Zamieszanie wokół kandydata na prezydenta Niemiec

Niemiecka koalicja rządowa zapowiadała, że przed wyborami w lutym wspólnie wyznaczy kandydata na prezydenta Niemiec. Szef SPD Sigmar Gabriel złamał umowę wymieniając w poniedziałek szefa dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera. CDU i CSU protestują.

Gabriel powiedział w wywiadzie dla poniedziałkowego wydania "Bilda", że prezydentem Niemiec powinna zostać osoba, która "potrafi reprezentować kraj, a także zna wyzwania dzisiejszych czasów oraz odpowiedzi na te wyzwania".

Reklama

"SPD ma już kandydata, który spełnia wszystkie te warunki: Franka-Waltera Steinmeiera" - podkreślił Gabriel, pełniący w rządzie Angeli Merkel funkcje ministra gospodarki i wicekanclerza. Socjaldemokrata wyraził przy tej okazji ubolewanie, że Steinmeier nie uzyskał dotychczas poparcia CDU i CSU.

Trzy partie tworzące koalicję rządową - CDU, CSU i SPD zamierzały uzgodnić do końca października wspólną kandydaturę, jednak poszukiwanie odpowiedniej osoby przeciąga się. Socjaldemokrata Steinmeier uważany jest za kandydata nie do zaakceptowania przez chrześcijańskich demokratów.

Następca prezydenta Joachima Gaucka, który zrezygnował z reelekcji, zostanie wybrany przez Zgromadzenie Federalne 12 lutego 2017 roku.

Politycy CDU i CSU uznali wypowiedź Gabriela za "wybiegnięcie przed szereg". Szef CSU i premier Bawarii Horst Seehofer zaapelował do koalicjantów, by "zachowali dyscyplinę i przestrzegali tego, co sami ustalili". "Troje liderów partii koalicyjnych powinno wspólnie znaleźć kandydata możliwego do zaakceptowania przez wszystkich" - dodał.

Wiceprzewodniczący CDU Armin Laschet nazwał propozycję Gabriela "niezręczną". "Byłoby lepiej, gdybyśmy najpierw porozmawiali o kandydaturze w koalicji" - zaznaczył chadek. Znany z ciętego języka sekretarz generalny CSU Andreas Scheuer zauważył, że byłoby lepiej, gdyby Steinmeier "zajął się usprawnieniem polityki zagranicznej". Zastrzeżenia wobec kandydata SPD zgłosiła też opozycyjna Lewica.

Prezydenta Niemiec wybiera liczące obecnie 1260 osób Zgromadzenie Federalne składające się z posłów do Bundestagu oraz takiej samej liczby elektorów wybieranych przez przedstawicielstwa ustawodawcze krajów związkowych (landów). Chadecy są w tym gremium siłą największą, ale nie mają większości absolutnej.

Ofertę kandydowania odrzucili w minionych tygodniach prezes Trybunału Konstytucyjnego Andreas Vosskuhle, szef Bundestagu Norbert Lammert oraz były zwierzchnik Kościoła ewangelickiego Wolfgang Huber.

Prezydent Niemiec pełni głównie funkcje reprezentacyjne. Wybierany jest na pięć lat z możliwością jednorazowej reelekcji.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje