Włosi wybierają parlament

Niedziela jest pierwszym dniem przedterminowych wyborów parlamentarnych we Włoszech, rozpisanych po upadku centrolewicowego rządu Romano Prodiego.

Lokale wyborcze otwarte będą od godziny 8 do 22, a w poniedziałek od 7 do 15.

Reklama

Wybory, w których do Izby Deputowanych i Senatu startuje w sumie 16 partii i bloków, są w istocie pojedynkiem dwóch wielkich sił: centrolewicowej Partii Demokratycznej byłego burmistrza Rzymu 52- letniego Waltera Veltroniego i bloku opozycyjnej centroprawicy Lud Wolności pod wodzą byłego dwukrotnego premiera, magnata telewizyjnego 71-letniego Silvio Berlusconiego.

Ostatnie sondaże, opublikowane zgodnie z zasadami kampanii na początku kwietnia, wskazywały na około 6-8 procentową przewagę centroprawicy nad centrolewicą. Jednak o wyniku wyborów zdecyduje potężny, jak się podkreśla, odsetek niezdecydowanych. Jest ich aż około 30 procent.

Lud Wolności Berlusconiego, powstały na gruncie jego partii Forza Italia startuje w wyborach pod hasłem "Podnieś się, Italio".

Jego polityczny rywal Veltroni hasłem wyborczym swej partii, brzmiącym "Można to zrobić", nawiązuje do sloganu "Yes, we can" Baracka Obamy. Były burmistrz Wiecznego Miasta chce być bowiem kojarzony z politykiem amerykańskich Demokratów, ubiegającym się o nominację w wyborach prezydenckich.

Veltroni i Berlusconi zgodnie apelowali do wyborców, by nie głosowali na małe partie argumentując, że wyłącznie od rezultatu pojedynku między nimi zależeć będzie przyszłość Włoch. Obaj zabiegają nie tylko o zwycięstwo, ale także o to, by było ono znaczne i umożliwiło sprawne rządzenie. Obawy dotyczą przede wszystkim Senatu, gdzie być może powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy po wyborach doszło do równego podziału sił między koalicję i opozycję.

Ordynacja wyborcza, przyjęta przez koalicję Berlusconiego przed 2006 rokiem, przewiduje natomiast, że w Izbie Deputowanych zwycięska partia dostaje swoistą "premię" w postaci kilkudziesięciu mandatów.

Do udziału w głosowaniu uprawnionych jest 47 milionów Włochów. Charakterystyczną cechą wyborów w Italii jest bardzo wysoka frekwencja. Dwa lata temu wyniosła ona około 81 procent głosów.

W dwóch regionach: we Friuli-Wenecji Julijskiej i na Sycylii oraz w ośmiu prowincjach i 600 gminach odbędą się jednocześnie z wyborami parlamentarnymi także samorządowe. Największe emocje budzą wybory burmistrza Rzymu. Faworytem jest dotychczasowy minister kultury, wicepremier Francesco Rutelli z Partii Demokratycznej, który burmistrzem był już w latach 1993-2001. Rywalizuje z nim kandydat centroprawicy Gianni Alemanno.

Aż w 16 gminach na Sycylii, w Kalabrii i w Kampanii wybrane zostaną nowe samorządy dlatego, że poprzednie zostały rozwiązane z powodu zarzutów o współpracę z mafią.

W lokalach wyborczych po raz pierwszy na mocy rozporządzenia ministerstwa spraw wewnętrznych obowiązywać będzie surowy zakaz wchodzenia do kabin z telefonami komórkowymi i aparatami fotograficznymi. Chodzi o to, by nie robiono zdjęć kart do głosowania i by powstrzymać przypadki wyborczej korupcji - wynagradzania wyborców za głos oddany na wskazaną partię czy kandydata.

Grzywna za złamanie tego zakazu wynosi od 300 do 1000 euro.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: W.E. | parlament | Włosi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje