Do tragedii doszło w szpitalu w Końskich, do którego zgłosiła się ciężarna kobieta, skarżąca się na bóle brzucha. Lekarze nie stwierdzili jednak niczego alarmującego. Trzy godziny później jej dziecko już nie żyło. O sprawie informuje "Echo Dnia".

Zdjęcie

Kobieta trafiła na oddział ginekologiczno-położniczy Kobieta trafiła na oddział ginekologiczno-położniczy /©123RF/PICSEL
Kobieta trafiła na oddział ginekologiczno-położniczy Kobieta trafiła na oddział ginekologiczno-położniczy
/©123RF/PICSEL
Kobieta zgłosiła się do Szpitala Specjalistycznego imienia świętego Łukasza w Końskich 9 lutego po południu, z mocnym bólem brzucha. Przeprowadzono badanie USG i KTG.

Lekarz uspokoił ją, że z dzieckiem wszystko jest w porządku i skierował na oddział ginekologiczno-położniczy.

Reklama

Po trzech godzinach powtórzono badanie. Dziecko już nie żyło.

Wieczorem, po tym, jak stwierdzono, że kobieta powinna urodzić martwe dziecko siłami natury, podano jej zastrzyk na wywołanie porodu. Po bezskutecznych próbach, w południe następnego dnia, lekarze zdecydowali o cesarskim cięciu.

Jak podaje w rozmowie z "Echem Dnia" partner kobiety, martwa dziewczynka ważyła prawie pięć kilogramów.

Mężczyzna oskarża lekarzy o zaniedbanie obowiązków. Tłumaczy, że przez kilka lat starali się o dziecko.

Kierownik oddziału ginekologicznego wyjaśnia, że pacjentce wykonano wszystkie odpowiednie badania i nic nie wskazywało, że może dojść do tragedii, bo wyniki "nie odbiegały od normy".

Przeprowadzono już sekcję zwłok dziecka. Jak poinformował lekarz, "nie stwierdzono wad".

Sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Końskich.

Artykuł pochodzi z kategorii: WIADOMOŚCI LOKALNE