​Wielka Brytania: Spekulacje na temat interwencji w Syrii

Brytyjskie media spekulują na temat skali zaangażowania Londynu w ewentualną interwencję zbrojną w Syrii po tym, jak w czwartek rząd otworzył premier Theresie May drogę do decyzji o udziale we wspólnym z USA uderzeniu w reżim Baszara el-Asada.

Centrowy "The Times" odnotował, że po nadzwyczajnym posiedzeniu rządu premier może liczyć na poparcie swoich ministrów, jeśli zdecyduje się na wsparcie interwencji w Syrii. Zaznaczył, że choć w komunikacie po spotkaniu nie padła jednoznaczna deklaracja dotycząca użycia sił wojskowych, to pojawiły się stanowcze zwroty o tym, że "jest konieczne, aby użycie broni chemicznej spotkało się ze sprzeciwem", oraz że istotne jest "podjęcie działania w celu załagodzenia cierpienia humanitarnego".

Reklama

Dziennik podkreślił, że premier otrzymała "jednogłośne" poparcie szefów resortów, którzy wcześniej zapoznali się z przedstawionymi przez głównego doradcę May ds. bezpieczeństwa narodowego Marka Sedwilla informacjami wywiadowczymi na temat sytuacji w Syrii.

Jednocześnie "The Times" zauważył, że lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn coraz bardziej sprzeciwia się możliwej interwencji w Syrii, ostrzegając, że "więcej bombardowań, więcej zabitych osób i więcej wojny nie uratuje niczyjego życia". Jednocześnie polityk miał poprosić premier May o dostęp do tajnych informacji w celu lepszego zrozumienia rządowego stanowiska.

Wśród kwestii wymagających rozstrzygnięcia przed ewentualnym zaangażowaniem się Wielkiej Brytanii w spodziewane amerykańskie działania wojskowe jest kwestia ewentualnej zgody parlamentu na skierowanie wojska do Syrii. "The Times" zaznaczył, że nawet rządząca Partia Konserwatywna wydaje się podzielona w tej kwestii. O ile szef komisji ds. polityki zagranicznej w Izbie Gmin Tom Tugendhat wielokrotnie bronił tego, że szefowa rządu może podjąć taką decyzję samodzielnie, to były proeuropejski minister finansów Ken Clarke ocenił, że pominięcie parlamentu byłoby "krokiem wstecz" w brytyjskiej demokracji.

Komentatorka "The Timesa" Catherine Philp zaznaczyła, że mimo narastająco agresywnej retoryki ze strony USA i Rosji oraz medialnych spekulacji nie należy spodziewać się bezpośredniej konfrontacji między tymi krajami.

"USA jasno wyraziły niezadowolenie z powodu tego, że Rosja popiera Asada, mówiąc, że Moskwa ponosi częściową odpowiedzialność za użycie broni chemicznej. Mimo to (amerykańscy dowódcy) podejmą staranne wysiłki na rzecz uniknięcia konfliktu między siłami obu państw" - oceniła.

"The Telegraph" opublikował w piątek artykuł Daniela Capurro, który ocenił, że "May może podjąć działania militarne bez pytania posłów o zgodę", zaznaczając, że dotychczasowe konsultacje z parlamentem wynikały z przyjętej konwencji, a nie prawnego obowiązku premiera. Jak jednak podkreślił, jakiekolwiek dłuższe zaangażowanie w Syrii wymagałoby zgody deputowanych.

"The Guardian" omówił spodziewane cele ataków, wskazując na bazy lotnicze reżimu Asada, które mogłyby zostać namierzone m.in. przez brytyjskie samoloty Typhoon i Tornado GR4, które stacjonują w cypryjskiej bazie Królewskich Sił Lotniczych w Akrotiri.

Z kolei główny komentator z zakresu polityki międzynarodowej Patrick Wintour analizował, że brane pod uwagę są trzy możliwości: minimalistyczne uderzenie odwetowe, próba zniszczenia zapasów broni chemicznej i zdolności jej dalszej produkcji lub pełen atak na infrastrukturę wojskową syryjskiego reżimu.

Dziennikarz zaznaczył, że wśród zachodnich liderów "nie ma jednak w tym momencie apetytu na próbę obalenia Asada, co prawdopodobnie doprowadzi do jakiegoś pośredniego rozwiązania".

Według opublikowanego w czwartek badania YouGov aż 61 proc. Brytyjczyków uważa, że May powinna uzyskać zgodę posłów przed podjęciem jakichkolwiek działań wojskowych w Syrii. Przeciwnego zdania jest zaledwie 18 proc.

Jednocześnie plany operacji militarnej popiera jedyne 22 proc. ankietowanych, podczas gdy 43 proc. jest przeciwko. Aż 34 proc. nie ma w tej sprawie zdania.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje