Zimna wojna na Bałkanach

- Ostatnie badania w Bośni i Hercegowinie oraz w Macedonii pokazują, że młodzi ludzie są bardziej nacjonalistycznie nastawieni niż ich rodzice, którzy brali udział w wojnie na Bałkanach. Młodzi bardziej nienawidzą dziś drugiej strony - zwraca uwagę dr Marko Babić z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Politolog zajmujący się geopolityką oraz uwarunkowaniami cywilizacyjno-kulturowymi narodów bałkańskich był jednym z gości IV Międzynarodowej konferencji "Europa wobec wyzwań XXI wieku. Bohaterowie i antybohaterowie", zorganizowanej w dniach 18-19.05 w Oświęcimiu.

Reklama

Podczas swojego wystąpienia dr Marko Babić odniósł się do przyczyn napiętej sytuacji na Bałkanach, która - przy braku wsparcia odpowiedzialnych przywódców - może przerodzić się w konflikt zbrojny.

Młodzi gniewni

- Wojnę rozpoczęło pokolenie, które żyło przez kilkadziesiąt lat w jednym państwie, gdzie panowało hasło: braterstwo i jedność. Od tamtej pory w Bośni i Hercegowinie mamy zimną wojnę, zamrożony konflikt - podkreślił dr Marko Babić.

Ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego zwrócił uwagę na głębokie podziały w społeczeństwie, szczególnie widoczne w wychowaniu i postawie przedstawicieli młodego pokolenia.

- Ostatnie badania w Bośni i Hercegowinie oraz w Macedonii osób urodzonych po 1995 roku pokazują, że młodzi ludzie są bardziej nacjonalistycznie nastawieni niż ich rodzice, którzy brali udział w wojnie. Bardziej nienawidzą tej drugiej strony - wyjaśnił dr Marko Babić.

Gość oświęcimskiej konferencji podał przykład jednej ze szkół w chorwacko-muzułmańskiej części Bośni i Hercegowiny. Budynek ma osobne wejścia i sale lekcyjne dla dzieci chorwackich i muzułmańskich. Różnią się także ich podręczniki, odmiennie interpretujące wydarzenia sprzed dwóch dekad.

Syndrom Bliskiego Wschodu

- Zasadniczy problem z procesem pojednania po wojnach z lat 90. polega na niejasności sytuacji. Wszyscy twierdzą, że wygrali, wszyscy też są ofiarami. Żeby myśleć o procesie pojednania trzeba rozmawiać o tych wydarzeniach, podać rękę drugiej stronie i powiedzieć: przepraszam. A tam nie ma zgody w interpretacji zdarzeń. Dla muzułmanów Srebrenica jest ludobójstwem, dla Serbów owszem, to zbrodnia, ale popełniona w odwecie. Nie ma kompromisu. Bohaterowie jednych są katami drugich - przyznał dr Marko Babić.

Podobnych sporów na Bałkanach jest więcej. A bez chęci zrozumienia, co tak naprawdę się stało i próby dojścia do wspólnego stanowiska trudno liczyć na poszanowanie drugiej strony i coś więcej niż chłodne zawieszenie broni.

- Obawiam się, że w przypadku Bośni i Hercegowiny mamy do czynienia z syndromem Bliskiego Wschodu. Nie ma mowy o rozwiązaniu konfliktu Izraela z Palestyną, BiH jest na podobnym kursie. Elity polityczne grają na lęku i poczuciu zagrożenia, nie są zainteresowane zmianami. A elity intelektualne są w relacjach klientelistycznych wobec polityków. Znacząca jest też emigracja, podobnie ma się rzecz w Macedonii. Ludzie głosują tam nogami - podkreślił politolog.

Recepta na tragedię

Największe nadzieje dotyczące sytuacji na Bałkanach dr Marko Babić pokłada w relacjach serbsko-chorwackich. Chorwacja jest w Unii Europejskiej, jeśli miałoby dojść do rozszerzenia wspólnoty - zaznaczył -  to nie o Ukrainę czy Turcję, tylko o Czarnogórę i Serbię.

Wbrew przytoczonym wcześniej badaniom liczy również na zmianę nastawiania kolejnych pokoleń, ale na przyszłość regionu spogląda raczej z pesymizmem.

- Bałkany straciły swoją szansę w XX wieku. Będą w ogonie Europy przez kolejne dziesięciolecia; pionkiem w grze mocarstw. Proces oczyszczenie przestrzeni publicznej wiązałbym ze stabilizacją, która musi doprowadzić do rozwoju ekonomicznego, bo bez tego nie będzie poprawy. Nie ma biednych i szczęśliwych społeczeństw. A nieszczęśliwe narody, zgłaszające pretensje do innych, to recepta na tragedię - skwitował dr Marko Babić.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje