Watykan wspomina atak szaleńca na "Pietę" Michała Anioła

41 lat temu, 21 maja 1972 r., niezrównoważony psychicznie mężczyzna rzucił się z młotkiem na "Pietę" Michała Anioła w bazylice Świętego Piotra, poważnie uszkadzając słynną rzeźbę. Proces jej ratowania przypomniał dyrektor Muzeów Watykańskich Antonio Paolucci.

We wtorek, w rocznicę tego incydentu w Muzeach odbędzie się sympozjum poświęcone rekonstrukcji rzeźby Michała Anioła Buonarrotiego. Fragment wystąpienia profesora Paolucciego, wybitnego historyka sztuki i byłego ministra kultury Włoch, opublikował watykański dziennik "L'Osservatore Romano".

Reklama

Paolucci podkreślił, że "Pieta", którą Michał Anioł wyrzeźbił w 1499 roku w wieku zaledwie 24 lat, ponad pięć wieków później nadal każdego dnia budzi zachwyt tysięcy turystów jako "cud doskonałości", w który przekształcił go artysta.

"Dla nas +Pieta+ to cud, cud najwyższych umiejętności", "klejnot czysty, oszlifowany, błyszczący" - napisał dyrektor Muzeów Watykańskich.

"Łatwo zatem zrozumieć, dlaczego akt wandalizmu z 1972 roku, gdy psychopata zmasakrował uderzeniami młotka czubek nosa i lewe oko Dziewicy, przez wszystkich został uznany za straszliwą dewastację" - dodał. Przypomniał, że celem zakończonych powodzeniem prac konserwatorskich było idealne odtworzenie zniszczonego wizerunku, głównie dzięki istniejącym odlewom.

Zdaniem Paolucciego w każdym innym dziele ślady zniszczeń byłyby, choć z trudem, do zaakceptowania, jednak nie w przypadku "Piety", gdyż jej "doskonałość jest najważniejszym powodem jej piękna i zachwytu, który wywołuje".

Sprawca ataku na arcydzieło Michała Anioła, 32-letni wówczas Laszlo Toth nie został postawiony w stan oskarżenia z powodu choroby psychicznej. Toth, Australijczyk pochodzenia węgierskiego, spędził dwa lata w szpitalu psychiatrycznym we Włoszech, a następnie został deportowany do Australii. Przebywa tam w domu opieki.

Od czasu incydentu rzeźba umieszczona jest za pancerną szybą.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje