Zamieszki w Glasgow po szkockim referendum

W Glasgow doszło w piątek do incydentów wywołanych przez zorganizowaną grupę skinheadów opowiadających się za utrzymaniem unii Szkocji z Anglią. BBC mówi o "skoordynowanym ataku skinheadów" na miejscowych zwolenników szkockiej niepodległości.

Czwartkowe referendum przyniosło sukces obrońcom status quo. Glasgow - największe miasto szkockie - jest jednym z czterech okręgów wyborczych, w którym większość głosowała za wystąpieniem Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa.

Kilkusetosobowa grupa brytyjskich lojalistów stawiła się na placu w centrum miasta, prowokując i atakując separatystów, którzy na tym placu mieli swą nieoficjalną kwaterę.

Reklama

Lojaliści, wśród których byli kibice piłkarskiego Glasgow Rangers, przyszli na plac z brytyjskimi flagami i skandowali obelgi pod adresem obecnych tam ich politycznych przeciwników. Rozpostarli transparent z napisem "Szkocja jest brytyjska".

Doniesienia mówią o faszystowskich pozdrowieniach "Sieg Heil" i incydencie ze spaleniem szkockiej flagi. Doszło do szarpaniny, przepychanek i bijatyk. Odpalono racę używaną w ratownictwie morskim. Poleciały także butelki.

Konna policja starała się rozdzielić obie strony, by ochronić mniej liczną grupę zwolenników szkockiej niepodległości. Zamknięto okoliczne ulice. Policja udaremniła marsz unionistów ulicami miasta. Dopiero wieczorem udało się jej   przywrócić spokój w mieście.

Według doniesień szkockich portali, zajścia sprowokowały bojówki tzw. Szkockiej Ligi Obrony (SDL) - skrajnie prawicowego ruchu ulicznego protestu powiązanego z działającą w Anglii Angielską Ligą Obrony (EDL) - organizacją głoszącą hasło powstrzymania islamizacji Zjednoczonego Królestwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje