Zatrzymanie Sarkozy'ego: Niepotrzebne poniżenie czy równość wobec prawa?

Bezprecedensowe we Francji zatrzymanie byłego prezydenta tego kraju Nicolasa Sarkozy'ego jest określane przez jego politycznych przyjaciół jako niepotrzebne poniżanie, a lewica mówi o równości wszystkich obywateli wobec prawa.

Zatrzymany we wtorek rano Sarkozy spędził pierwszą noc za kratkami. Policjanci z wydziału finansowego przesłuchują prezydenta Francji z lat 2007-2012 w związku z ewentualnym nielegalnym finansowaniem jego kampanii wyborczej w 2007 roku z pieniędzy przekazanych przez reżim ówczesnego libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego.   

Reklama

Działacze założonej przez Sarkozy'ego partii Republikanie (LR) wyrażają ostrożne poparcie "dla człowieka w trudnej sytuacji" - jak to określił minister spraw zagranicznych w jego rządzie, Alain Juppe. Przypominają również, że Sarkozy był wielokrotnie oskarżany, ale nigdy nie został skazany. I wzywają "do ostrożności" media i polityków lewicy, którzy - jak to ujmują - "już skazali byłego prezydenta".  

Afera poważniejsza niż Watergate?

Dziennikarze francuskiego portalu informacyjnego Mediapart, który w kwietniu 2012 roku jako pierwszy oskarżył Sarkozy'ego o to, że był finansowany przez libijskiego dyktatora, w licznych wywiadach dla radia i telewizji mówią o "aferze poważniejszej niż Watergate".  

"To dowód skorumpowania demokracji przez dyktaturę" - powiedział w telewizji LCI Fabrice Afri z Mediapart, a współzałożyciel tego portalu Laurent Mauduit uznał w BFM TV, że "prawie wszystkie elementy tej układanki już pasują do siebie". Jego zdaniem zarówno "spójne między sobą" zeznania świadków, jak i dokumenty libijskie nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości, co do winy Sarkozy'ego.  

Deputowana socjalistyczna Marie-Noelle Battistel uznała zatrzymanie byłego prezydenta za "dowód, że we Francji wszyscy są równi wobec prawa".    

Deputowana skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) Clementine Autain oświadczyła: "Najwyższy czas. Trzeba z tym skończyć. Władza pieniądza nie może być trzonem polityki we Francji". Inny deputowany LFI Alexis Corbiere skrytykował podstawy V Republiki: "Jeśli daje się zbyt wielką władzę jednemu człowiekowi, to konieczna jest przeciwwładza, dlatego chcemy zmienić ustrój".   

W poniedziałek wieczorem pojawił się tweet socjalistki Segolene Royal, przeciwniczki Sarkozy'ego w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2007 roku. Była kandydatka na prezydenta uważa, że "miliony wyborców mają prawo wiedzieć, czy walka była równa".  

"Kadafi mści się zza grobu"

Przewodniczący grupy parlamentarnej LR Christian Jacob uznał zatrzymanie byłego prezydenta za "niezrozumiałe pastwienie się". Eurodeputowana Nadine Morano, minister za prezydentury Sarkozy'ego, przypomniała natomiast, że "bardzo często stawiano mu zarzuty i równie często wychodził on z tego całkowicie uniewinniony".  

"Jeśli policjanci, którzy podlegają sędziom, zdecydowali się na to zatrzymanie, to znaczy, że mają jakieś elementy (w śledztwie). Jeżeli prawdą jest, że było finansowanie libijskie, to mamy do czynienia z katastrofą, gdyż szybko okazać się może, że są sposoby obejścia demokracji" - ocenił deputowany skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Gilbert Collard.  

Z kolei deputowany LR Serge Huyghe dezawuował oskarżenia "dygnitarzy libijskich, którzy wszystko stracili przez prezydenta Sarkozy'ego, bo to on zniszczył reżim Kadafiego". "Kadafi mści się zza grobu" - powiedział. "Za nieistotne" uznał świadectwa pośredników finansowych, których nazwał osobami "wielokrotnie skazanymi za potwarz i fałszywe zeznania".  

Większość francuskich komentatorów, wypowiadając się o zatrzymaniu byłego prezydenta, wyraża przekonanie, że policja musi mieć nowe elementy w śledztwie. Zwracając uwagę na to, że nikt na razie nie wie, jakie są te elementy, komentator BFM TV Bruno Jeudi zauważył, że "nie ma nawet śladu materialnych dowodów". Jak dotąd słyszymy tylko "słowa jednych przeciw słowom drugich" - dodał.  

Komentator dziennika "Le Figaro" Guillaume Tabard nazwał "przedstawieniem" zatrzymanie i przesłuchanie Sarkozy'ego i szum medialny wokół tych wydarzeń. Przypomniał, że gdy sędziowie prowadzili śledztwo w sprawie malwersacji w merostwie paryskim, gdy merem był Jacques Chirac, to dyskretnie odwiedzili go w jego gabinecie. Chirac skazany został w tej sprawie na dwa lata więzienia w zawieszeniu, kiedy przestał już być prezydentem Francji.  

Niedawne sondaże wskazywały, że Sarkozy znów stał się jednym z najpopularniejszych polityków francuskich i najpopularniejszym na prawicy. Komentatorzy zwrócili uwagę na jego liczne wizyty polityczne i na to, że wrócił na pierwsze strony gazet. I w tym momencie "wraca przeszłość i chwyta go za gardło" - skomentowała w środę na łamach "Le Parisien" Jannick Alimi.   

Z Paryża Ludwik Lewin 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje