Aborcyjna wojna przetacza się przez Stany Zjednoczone

Sprawa lekarza, który przeprowadzał późne aborcje i przecinał martwym noworodkom kręgosłupy nożyczkami, wstrząsnęła amerykańską i światową opinią publiczną. Na fali tego oburzenia republikanom udało się przeforsować w Kongresie najbardziej restrykcyjną ustawę od lat. Zwolennicy przerywania ciąży, przerażeni perspektywą rewolucji w prawie oświadczyli, że wypowiedziano "nową wojnę przeciwko kobietom".

W 1973 roku aborcja została uznana za prawo konstytucyjne - wówczas Sąd Najwyższy wydał wyrok w głośnej sprawie Roe versus Wade.

W Stanach Zjednoczonych przerywanie ciąży jest bardzo częste. Według działaczy z ruchów pro-life, w ciągu ostatnich 40 lat wykonano tam aż 55 milionów zabiegów. Centrum Kontroli i Prewencji Chorób podaje, że 92 proc. aborcji jest wykonywanych przed 14. tygodniem ciąży, a 1,3 proc. - po 20. tygodniu.

Reklama

Przemysł aborcyjny w USA ma bardzo mocną pozycję i dysponuje ogromnymi sumami. W ubiegłym roku organizacja Planned Parenthood przeprowadziła rekordową liczbę aborcji - 333 tysiące 964, a od 2011 roku - milion zabiegów.

W 2012 roku otrzymała więcej niż kiedykolwiek pieniędzy podatników. Do kasy organizacji trafiły 542 miliony dolarów. To oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch lat, dofinansowanie Planned Parenthood wzrosło o 11 procent.

 W dobie kryzysu amerykańskiej gospodarki to ewenement. Przemysł aborcyjny dostaje więcej, gdy cięte są wydatki na obronę czy na opiekę socjalną.

Ostatnio pojawiają się jednak sygnały o nadużyciach i oszustwach aborcyjnego giganta przy realizowaniu ustawy zdrowotnej i innych programów planowania rodziny.

Amerykańskie Rządowe Biuro Rozliczeniowe zbada, jak wykorzystuje budżetowe dotacje na usługi związane z ochroną zdrowia.

Kontrowersyjna nominacja

Republikanie od lat głośno apelują o zmianę prawa i wprowadzenie ograniczeń, wykorzystując to, że temat często jest w centrum politycznej uwagi, a na jaw wychodzą szokujące fakty związane z aborcyjnym biznesem.

W 2010 roku burzę wywołała nominacja na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego dla Eleny Kagan - pierwszej sędzi od 1972 roku, która nie orzekała wcześniej w żadnym innym składzie. Wzbudziła duże kontrowersje, ze względu na jej poglądy na temat homoseksualizmu i aborcji.

Jest mocno związana z ruchami proaborcyjnymi. Głośno o niej w USA zrobiło się w 2000 roku, gdy sporządziła dla ówczesnego prezydenta Billa Clintona notatkę służbową w sprawie metody aborcji tzw. "partial birth abortion".

Chodzi o aborcję w trakcie porodu. To wyjątkowo brutalna metoda - poród, najczęściej w 5-6 miesiącu ciąży, jest prowokowany. Płód jest wyciągany za nogi, do momentu, gdy w drogach rodnych pozostaje tylko główka. Potem w podstawę czaszki wbijane jest narzędzie chirurgiczne - czaszka zostaje zmiażdżona. Zdarzają się przypadki, gdy taka aborcja dokonywana jest w dziewiątym miesiącu ciąży.

Izba Reprezentantów próbowała zdelegalizować tę metodę. Jednak nie udało się, bo Bill Clinton zawetował ustawę. Wpływ na jego decyzję miała właśnie notatka sporządzona przez Elenę Kagan, w której argumentowała, że aborcja w zaawansowanej ciąży powinna być dozwolona, jeśli istnieje w stosunku do kobiety "ryzyko obrażeń".

Takie zalecenia oburzyły działaczy pro-life. Amerykański Narodowy Komitet Prawa do Życia napisał list do senatorów, w którym przekonywał, że Kagan nie przedstawiała Clintonowi bezstronnych i obiektywnych informacji, ale tendencyjne analizy, którymi posługiwała się po to, by osiągnąć swój "nadrzędny cel".

Kontrowersje nie wpłynęły na decyzję Baracka Obamy o nominacji. Zostało to odczytane przez przeciwników aborcji jednoznacznie: prezydent obiecał prawo proaborcyjne i dotrzymuje słowa!

"Dom horroru"

W ostatnim czasie debata na temat prawa do przerywania ciąży rozgorzała na nowo. Stało się tak, gdy na jaw wyszła sprawa doktora Kermita Gosnella, który został skazany za dokonywanie późnych aborcji. Przypadek jest wyjątkowo bulwersujący i wstrząsnął amerykańską opinią publiczną.

Lekarz przez 30 lat kierował kliniką w Filadelfii, którą prokurator nazwał "domem horroru". Gosnell dokonywał aborcji nawet po 24 tygodniu ciąży. Jego metody były bardzo brutalne - zabijał używając zastrzyków wstrzymujących akcję serca płodu. Gdy okazywało się, że znajdujący się już poza ciałem kobiety noworodek wydawał z siebie głos - przecinał mu nożyczkami kręgosłup.

Impuls z sondaży

Przeciwnicy aborcji otrzymują impuls z krajowych sondaży, które pokazują, że prawo do aborcji nie cieszy się dużym poparciem społecznym. W przeciwieństwie do innych gorących problemów społecznych, takich jak małżeństwa homoseksualne czy prawo do posiadania broni.

Marsha Blackburn, republikanka z Tennessee, podczas wywiadu dla Fox News pokazała ostatnio badanie, wskazujące, że około 60 procent Amerykanów jest przeciwna aborcji od drugiego trymestru ciąży.

W maju instytut Gallupa opublikował sondaż, z którego wynika, że 26 procent amerykańskiego społeczeństwa uważa, że aborcja zawsze powinna być legalna, natomiast 20 procent chce jej powszechnego zakazu.

Równocześnie 52 procent społeczeństwa sądzi, że aborcja powinna być legalna pod pewnymi warunkami, co oznacza, że grupa ta popiera ograniczenia prawne. Według 42 procent można zrozumieć decyzję o przerwaniu ciąży, zaś 49 procent twierdzi, że to decyzja niemoralna.

"Kraj nie jest jeszcze gotowy na zakaz aborcji, ale Amerykanie chcą, by obowiązywało w tej dziedzinie dużo więcej ograniczeń" - twierdzi Carol Tobias, przewodnicząca Amerykańskiego Narodowego Komitetu Prawa do Życia. Dlatego - jak mówi - trzeba "szanować przepisy dotyczące zaostrzenia kontroli nad klinikami, a także przyjąć do wiadomości, że od połowy ciąży dziecko odczuwa ból".

"Należy zabezpieczyć bezpieczeństwo matce i dziecku w jej łonie" - powiedziała Carol Tobias.

"Nowa wojna przeciwko kobietom"

Wykorzystując sondaże i burzę wokół procesu Gosnella, republikanie wzmogli w ostatnich miesiącach antyaborcyjną batalię. W czerwcu Izba Reprezentantów Kongresu USA przyjęła ustawę wprowadzającą zakaz przerywania ciąży po 22. tygodniu ciąży. Za ustawą "O ochronie dzieci nienarodzonych zdolnych do odczuwania bólu" oddano 228 głosów; 196 kongresmenów było przeciw.

To rozzłościło zwolenników aborcji. Dokument nazwali "najbardziej restrykcyjną i ekstremalną ustawą aborcyjną, jaka wyszła z Kongresu od co najmniej dziesięciu lat" i ogłosili, że wypowiedziano "nową wojnę przeciwko kobietom".

Raczej nie ma szans na to, by ustawę poparł Senat. A nawet jeśli tak by się stało, weto zapowiedział prezydent Barack Obama.

Nie zniechęca to jednak amerykańskich przeciwników aborcji. Główna lobbystka, przewodnicząca Amerykańskiego Narodowego Komitetu Prawa do Życia, ujawniła w rozmowie z Associated Press, że jej organizacja pracuje nad projektem ustawy razem z  republikańskim senatorem Marco Rubio z Florydy, który jest prawdopodobnym kandydatem w wyścigu prezydenckim w 2016 roku.

Zmiany na szczeblu stanowym

Już teraz wprowadzane są w USA duże zmiany w prawie na szczeblu stanowym. W 6 stanach uchwalono zakaz aborcji po 20. tygodniu ciąży. Najbardziej restrykcyjna jest ustawa przyjęta w Północnej Dakocie, gdzie zakazano przerywania ciąży od czasu gdy "można wykryć bicie serca dziecka" albo od 6. tygodnia ciąży.

Od 12. tygodnia ciąży zabronione jest dokonywanie aborcji w Arkansas. Władze Karoliny Północnej ogłosiły, że chcą zaostrzyć kontrolę nad klinikami, a republikański gubernator Pat McCory oświadczył, że podpisze zaktualizowaną ustawę dotyczącą regulacji aborcji.

Duże zmiany wprowadzono w tym miesiącu w Teksasie - zakazano aborcji po 20. tygodniu, a ewentualne zabiegi mogą być dokonywane wyłącznie w szpitalach. Sprawa skupiła uwagę opinii publicznej, bo w tajnym głosowaniu przepis poparło 19 republikanów i aż 11 demokratów.

W związku z wejściem w życie nowych przepisów zdecydowano o zamknięciu trzech klinik - w Bryan, Huntsville, i Lufkin. W planach jest zamknięcie kolejnych 37 z 42 placówek.

Według Instytutu Guttmachera, w tym roku wprowadzono co najmniej 43 nowe akty prawne, które ograniczają prawo do aborcji. W poprzednich dwóch latach powstało w USA 120 nowych ustaw - część z nich było blokowanych przez sądy federalne.

Aborcyjna rewolucja?

Aborcja jest w centrum uwagi opinii publicznej USA. Ten problem najbardziej rozgrzewa, ale też dzieli społeczeństwo.

Bill Armistead, przewodniczący Partii Republikańskiej z Alabamy, przewiduje, że głośny proces Gosnella okaże się punktem zwrotnym. Jego zdaniem, dotychczas mówiło się tylko o matce, o jej prawie do decydowania o tym, co chce zrobić ze swoim ciałem, a nigdy o dziecku, które jest w tym ciele. Armistead wierzy, że teraz uda się zdobyć poparcie dla przeprowadzenia rewolucyjnych zmian w prawie aborcyjnym na szczeblu krajowym.

Amerykanie stają się społeczeństwem coraz bardziej liberalnym - wspierają małżeństwa osób tej samej płci, a także sprzedaż bez ograniczeń pigułki antykoncepcyjnej "dzień po" - ale w kwestii aborcji, ku niezadowoleniu zwolenników przerywania ciąży, społeczna rewolucja zmierza w innym kierunku.

Przepisy regulujące przerywanie ciąży stają się za Oceanem coraz bardziej restrykcyjne i wiele wskazuje na to, że to nie koniec zmian w amerykańskim prawie.

Antonina Kotarba

Dowiedz się więcej na temat: aborcja | USA | ciąża

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje