Wenus z Willendorfu... ocenzurowana przez Facebook

Wenus z Willendorfu to jeden z najsłynniejszych i najstarszych artefaktów świata. Cenzorzy z Facebooka uznali tymczasem prehistoryczną figurkę sprzed prawie 30 tys. lat za pornografię i usunęli zdjęcie artefaktu z konta użytkowniczki serwisu mimo czterech odwołań od tej decyzji.

Niewielka figurka mająca nieco ponad 11 cm wysokości, wyrzeźbiona w wapieniu, ukazuje postać z przesadnie wyeksponowanymi drugorzędnymi cechami płciowymi - olbrzymim biustem, biodrami, brzuchem i wydatnym wzgórkiem łonowym. Przechowywana w Muzeum Historii Naturalnej (NHM) w Wiedniu należy do pierwszych odkrytych dzieł sztuki prehistorycznej wysokiej klasy. Jest najbardziej znanym ich przykładem.

Cenzura dzieł sztuki

Reklama

Pięć lat temu Facebook ocenzurował sławne paryskie muzeum Jeu de Paume, które umieściło na swoim profilu dzieło fotograficzne sprzed kilkudziesięciu lat, ukazujące półnagą kobietę. Dostęp do profilu muzeum najpierw zawieszono na 24 godziny, a potem na zamieszczonej na jego koncie reprodukcji zdjęcia zrobionego przez Laure Albin Guillot, której retrospektywa odbywała się wówczas w Jeu de Paume, pojawił się czarny prostokąt zakrywający biust modelki. Portal ostrzegł paryskie muzeum, że jeżeli się to powtórzy, to jego konto zostanie zlikwidowane definitywnie.

Przedtem Facebook ocenzurował reprodukcję obrazu "Ema (Akt na schodach)" z 1966 roku słynnego współczesnego niemieckiego malarza Gerharda Richtera. Akt, o lekko rozmytych konturach, Richter namalował po obejrzeniu "Aktu schodzącej po schodach" Marcela Duchampa z 1912 roku. Subtelny obraz niemieckiego malarza z serii intymnych portretów bliskich mu osób jest jednocześnie grą z fotografią, powstał bowiem na podstawie zdjęcia. W 1992 roku powstała zaś na Biennale w Sydney jego fotograficzna reprodukcja w skali 1:1. Jej zdjęcie umieściło na swoim portalu paryskie Centrum Kultury im. Pompidou. Przedstawiciele Facebooka po ocenzurowaniu profilu muzeum wyjaśniali, iż wydawało im się, że jest to zdjęcie o silnym zabarwieniu erotycznym.

Jedną z pierwszych i najgłośniejszych afer, która jeszcze nie znalazła swego finału, było ocenzurowanie w październiku 2011 roku przez Facebook reprodukcji obrazu Gustave’a Courbeta "Pochodzenie Świata" (1866) należącego do arcydzieł francuskiego malarstwa XIX wieku. Aluzyjne dzieło przestawia w sposób realistyczny najbardziej intymną część kobiecego ciała. Konto nauczyciela, który zamieścił zdjęcie tego obrazu, Facebook zamknął.

Odszkodowanie od Facebooka?

Właściciel profilu, Frederic Durand-Baissas, zaskarżył dyrekcję sieci społecznościowej do sądu, żądając odszkodowania za potraktowanie go jak pedofila, zboczeńca i przestępcy seksualnego, a założycielowi Facebooka poradził, żeby wybrał się do Paryża do muzeum d'Orsay i obejrzał ocenzurowane dzieło.

Sprawa do tej pory nie ucichła. Chociaż w międzyczasie, w 2015 roku, Facebook nieco zmienił swoją politykę dotyczącą nagości i dopuszcza, jak pisze "The Art Newspaper", "zdjęcia obrazów, rzeźb i innych dzieł sztuki przedstawiających nagie postaci", to cenzorskie zapędy portalu nie ustały, a francuski nauczyciel i ojciec trojga dzieci Durand-Baissas od lat nadal dochodzi swego.

Domaga się 20 tys. euro odszkodowania i wyjaśnienia, dlaczego Facebook usunął właśnie jego konto, oraz jego przywrócenia.

Facebook najpierw długo argumentował, że procesy tego typu można prowadzić jedynie w konkretnym sądzie w Kalifornii, gdzie portal społecznościowy ma  siedzibę. W 2016 roku sąd francuski uznał, że sprawa podlega jednak jego jurysdykcji i pierwsza rozprawa odbyła się 1 lutego br.

"Atak na demokrację"

“Cenzurowanie tego obrazu (...) to atak na demokrację, na 'Deklarację Praw Człowieka i Obywatela' - powiedział reprezentujący powoda adwokat Stephane Cottineau. - Nawet jeśli Facebook ma inną wizję tego, co zawiera prawo do wolności słowa, nie ma prawa jej narzucać".

Drugi prawnik powoda, Marion Cottineau-Jousse, podkreśliła, że zamknięcie konta mogło rzucić cień na jej klienta w oczach jego 800 przyjaciół z Facebooka; mogli oni pomyśleć, że Durand-Baissas ma wątpliwe morale.

Prawnicy Facebooka argumentują, że przywrócenie starego konta nie jest możliwe, ponieważ dane są przechowywane nie dłużej niż 90 dni. Ponadto Facebook domaga się, według dziennika "Le Monde", symbolicznego euro odszkodowania od Durand-Baissasa za "uszczerbek na wizerunku i reputacji" firmy.

Drugi z adwokatów Facebooka argumentował, że wkrótce po zamknięciu pierwszego konta Durand-Baissas założył nowe pod pseudonimem i odzyskał swoich facebookowych przyjaciół oraz bez przeszkód zamieszczał linki do Courbetowskiego "Pochodzenia świata". Poza tym Facebook twierdzi, że zamknął mu konto wcale nie z powodu Courbeta, ale dlatego, że Durand-Baissas założył je pod pseudonimem, co jest naruszeniem warunków stawianych przez tę sieć społecznościową.

“W takim razie dlaczego nie zamknięto mu drugiego konta, które też jest pod pseudonimem? - zapytał w sądzie adwokat. - Dlaczego pierwsze konto mogło działać przez dwa i pół roku od założenia i nagle zamknięto je, kiedy Durand-Baissas zamieścił tam 'Pochodzenie świata'?".

Werdykt ma zapaść 15 marca.

Nadgorliwość w sieci

Przesadną wstydliwość Facebook okazał również w przypadku japońskiego drzeworytu, do którego tradycji należą także przedstawienia erotyczne, stanowiące jego osobną gałąź nazywaną shunga, popularną od początku XVII wieku. Cenzorów wzburzyło zdjęcie "Snu żony rybaka" ("Poławiaczka awabi i ośmiornica") z 1814 roku, kolorowego drzeworytu największego mistrza tej techniki Katsushiki Hokusaia na koncie Jerry'ego Saltza, znanego amerykańskiego krytyka sztuki z "New York Magazine". Hokusai przedstawił w swojej grafice jeden z popularnych tematów w sztuce japońskiej - młodą poławiaczkę pereł pieszczoną przez dwie ośmiornice.

W styczniu na najnowszy przykład pruderyjnej gorliwości Facebooka zareagowało wiedeńskie NHM, zwracając się do Facebooka o pozostawienie w spokoju Wenus z Willendorfu. "Nigdy nie mieliśmy żadnej skargi ze strony zwiedzających, która dotyczyłaby nagości tej figurki - powiedział dyrektor generalny wiedeńskiego muzeum Christian Koeberl. - Nie ma żadnego powodu (...) zakrywać Wenus z Willendorfu i ukrywać jej nagość, ani w muzeum, ani w mediach społecznościowych".

Monika Klimowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje