Żołnierz uratowany przez Amerykanina: Rodzice Michaela przytulili mnie jak syna

Michael jest jak mój brat. Jego rodzice przytulili mnie jak syna - mówi korespondentowi radia RMF FM Pawłowi Żuchowskiemu ppor. Karol Cierpica, żołnierz, któremu amerykański wojskowy uratował życie podczas ataku na bazę w Ghazni w Afganistanie. Michael Ollis zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Wczoraj w Konsulacie RP w Nowym Jorku jego rodzina odebrała polskie odznaczenia. Doszło też do pierwszego spotkania polskiego żołnierza z rodziną Ollisa.

Paweł Żuchowski, RMF FM: Jakie były pana pierwsze odczucia po spotkaniu z rodziną Michaela Ollisa? Widziałem łzy w pana oczach.

Reklama

Ppor. Karol Cierpica: Nie da się do tego przygotować, nie wiem, co teraz czuję... Przywitałem się jak z drugimi rodzicami. A łzy same napłynęły do moich oczu. Nie wiem dlaczego, po prostu te uczucia mnie trochę przerosły.

Rodzice Michaela mimo wszystko panu dziękowali. Oni się cieszą, że pan żyje.
 -
To jest to, co zauważyłem w Ameryce - inna mentalność, podejście do żołnierzy, policjantów, ludzi na służbie. To coś niesamowitego dla mnie.

Cieszyli się, że pan wrócił do rodziny. Oni ukochanego syna stracili. U nich też było widać to niesamowite wzruszenie. Zresztą malowało się ono nie tylko na ich twarzach, ale wszystkich, którzy obserwowali Wasze spotkanie.

- Nie wiem, co tak naprawdę odpowiedzieć. Za dużo mam teraz myśli, ale rzeczywiście ta więź po prostu jest, nie wiem, skąd to uczucie się bierze. To, co poczułem zaraz po zdarzeniu, i to, co czuję teraz, jest niezmienne. Naprawdę czuję, że Michael jest mi bliski. To wielka rzecz.

Będzie pan odwiedzał Stany Zjednoczone, będzie pan przyjeżdżał na jego grób?

- Moim marzeniem jest zabrać tu żonę i synka.

Często pan wraca do tamtych tragicznych wydarzeń?

- Wracam, dlatego że te wydarzenia, które dzieją się wokół mojej osoby, po prostu przywołują te wspomnienia.

Spotkał pan rodzinę żołnierza, który uratował panu życie. Jest jej pan wdzięczny za niego?

- Chyba już to powiedziałem - tak czuję. Tak naprawdę Michael uratował wielu innych żołnierzy, być może dlatego, że podjął bardzo szybką, żołnierską decyzję. Stanął na wysokości zadania.

Jak to wyglądało?

- Atak kompleksowy na Fort Ghazni to była duża, bezprecedensowa sytuacja. W skrócie - terroryści wdarli się do bazy i tam zaczęliśmy stawiać im opór.

Czy często wspomina pan ten moment, kiedy sierżant Ollis ratuje panu życie?

- Michael zginął na polu walki w trakcie działań bojowych, on stał na linii ognia.

Jak to wyglądało? On zasłonił pana?

- Terrorysta zdetonował ładunki naprzeciwko Michaela. 

Czy według pana jest bohaterem?

- Jest, zdecydowanie jest bohaterem. Powiem więcej - myślę, że jest też moim bratem. Uświadomiłem to sobie zaraz po ataku i jestem nadal przekonany o tym, że braterstwo broni pozwala mi tak mówić.

Żołnierze mówią, że mają dużo żołnierskiego szczęścia. Pan wtedy miał to szczęście.

 - Żołnierskie szczęście jest potrzebne, zdecydowanie.

Będzie pan go pamiętał?

- Będę, bez dwóch zdań. Zostanie w moim sercu do końca życia. 

Paweł Żuchowski



Dowiedz się więcej na temat: Afganistan | żołnierze | śmierć

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy