Jagiełło bez paszportu

Prokuratura Okręgowa w Kielcach zakończyła przesłuchanie posła Andrzeja Jagiełły. Nie postawiono nowych zarzutów. Zastosowano środki zapobiegawcze w postaci zatrzymania paszportu i poręczenia w wysokości 10 tys. zł - poinformował dzisiaj zastępca prokuratora okręgowego Janusz Bors. 

Prokurator nie ujawnił wyjaśnień posła. Jagiełło, wychodząc z prokuratury, powiedział dziennikarzom, że złożył wyjaśnienia, nie popełnił żadnego przestępstwa i jest całkowicie niewinny.

Reklama

Poseł Andrzej Jagiełło był przesłuchiwany w Prokuraturze Okręgowej w Kielcach w obecności swoich obrońców - poinformował zastępca prokuratora okręgowego Janusz Bors. Prokuratura nie udzieliła szczegółowych informacji na temat przesłuchania.

Bors poinformował, że opinia biegłego lekarza nt. zdrowia posła nie została jeszcze doręczona do prokuratury, ale z jego wiedzy wynika, że stan zdrowia pozwala na przesłuchania.

Poseł Andrzej Jagiełło opuścił szpital dzisiaj około południa. Parlamentarzysta uciekł czekającym na niego dziennikarzom.

Prokurator postawił w ubiegłą środę Jagielle (byłemu posłowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej) zarzut utrudniania postępowania karnego przez poinformowanie SLD-owskich samorządowców - starosty i wiceprzewodniczącego rady powiatu - o planowanej akcji Centralnego Biura Śledczego. Jagiełło zasłabł i znalazł się w szpitalu. Dalsze czynności i postępowanie zależą od opinii biegłego lekarza.

4 lipca "Rzeczpospolita" poinformowała, że z policyjnego podsłuchu wynika, iż Jagiełło zadzwonił do jednego ze starachowickich samorządowców i ostrzegł go przed planowaną akcją CBŚ. Miał się powołać na informacje uzyskane od wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotki.

Starachowicki starosta i ówczesny wiceprzewodniczący rady (obaj z SLD) zostali z kilkunastoma innymi osobami zatrzymani w marcu przez Centralne Biuro Śledcze i aresztowani przez sąd. Prokuratura Okręgowa w Kielcach oskarżyła starostę Mieczysława S. o usiłowanie wyłudzenia odszkodowania za rzekomo skradziony samochód, a Marka B. o wyłudzenie odszkodowania oraz łapówkarstwo.

Senator Suchański złoży zeznania w sprawie starachowickiej

Senator SLD Jerzy Suchański poinformował, że poprosił prokuratora o spotkanie i jutro w Prokuraturze Okręgowej w Kielcach powie to, co wie o sprawie starachowickiej.

- Będę chciał powiedzieć prokuraturze wszystko, co wiem na ten temat - powiedział dzisiaj senator i dodał, że jest to jego obowiązkiem.

Suchański podkreślił, że nie zna dotychczasowych zeznań w śledztwie w sprawie przecieku. - Wiem, co wiem i nie wiem, czy to jest nowy ślad - powiedział.

4 lipca "Rzeczpospolita" poinformowała, że z policyjnego podsłuchu wynika, iż były już poseł SLD Andrzej Jagiełło zadzwonił do jednego ze starachowickich samorządowców i ostrzegł go przed planowaną akcją Centralnego Biura Śledczego. Jagiełło miał się powołać na informacje uzyskane od wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotki.

Waży się los przewodniczącego świętokrzyskiego SLD, Henryka Długosza

Zarząd świętokrzyskiego SLD wystąpił do rady wojewódzkiej partii o zwołanie konwencji partii, która mogłaby zadecydować o być albo nie być jej przewodniczącego Henryka Długosza.

Henryk Długosz jest bezpośrednim przełożonym Jagiełły. Twierdzi, że nic nie wiedział o działalności swojego zastępcy, jednak premier i część polityków Sojuszu uznała, że Długosz ponosi część odpowiedzialności za wydarzenia w Starachowicach.

Po ujawnieniu afery starachowickiej dymisję Długosza sugerował rzecznik dyscypliny SLD Włodzimierz Nieporęt. Sam Długosz nie miał zamiaru rezygnować. Mówił, że decyzję podejmie po zapoznaniu się z opinią zarządu i rady wojewódzkiej.

Rada wojewódzka nie ma prawa odwołać przewodniczącego. Jednak w piątek sam Henryk Długosz zapowiedział, że chciałby usłyszeć jej opinię na temat swojej przyszłości. Zapewnił także, że podporządkuje się każdemu wyrokowi. Krytycy przewodniczącego uważają jednak, że jest to pusty gest, bowiem wiadomo, że Długosz ma w radzie wielu zwolenników, którzy prawdopodobnie go poprą.

Z drugiej strony los przewodniczącego - i samej rady - może się rozstrzygnąć po zwołaniu konwencji partii. Przypomniał o tym wczoraj sekretarz generalny partii Marek Dyduch: - To konwencja może zmienić przewodniczącego i sekretarza, jak i skład rady wojewódzkiej.

List otwarty marszałka Borowskiego do Andrzeja Jagiełły

Marszałek Sejmu Marek Borowski zaapelował w liście otwartym do posła Andrzeja Jagiełły o "niezwłoczne, szczere i pełne" ujawnienie wszystkich okoliczności, związanych z tzw. sprawą starachowicką, oraz o wskazanie osoby lub osób, które poinformowały go o śledztwie wobec jego kolegów. Borowski podkreślił, że swój list skierował do Andrzeja Jagiełły przede wszystkim jako marszałek Sejmu do posła, ale także "jako Marek Borowski, członek klubu SLD, do byłego kolegi klubowego".

"Czynię to w przekonaniu, że w Twojej obecnej sytuacji masz prawo liczyć na radę ze strony człowieka, którego obdarzyłeś swoim zaufaniem w pierwszym dniu kadencji obecnego Sejmu" - napisał marszałek w liście do Jagiełły przekazanym dzisiaj PAP.

"Postawiono Ci zarzut, którego nie kwestionujesz, że poinformowałeś swoich kolegów o policyjnym dochodzeniu przeprowadzonym przeciw nim. Takie pojmowanie koleżeńskości z pewnością nie może być zaakceptowane" - dodał.

Borowski - jak podkreślił - docenia decyzję Jagiełły o natychmiastowej rezygnacji z przynależności partyjnej oraz do klubu SLD, ale, jego zdaniem, to nie wystarczy. "Sprawa, w której masz swój udział, nakłada się na wiele innych: mnogość niejasnych powiązań i afer sprawia, że opinia publiczna niezwykle krytycznie odnosi się do całej klasy politycznej" - napisał marszałek Sejmu.

Jego zdaniem, wszyscy muszą podjąć zdecydowane i skuteczne działania, by zapobiec sytuacji, w której obywatel traci zaufanie do państwa. "Czeka nas trudna walka. Do rozpoczęcia procesu skutecznego oczyszczania polskiego życia politycznego z podejrzeń niezbędne jest ujawnienie wszystkich okoliczności tzw. sprawy starachowickiej. Zmowa milczenia ten proces uniemożliwi" - zaznaczył Borowski.

"Dlatego apeluję do Ciebie o niezwłoczne, szczere i pełne ujawnienie wszystkich okoliczności, związanych z tą sprawą, oraz o wskazanie osoby lub osób, które poinformowały Cię o toczącym się śledztwie wobec Twoich kolegów" - napisał.

Borowski dodał, że chce wierzyć, iż Jagiełło ubiegał się o mandat poselski ze "szlachetnych pobudek", by - tak jak ślubował - "rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli".

"Jeśli tak, to masz jeszcze szansę, by udowodnić Twoim wyborcom, że kierowałeś się czystymi intencjami, starając się o mandat i ich zaufanie, a to co się stało, jest błędem, który pragniesz naprawić. Spróbuj wykorzystać tę szansę" - zaapelował marszałek.

Wyraził nadzieję, że Jagiełło przemyśli jego słowa i podejmie decyzję.

INTERIA.PL/RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje