - "środki i kompetencje były przekazywane stopniowo".

Podkreśliła, że oczywiście Katalonia, której wpłaty do budżetu państwa stanowią 20 proc. PKB, jako bogaty region traci na zasadzie solidarności w państwie, wpłacając na fundusz wyrównawczy, z którego środki kierowane są do biedniejszych regionów Hiszpanii. Sytuację władz Katalonii zestawiła jednak z realiami polskimi: "o ile polski samorząd - mówiła - ma bardzo nieduże stawki podatku wyłącznie PIT i CIT zebranego na swoim terytorium, które może sobie zostawić, i zupełnie nie partycypuje w podatku VAT czy w akcyzie, tak w Hiszpanii wspólnota autonomiczna zostawia na swoim terytorium np. 50 proc. podatku VAT, o czym polskie samorządy mogą tylko pomarzyć". "Katalonia, płacąc dużo do budżetu centralnego, być może mniej na tym korzysta, niż gdyby mogła to wszystko zostawić na własnym terytorium, (...)  nie można jednak powiedzieć, że przy takiej zamożności Katalończycy są bardzo na tym wszystkim stratni" - oceniła Myśliwiec. 


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje