Zastrzelił słynnego lwa Cecila. Teraz sprawę bada federalna agencja

Federalna agencja zajmująca się ochroną przyrody, która bada sprawę zabicia przez amerykańskiego dentystę Waltera Palmera najbardziej znanego lwa w Zimbabwe o imieniu Cecil, poinformowała w piątek, że skontaktował się z nią przedstawiciel Palmera.

Amerykańska Służba Połowu i Dzikiej Przyrody (FWS) poinformowała w piątek, że przedstawiciel Palmera skontaktował się z agencją w czwartek po południu i "śledztwo trwa". Wcześniej, jak informowała FWS, amerykańskim służbom nie udało się zastać Palmera ani w jego domu, ani gabinecie dentystycznym; nie odpowiadał też na telefony i maile.

Reklama

Celem prowadzonego przez FWS dochodzenia jest zbadanie, czy zabicie lwa było częścią spisku mającego na celu naruszenie amerykańskiej ustawy (Lacey Act) dotyczącej nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami.

Przedstawiciel FWS Ed Grace powiedział w wywiadzie dla "Washington Post", że władze chcą porozmawiać z Palmerem, "by usłyszeć jego wersję wydarzeń". Przypomniał, że dentysta już w przeszłości był na celowniku agencji. W 2009 został oskarżony o "kłamanie na temat okoliczności zabicia niedźwiedzia w Wisconsin".

Palmer został we wtorek zidentyfikowany jako zabójca lwa Cecila, najbardziej znanego lwa w Zimbabwe, który przyciągał do tego kraju tysiące turystów. Cecil, znany ze swej charakterystycznej czarnej grzywy, był objęty programem badań uniwersytetu w Oksfordzie.

Podejrzewa się, że lew został wywabiony z terytorium Parku Narodowego Hwange, a następnie raniony przez Palmera z kuszy i dobity strzałem z broni palnej po ok. 40 godzinach. Zwierzęciu odcięto łeb, a następnie obdarto je ze skóry. Palmer przyznał się do zabicia lwa, ale twierdzi, że nie wiedział, iż zwierzę jest chronione.

"Bardzo żałuję", ale nie wiedziałem, że był lokalnym ulubieńcem" - oświadczył Palmer w jednym jak dotąd publicznym oświadczeniu w tej sprawie. Zapewniał, że był przekonany, że polowanie jest legalne. Za prawo do polowaniu zapłacił organizatorom 50 tys. dolarów.

Władze Zimbabwe utrzymują jednak, że polowanie było nielegalne i zapowiedziały w piątek, że wystąpią z formalnym wnioskiem do USA o ekstradycji Palmera. Ponadto pod publiczną petycją ws. ekstradycji mężczyzny, podpisało się już 160 tys. ludzi. Biały Dom już w czwartek powiedział, że wnioskami o ekstradycję - kiedy wpłynie - zajmie się ministerstwo sprawiedliwości.

"Myśliwi to tchórze"

Czyn Palmera wywołał burzę w internecie. Na Twitterze powstał specjalny hashtag - #cecilthelion, pod którym internauci nie szczędzą Amerykaninowi ostrej krytyki.Przed budynkiem, gdzie mieści się zamknięty od kilku dni gabinet dentystyczny Palmera, ludzie składają maskotki lwów, tygrysów i małp. W środę zebrali się tam protestujący, niektórzy mieli transparenty z napisami: "Sprawiedliwość dla Cecila", "Myśliwi to tchórze" czy "Ścigać kłusowników".

W piątek w sprawie lwa Cecyla wypowiedziała się też gwiazda francuskiego kina i obrończyni praw zwierząt Brigitte Bardot. "Mam nadzieję, że Stany Zjednoczone odpowiedzą na żądania Zimbabwe dotyczące ekstradycji (Palmera), aby ten kryminalista został surowo ukarany" - napisała Bardot w oświadczeniu.

"Polowanie na trofea jest bardzo popularne wśród wielu ludzi zdeprawowanych, którzy za okrągłe sumy kupują prawo do zabicia starych kotów, słoni czy innych emerytów zamieszkujących parki narodowe. (...) Wykorzystują oni też ludzką nędzę i przekupują strażników, których zadaniem jest chronienie zagrożonych zwierząt" - napisała aktorka.

Dowiedz się więcej na temat: lew Cecil

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje