Wyprawa na K2. "Urubko postąpił nie fair i tyle"

Jeden z najlepszych himalaistów globu Włoch Simone Moro uważa, że koniec lutego nie oznacza końca zimy - ta astronomiczna trwa do 20 marca. "Nie ma sensu, jak Denis Urubko, podważanie marcowych wejść na ośmiotysięczniki" - powiedział w wywiadzie na stronie explorersweb.com. Także Krzysztof Wielicki uważa, że Urubko opuszczając bazę "postąpił nie fair i tyle".

Kierownik narodowej wyprawy na niezdobyty zimą szczyt K2 (8611 m) Krzysztof Wielicki podkreślił w rozmowie z PAP, że jest oczywiste jakie są pory roku, zaś te, które określił Urubko, są jego prywatną sprawą. "A dlaczego nie jest to piąty czy dziesiąty marca, tylko koniec lutego? Decydując się na uczestnictwo w naszej wyprawie wiedział, do kiedy będziemy działali. Postąpił nie fair i tyle".

Reklama

Dodał, że obecnie cała ekipa jest w bazie, gdyż na wyjście w górę nie pozwalają warunki. Szczyt zasłaniają chmury, wiatr się wzmaga, nadciąga wichura.

Moro, który także wspinał się z Polakami (zdobyli 10 spośród 14 ośmiotysięczników jako pierwsi zimą), czterokrotnie stawał o tej porze roku na najwyższych górach Karakorum i Himalajów. Włoch przyznał, że chyba nikt nie akceptuje poglądów Urubki odnośnie kalendarza. Urodzony w rosyjskim Niewinnomyssku alpinista w środę opuścił bazę po tym, jak w sobotę rano bez jakichkolwiek uzgodnień podjął próbę wejścia na wierzchołek K2.

W wywiadzie udzielonym w grudniu Moro zaznaczył, że nie godzi się z tezą Urubki i uważa, że kwestionowanie przez niego polskich wejść zimą dokonanych w marcu - na Gaszerbrum I (8068 m, 9 marca 2012) i Broad Peak (8051 m, 5 marca 2013) jest absurdalne.

"Nie mogę zaakceptować ostatnich deklaracji Denisa, który twierdzi, że wejścia Polaków na Broad Peak i G1 w marcu nie są zimowymi. To brak szacunku wobec Polaków, od których otrzymał obywatelstwo, tym bardziej, że zaprosili go do uczestnictwa w zdobywaniu K2 i opłacili jego udział. Astronomiczna zima rozpoczyna się 21 grudnia i kończy 20 marca. Wszędzie można to sprawdzić w internecie" - podkreślił.

Włoch pierwszego zimowego wejścia dokonał z Piotrem Morawskim - 14 stycznia 2005 r. zdobyli Szisza Pangmę (8027 m) podczas wyprawy, której kierownikiem był Jan Szulc. Cztery lata później (9 lutego 2009 r.) stanął z Urubką na wierzchołku Makalu (8463 m). 2 lutego 2011 r. Moro, Urubko i Amerykanin Cory W. Richards weszli na Gaszerbrum II (8035 m). Ostatnim zimowym gigantem Włocha była w 2016 r. Nanga Parbat (8126 m). Wejścia dokonał 26 lutego z Baskiem Alexem Txikonem i Pakistańczykiem Muhammadem Ali Sadparą.

Moro opowiedział też o relacjach z Urubką, którego ceni za dotychczasowe osiągnięcia, ale przyznał, że ostatnio trudniej mu się z nim porozumieć.

"Relacje z Denisem niestety popsuły się. Myślę, że stracił swój kierunek. Oczywiście pamiętam wspaniałe momenty wspólnych przedsięwzięć górskich w latach 1999-2012. Ma mentalność rosyjskiego wojskowego i zawsze brałem to pod uwagę. Jest silny, nie boi się. To znakomite cechy, ale trzeba nim odpowiednio 'zarządzać', by uchronić od głupiego i śmiertelnego ryzyka. Nasza współpraca układała się zawsze dobrze, jednak kwestia przywództwa była zawsze jasna. Dlatego Wielicki jako kierownik wyprawy powinien demonstrować swoją silną pozycję jako osoby decydującej, szczególnie wobec Denisa" - zaznaczył.

Moro nie ukrywa, że inspiracją dla jego wyboru himalajskiej drogi były dokonania Polaków, szczególnie Jerzego Kukuczki, drugiego w historii zdobywcy 14 ośmiotysięczników (zginął na południowej ścianie Lhotse 24 października 1989 r.) i Wielickiego, piątego w dziejach himalaizmu człowieka, który osiągnął Koronę Himalajów i Karakorum.

"Wielicki i Kukuczka byli dla mnie wielką inspiracją. Nigdy bym nie dyskutował, ani nie kłócił się na temat wyboru dróg, jakich dokonywali. Wielicki jest bardzo doświadczony i ufam jego strategii. To cudowny, łagodny i bardzo przyjacielski facet. Ekstremalnie charyzmatyczny i to może być bardzo pomocne podczas wyprawy na K2. Jest także moim dobrym przyjacielem i nadal podziwiam go" - dodał.

Urodzony w Bergamo Moro zwrócił uwagę, jak trudny jest himalaizm zimowy, nieporównywalny z niczym innym.

"Wielu ludzi mówi o wspinaczce zimowej, choć nigdy nawet nie spróbowało tego i zupełnie nie ma pojęcia czym ona jest. Odbyłem 15 wypraw zimowych i mogę uczciwie powiedzieć, że to zupełnie coś innego niż latem, wiosną i jesienią. Zimno często łączące się z silnym wiatrem sprawia, że wszystko staje się skomplikowane i trudne. Wysiłkiem jest założenie bazy czy czekanie na dobrą pogodę. To bardziej przygotowanie mentalne niż trening fizyczny. To, co jest konieczne, to czekanie. Czeka się. Czeka się czasami kilka tygodni, a nawet lat na ten właściwy dzień, okno pogodowe, czy 'odpowiednią zimę'" - powiedział 50-letni Włoch.

Moro, z wykształcenia bibliotekarz, zdobywca ośmiu z 14 ośmiotysięczników, w tych czterech zimą (jedyny obok Kukuczki na świecie) wyjawił, że zimowe wejścia odcisnęły piętno na jego charakterze, zmieniły go jako osobę.

"Miałem szczęście i dość odwagi, aby zrealizować swoje marzenia. Osiągnięcie historycznego, pierwszego wejścia zimą na ośmiotysięcznik to coś, co może stanowić cel życia. Kiedy uświadamiam sobie, że dokonałem czterech takich wejść na różne szczyty jest to dla mnie coś niewiarygodnego. Tym bardziej, że nigdy nie przydarzyły mi się odmrożenia. Nadal jestem zmotywowany do kolejnych zimowych doświadczeń".

K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 r. próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 r. ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 r. wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy