​Zamachy w Europie. Czy jesteśmy gotowi na inwigilację

Kolejne zamachy coraz wyraźniej uświadamiają nam, że nie uciekniemy przed dylematem, którego rozstrzygnięcie ukształtuje Europę na najbliższe dekady: wolność czy bezpieczeństwo.

Gdy kolejne ataki wstrząsają Europą, już niemal każdego miesiąca, trudno uciec przed dojmującym wrażeniem, jak bardzo zrytualizowała się rzeczywistość w czasach dżihadystycznego terroryzmu. Paryż, Nicea, Bruksela, Berlin, Sztokholm, Manchester, Londyn, Londyn, Barcelona... liczenie ofiar, relacje świadków, solidarność mieszkańców, pogoń za zamachowcami, Państwo Islamskie się przyznaje, tweety światowych przywódców, znicze, marsze, kwiaty, wystąpienia... i tak do następnego ataku.

Reklama

Wciąż i wciąż powtarza się ten zbrukany krwią europejski dzień świstaka.

Rytuałem są również pytania, które padają z eteru. Jedno z takich pytań brzmi: czy można było temu zapobiec? I tu nieuchronnie powraca dylemat: wolność czy bezpieczeństwo.

- Radykalizacji da się zapobiegać, rzecz jasna nigdy ze stuprocentową skutecznością, bo zamachy terrorystyczne będą się powtarzały. Eksperci, a przede wszystkim przywódcy polityczni powinni przygotowywać społeczeństwo na to, że terroryzmu może być po prostu więcej i że to będzie nasza nowa "normalność", jeżeli nie chcemy żyć w państwach policyjnych - komentuje dla Interii dr Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

- Oczywiście można przykręcić śrubę i przy pomocy ograniczenia swobód obywatelskich i totalnej inwigilacji zaprowadzić pełny porządek - tak, że nie będzie tych zamachów albo będzie ich bardzo mało. Przykładem takiego państwa była Syria przed 2011 rokiem. Ale jeżeli chcemy zachować swoje wolności, musimy liczyć się z tym, że tych zamachów będzie więcej - dodaje dr Sasnal.

Wraz z kolejnymi zamachami topnieje liczba dyskutantów, którzy przekonują, że dychotomia "wolność-bezpieczeństwo" jest fałszywa i należy ją odrzucić w całości.

Jednak dr Colin P. Clarke, ekspert ds. terroryzmu z uniwersytetu w Pittsburghu dowodzi, że nawet jeśli zgodzimy się, iż stoimy przed takim wyborem, to wcale nie przybliża nas to do rozwiązania problemu terroryzmu w taki sposób, by przyszłe podręczniki do historii kończyły się słowami "...i żyli długo i szczęśliwie".

- Jako społeczeństwa od dawna próbujemy odpowiednio zbalansować wolność i bezpieczeństwo - historia pokazuje, że bezskutecznie. Bardzo trudno jest chronić współczesne społeczeństwa tak, żeby nie obniżało to jakości życia każdego z nas. Oportunistyczna natura ataków samochodami tylko unaocznia ten problem - mówi Interii Colin P. Clarke.

Jego zdaniem państwo policyjne, państwo służb niekoniecznie musi przynieść całkowite wyplenienie terroryzmu.

- Podkreślmy, że niemożliwym jest monitorowanie każdego przez cały czas i stuprocentowe przewidywanie ludzkich zachowań - twierdzi dr Clarke.

Wszak nawet w policyjnym państwie Hosniego Mubaraka zdarzył się zamach w Szarm el-Szejk. Jednak co do zasady zależność się potwierdza: im więcej inwigilacji, tym mniej zamachów. Na końcu tej skali mamy przecież Koreę Północną, w której zamachów nie ma. Ale i w Iraku Saddama Husajna żaden ruch na miarę ISIS nie miał szans się rozwinąć.

Zachodni przywódcy od 2001 roku systematycznie poszerzają zakres uprawnień służb - zaczęło się od "Patriot Act" po zamachach z 11 września w USA; my również mamy swoją "ustawę inwigilacyjną". Z kolei rewelacje Edwarda Snowdena dowiodły, że służby idą jeszcze dalej, niż pozwala im prawo.

Uczciwi nie mają się czego obawiać - lubią powtarzać władze. Narzędzia mają służyć do tropienia "tych złych". Tylko ilu rządzących w Europie oprze się pokusie zbierania haków na swoich przeciwników czy gromadzenia informacji o własnych obywatelach? Ile służb postanowi rozgrywać swoje własne partie szachów? Ile osób o niecnych zamiarach będzie miało do tych narzędzi dostęp? Wreszcie, czy jesteśmy faktycznie gotowi na to, by każdy nasz mail, każda wiadomość na Facebooku, każda rozmowa telefoniczna, każde spotkanie było znane służbom? Jak ujawniał Snowden, amerykańscy agenci w przerwach między nasłuchiwaniem "typów spod ciemnej gwiazdy" wymieniali się prywatnymi zdjęciami kobiet, wykradzionymi z ich telefonów. Niby błahostka, ale uświadamia, z czym może wiązać się rezygnacja z prywatności.

Zdaje się, że Europejczycy ten dylemat już rozstrzygnęli. W krajach wstrząsanych zamachami badania pokazują, że jest przyzwolenie na odebranie części wolności obywatelskich w zamian za gwarancję bezpieczeństwa - takie stanowisko wyraziło np. 84 proc. Francuzów.

Strach i wściekłość Europejczyków dają rządom ogromne możliwości działania; jednocześnie wypuszczamy z butelki dżina, którego już się tam z powrotem nie wciśnie. 

Dowiedz się więcej na temat: zamachy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje