Wybory prezydenckie we Francji. Emmanuel Macron będzie kandydował

Emmanuel Macron - były minister gospodarki Francji - formalnie ogłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich w 2017 roku. 38-letni były bankier inwestycyjny wystartuje jako kandydat niezależny.

"Jestem kandydatem w wyborach prezydenckich w Republice Francuskiej" - oświadczył Macron, wskazując że jest kandydatem nadziei, który chce zerwania "z obecnym status quo" politycznym, aby odpowiedzieć na wyzwania "nowej ery".

Reklama

Wraz z ogłoszeniem kandydatury Macrona rośnie liczba pretendentów do Pałacu Elizejskiego, w którym obecnie gospodarzem jest skrajnie niepopularny socjalista Francois Hollande.

Aktualnie sondaże wskazują, że wybory rozstrzygną się najprawdopodobniej w drugiej turze w maju 2017 r. między faworytem Republikanów, konserwatystą, byłym premierem Alain Juppe a szefową skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen.

30 sierpnia br. Macron podał się do dymisji, aby całkowicie poświęcić się ruchowi politycznemu "En Marche" (franc. W ruchu), który sam powołał w kwietniu, ale nie ogłosił wtedy zamiaru wystartowania w przyszłorocznych wyborach. Jednak jego decyzję o złożeniu funkcji ministra powszechnie odebrano jako potwierdzenie prezydenckich ambicji.

38-letni polityk zrobił jedną z najszybszych karier politycznych w powojennej Francji; startując w wyborach prezydenckich w 2017 roku, wchodzi do najwyższej polityki po stażu niewiele dłuższym niż 2,5 roku.

Do chwili mianowania go ministrem w gabinecie premiera Manuela Vallsa, po przetasowaniu rządu, Macron był Francuzom całkowicie nieznany.

Nienależący do żadnej partii Macron nigdy nie sprawował funkcji pochodzących z wyboru, a karierę polityczną zawdzięcza Hollande'owi, który najpierw mianował go zastępcą sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego i doradcą ds. gospodarczych, a następnie ministrem gospodarki.

Na korzyść politycznych ambicji Macrona, absolwenta elitarnych szkół, który do polityki przeszedł prosto ze świata finansów, gra niechęć Francuzów do Hollande'a i wyrażany przez nich postulat odnowienia klasy politycznej, a także popularność w sondażach i zainteresowanie, jakie budzi w mediach.

Macron był autorem ustawy z sierpnia ub. roku, nazwanej jego imieniem, która zliberalizowała przepisy o zatrudnieniu w transporcie drogowym, pracę notariuszy czy handel w niedzielę. Drugiej, jeszcze bardziej liberalnej, nie pozwolono mu stworzyć. Jego dwuletnia kariera rządowa przebiegała pod znakiem widocznych napięć z premierem Vallsem, podobnie jak Macron postrzeganym jako zwolennik reform i nowego otwarcia w Partii Socjalistycznej. AFP nazywała go "mąciwodą" rządu.

Wielu partyjnych kolegów irytował "obrazoburczym" - jak to komentowano - podejściem do takich lewicowych świętości, jak 35-godzinny tydzień pracy wprowadzony przez premiera Lionela Jospina w 1998 roku. Zdarzały mu się też wpadki, gdy np. oświadczył, że wielu robotników, wysłanych na bezrobocie z powodu zamknięcia ich fabryk, jest niepiśmiennych.

We wrześniu br. dziennik "Le Figaro" poświęcił młodemu politykowi artykuł pt. "Fenomen Macrona", w którym zwrócił uwagę na fakt, że młody i charyzmatyczny Macron cieszy się rosnącą popularnością po lewej i prawej stronie sceny politycznej. Może to oznaczać, że Francuzi gotowi są odrzucić stare podziały na lewicę i prawicę - komentował "Le Figaro".

Macron jest żonaty ze swoją byłą nauczycielką francuskiego, 63-letnią Brigitte Trogneux, z którą wspólnie wychowuje jej dzieci z poprzedniego małżeństwa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje