Włochy nadal bez prezydenta. Coraz większy chaos w państwie

​Głęboki kryzys na włoskiej scenie politycznej, rozłam w centrolewicowej Partii Demokratycznej i zapowiedź dymisji jej lidera Pier Luigiego Bersaniego - to rezultaty fiaska czterech głosowań w parlamencie nad wyborem prezydenta Włoch.

Centrolewicy nie udało się w piątek doprowadzić do wyboru jej kandydata, byłego premiera Romano Prodiego, mimo że miał bardzo duże szanse, a do zwycięstwa potrzebna była zwykła większość. Choć w głosowaniu nie wzięły udziału Lud Wolności Silvio Berlusconiego i prawicowa Liga Północna - na znak protestu przeciwko tej kandydaturze, nie uzgodnionej z nimi i nie będącej owocem szerokiego ponadpartyjnego porozumienia, Prodi otrzymał znacznie mniej głosów niż się spodziewano.

Romano Prodi, były przewodniczący Komisji Europejskiej, cieszący się dużym uznaniem na arenie międzynarodowej, wyraził oburzenie, że został uwikłany w tę sytuację i - nie wskazując nikogo - zażądał od promotorów jego kandydatury, aby wzięli na siebie odpowiedzialność za to, co się stało.

Reklama

W reakcji na te słowa oraz kierowane z szeregów Partii Demokratycznej apele o dymisję, jej lider Pier Luigi Bersani oświadczył, że ustąpi ze stanowiska natychmiast po wyborze prezydenta kraju. Przyznał zarazem: "Doprowadziliśmy do bardzo poważnej sytuacji". Przywódca centrolewicy wyraził przekonanie, że jego formacja musi wznowić kontakty z innymi siłami politycznymi i dodał, że to, iż Romano Prodi otrzymał wbrew oczekiwaniom tak mało głosów oznacza, że "zdrady" dopuścił się co czwarty parlamentarzysta Partii Demokratycznej. "Tego już za dużo" - mówił Bersani podczas spotkania z deputowanymi i senatorami PD.

Partia ta postanowiła, że podczas sobotniego porannego głosowania nad wyborem prezydenta wrzucać będzie puste kartki. To zaś oznacza przedłużenie obecnego pata. Ugrupowanie to chce zyskać na czasie, by znaleźć nowego kandydata, którego skłonne byłyby poprzeć także inne siły.

Były premier Silvio Berlusconi uznał, że wystawienie kandydatury Prodiego było "wypowiedzeniem wojny" centroprawicy. Podkreślił, że z zadowoleniem przyjął zapowiedź dymisji Bersaniego. Przywódca Ludu Wolności oświadczył, że jego formacja będzie głosować tylko na kandydata mającego poparcie obu bloków. W przeciwnym razie - zastrzegł - Lud Wolności nie będzie uczestniczył w głosowaniu.

Populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd od początku głosuje na liberalnego konstytucjonalistę Stefano Rodotę, a frakcja premiera Mario Montiego wystawiła kandydaturę obecnej minister spraw wewnętrznych Anny Marii Cancellieri.

Dowiedz się więcej na temat: Włochy | Romano Prodi | Silvio Berlusconi | wybory

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy