Zabił, ale nie zjadł. Nowe doniesienia ws. kanibala z Niemiec

Jak donosi "Super Express" niemiecki policjant Detlef G. zadźgał i poćwiartował biznesmena polskiego pochodzenia Wojciecha S., którego poznał na czacie internetowym, gdzie kontaktowali się ludzie o kanibalistycznych fantazjach. Wojciech S. napisał, że chce zostać zabity i zjedzony. Zabójca obiecywał ofierze, że spełni jej prośby. Nie dotrzymał jednak umowy. Ciało poćwiartował, a fragmenty zwłok jedynie zakopał w ogródku.

Wcześniejsze informacje "Faktu" mówiły, że morderca spełnił kanibalistyczne marzenia Polaka. Wynikało też z nich, że możliwe jest uniknięcie przez niego kary.  W wypadku zabójstwa na żądanie, niemiecki kodeks karny przewiduje tylko od sześciu miesięcy do pięciu lat więzienia z możliwością zawieszenia wyroku.  

Reklama

Gdyby doniesienia o akcie kanibalizmu okazały się prawdziwe, nie miałoby to wpływu na wymiar kary. "Według niemieckiego kodeksu karnego kanibalizm nie jest czynem noszącym znamiona przestępstwa" – wyjaśnia Frank Hanning, ekspert od prawa karnego.

Nie jest to pierwsze tego typu wydarzenie w Niemczech. W marcu 2001 roku Armin Meiwes zwany "Heskim kanibalem" oraz "Potworem z Rotenburga" zamordował i częściowo zjadł poznanego przez internet mężczyznę Bernda Jürgena Armando Brandesa. Meiwes od 1999 roku chciał znaleźć w internecie ludzi zainteresowanych praktykami kanibalistycznymi. Zamieszczał też ogłoszenia, w których poszukiwał młodych mężczyzn w celu "zabicia i zjedzenia". W lutym 2001 roku na jedno z takich ogłoszeń odpowiedział Bernd Jürgen Armando Brandes, 43-letni inżynier z Berlina.

Meiwesa aresztowano w grudniu 2002 roku, po tym, jak umieścił następne ogłoszenia. Śledczy przeszukali jego mieszkanie i znaleźli fragmenty ludzkiego ciała oraz nagranie z morderstwa.

Oprac. TK

Dowiedz się więcej na temat: kanibalizm

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy