W wypadku polskiego autokaru, do którego doszło dziś rano pod Miluzą (Mulhouse) w Alzacji na wschodzie Francji, zginęły dwóch obywateli Polski. 12 osób jest ciężko rannych, a 20 doznało lekkich obrażeń - poinformowało MSZ. Po przeanalizowaniu listy pasażerów, którzy powinni być w autokarze, okazało się jednak, że brakuje pięciu osób.

Zdjęcie

Akcja ratunkowa na miejscu wypadku polskiego autokaru we Francji/fot. Patric Seeger /PAP/EPA
Akcja ratunkowa na miejscu wypadku polskiego autokaru we Francji/fot. Patric Seeger
/PAP/EPA

Wypadek polskiego autokaru we Francji

liczba zdjęć: 25
- - Dwie osoby, które zginęły w wypadku polskiego autokaru pod Miluzą to obywatele polscy, kolejnych 11 osób jest w stanie ciężkim, niektórym z nich grozi utrata życia - to najnowszy bilans wtorkowej tragedii podany przez rzecznika MSZ Marcina Bosackiego.

"Trzydzieści kilka osób, to są osoby, którym albo nic się nie stało, albo odnieśli drobne obrażenia, jak skaleczenia, siniaki, (...) które nie wymagają dłuższego pobytu w szpitalu niż godzina lub dwie. Z tych osób wszystkie chcą kontynuować podróż" - poinformował podczas spotkania z dziennikarzami rzecznik.

Reklama

Wśród ofiar śmiertelnych nie ma dzieci. Najciężej ranni podróżowali na piętrze autobusu. Niektórzy mają otwarte złamania i rany cięte od potłuczonego szkła. W sumie do szpitali w okolicach Miluzy trafiło 32 poszkodowanych. Jak podała IAR 34 osoby wyszły z wypadku bez szwanku, znalazły schronienie w pobliskiej szkole.

Po podniesieniu autokaru, nie znaleziono żadnej ofiary - podały francuskie lokalne media.

Wcześniej po południu prefektura Górnego Renu stwierdziła, że zaraz po wypadku po przeanalizowaniu listy pasażerów, którzy powinni być w autokarze, okazało się, że brakuje pięciu z 68 pasażerów. Przypuszcza się, że może chodzić o pięć osób z ukraińskim obywatelstwem, które nie posiadały odpowiednich dokumentów i opuściły miejsce wypadku jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych. "Inna możliwość jest taka, że lista zawierała błędy" - wyjaśnił prefekt Górnego Renu Alain Perret.

Biuro Sindbad jest w stałym kontakcie z kierowcami autokaru i polską placówką dyplomatyczną w Lille - wynika z oświadczenia Sindbada przesłanego PAP.

Autokar przewrócił się na bok

Przypomnijmy: dziś około godz. 8 rano autokar wynajęty przez Prywatne Biuro Podróży Sindbad z Opola zjechał ze swojego pasa na autostradzie A36 niedaleko miejscowości Miluza we wschodniej Francji i wywrócił się. - Najprawdopodobniej kierowca przegapił zjazd i w ostatniej chwili chciał skręcić, dlatego autokar się przewrócił na prawy bok - powiedziała w rozmowie z telewizją TVN24 jedna z pasażerek.

Jak podała "DNA", kierowca autokaru został zatrzymany przez żandarmerię. Pierwsze badania wykazały, że w momencie wypadku mężczyzna nie był pod wpływem alkoholu i narkotyków. Informacje te potwierdził już prokurator Miluzy Herve Robin. - Możemy zakładać, że powodem wypadku była prędkość - dodał Robin.

Zdjęcie

Do wypadku polskiego autokaru doszło pod Miluzą we Francji/fot. Patric Seeger /PAP/EPA
Do wypadku polskiego autokaru doszło pod Miluzą we Francji/fot. Patric Seeger
/PAP/EPA

"Kierowca był w szoku"

Autokarem podróżowało w sumie 68 osób: 65 pasażerów i trzech członków załogi. Były to osoby z terenu całej Polski. Jechały do Miluzy, Cannes, Tulonu, Lyonu, Chalon-Sur-Sac, Marsylii, Bollene, Nicei - wynika z oświadczenia biura Sindbad. - Właścicielem autokaru jest firma Albatros z Przemyśla, autokar miał wszelkie wymagane badania techniczne - dodał Sindbad w komunikacie.

Jak powiedział rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvin Gajadhur, "w ciągu ostatnich dwóch lat autobusy przewoźnika Albatros z Przemyśla były sprawdzane podczas kontroli drogowych 15 razy; w tym czasie nie stwierdzono w kontrolowanych pojazdach żadnych naruszeń przepisów".

- Od 2004 roku pojazdy tego przewoźnika przeszły łącznie 84 kontrole drogowe, podczas których stwierdzono 13 niewielkich naruszeń przepisów - dodał rzecznik. Wyjaśnił, że niewielkie naruszenia to takie, które mogą dotyczyć np. braków w dokumentacji lub np. czasu pracy, nie są natomiast związane z uchybieniami w stanie technicznym pojazdów.

Zdjęcie

Akcja ratunkowa na miejscu wypadku /PAP/EPA
Akcja ratunkowa na miejscu wypadku
/PAP/EPA

Świadkowie twierdzą, że akcja ratunkowa przebiegała w sprawny sposób. - W ciągu od 3 do 7 minut pojawiły się karetki, helikopter, straż pożarna - relacjonowała rozmówczyni TVN24. - Nie mogliśmy się najpierw wydostać przez szybę, kierowca był w szoku, nie mógł jej wybić, pasażerowie sami próbowali ją rozbić - dodała.

Pierwszy autokar niebawem na miejscu wypadku

Tuż po godz. 12 na miejsce zdarzenia miał dotrzeć pierwszy autokar zastępczy, którzy ma zabrać turystów do Polski. Drugi, który dojedzie do Francji w ciągu trzech godzin, przeznaczony będzie dla chcących kontynuować podróż.

Bosacki poinformował, że dwóch pracowników MSZ z placówki w Strasburgu już opiekuje się Polakami - jeden na miejscu wypadku, drugi w szkole, w której zgromadzeni są ci, którzy bez szwanku przeżyli zdarzenie. Dodatkowo w drodze jest pięciu pracowników resortu z innych placówek - z Paryża, z Berna w Szwajcarii oraz z Lille.

- Za 2-3 godz. Polakami, którzy przeżyli ten straszny wypadek, powinno się opiekować 7 naszych pracowników - zaznaczył rzecznik MSZ podczas spotkania z dziennikarzami o godz. 12. Konsulowe udadzą się m.in. do szpitali, mają pomagać m.in służąc jako tłumacze, czy ułatwiając kontakt poszkodowanych z rodzinami.

Infolinie dla rodzin ofiar wypadku

Lokalna prefektura uruchomiła specjalny numer telefonu, pod którym we Francji można uzyskać więcej informacji na temat wypadku. Podajemy numer telefonu: +33 389 24 90 25.

Infolinia firmy Sindbad dla rodzin poszkodowanych w wypadku: 774021513 oraz 774434409.

Numery infolinii uruchomionej przez MSZ: 22 5239448 oraz 22 5239248.

Zobacz więcej zdjęć na stronie internetowej www.dna.fr

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

INTERIA.PL/PAP/IAR