Zapomniany pendrive spowodował awaryjne lądowanie

Ostrożności nigdy za wiele. Tak zapewne pomyślał pilot samolotu, decydując się na awaryjne lądowanie - po tym, jak stewardessa poinformowała go o znalezieniu w toalecie... przenośnej pamięci USB, zwanej popularnie pendrivem.

Do zdarzenia doszło w Boeingu 767, lecącym z San Francisco do Nowego Jorku. Pilot zdecydował się jednak wylądować w połowie drogi - w Kansas City. 227 pasażerów i członków załogi natychmiast ewakuowano, a samolot odholowano w miejsce odległe od terminala lotniczego i gruntownie przeszukano.

Jak wyjaśnił rzecznik lotniska w Kansas City, po zamachach z 11 września 2001 roku w lotnictwie cywilnym nastała "nowa era" i znalezienie jakiegokolwiek podejrzanego przedmiotu na pokładzie powoduje zastosowanie odpowiednich procedur.

Dowiedz się więcej na temat: awaryjne lądowanie | pendrive

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje